Forum Krzyż
Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.
Lipca 17, 2024, 18:53:52 pm

Zaloguj się podając nazwę użytkownika, hasło i długość sesji
Szukaj:     Szukanie zaawansowane
www.UnaCum.pl

Centrum Informacyjne Ruchu Summorum Pontificum
232271 wiadomości w 6635 wątkach, wysłana przez 1668 użytkowników
Najnowszy użytkownik: magda11m
Strona główna Pomoc Szukaj Zaloguj się Rejestracja
Forum Krzyż  |  Disputatio  |  Poczekalnia  |  Wątek: Ascetyka - walka duchowa - życie wewnętrzne
« poprzedni następny »
Strony: [1] 2 Drukuj
Autor Wątek: Ascetyka - walka duchowa - życie wewnętrzne  (Przeczytany 2038 razy)
Mainchin
rezydent
****
Wiadomości: 329


« dnia: Lutego 15, 2023, 18:02:17 pm »

Myślę, że większość z uczestników tego forum prowadzi życie wewnętrzne, życie modlitwy, że prowadzi walkę duchową. Wydaje mi się, że to są rzeczy istotne, którymi dobrze się dzielić. Nie dla próżnej chwały, albo ukazywania swoich zasług (wielu z nas jest anonimowa, jak ja dla przykładu), ale dla chwały Pana Boga i ukazywania środków do walki duchowej, albo ważnych uwag, na które dobrze zwrócić uwagę, żeby nie być łatwym łupem dla złego ducha, świata i swojej własnej słabości.
Myślę, że każdemu z nas Pan Bóg pokazuje, jakie środki są skuteczne w walce duchowej, w jakichś jej aspektach. Dlatego chyba byłoby dobrze, żebyśmy sobie nawzajem pomagali. Myślę, że mamy różne pytania dotyczące modlitwy, pokus, a wiele osób z pewnością ma wypróbowane środki, które i innym mogą pomóc.
"Bez pomyłki nauczyłem się mądrości, bez zazdrości ją przekazuję".

Wydaje mi się, że mam dobry sposób na rozgoryczenie, które niesie świat. Są takie wiadomości w mediach, które zupełnie podcinają skrzydła i paraliżują, są takie które rozgoryczają i mogą naprawdę zgnieść człowieka, ukazywać jego bezsilność. Ich niebezpieczeństwo jest o tyle silne, że często opierają się na prawdzie. Najgorsze oskarżenia diabelskie zawsze opierają się na prawdzie, stąd czerpią siłę, całkowita fikcja z trudnością może zachwiać pokojem wewnętrznym. Wydaje mi się, że tym co jest wtedy istotne to po pierwsze, postawić Boga w centrum, na pierwszym miejscu, ze wszystkimi jego atrybutami, przypomnieć sobie o Opatrzności Bożej, że nic nie wyrywa się Bogu z rąk, albo jest wolą Bożą, albo dopustem, a zatem można to znieść. Myślę, że będąc katolikiem, można (chyba najczęściej nieświadomie) postawić w centrum świat, a Boga potraktować jakby był podporządkowany światu. Robi się wtedy taki nieświadomy deizm: niby Bóg opiekuje się światem, ale raczej śpi, a wszystko zależy tylko od nas. Jest to bardzo fałszywa myśl, która ma bardzo szkodliwe następstwa. Bóg w centrum, jako prawdziwy Pan i Król, który opiekuje się stworzeniem i nad którym żadne zło nie ma władzy - to naprawdę niesie wiele siły i prawdziwej nadziei. Dla mnie to rozmyślanie jest bardzo skuteczne, zwrócić uwagę, że świat jest zależny od Boga, a nie Bóg od świata.

Ale mam pytanie, co zrobić, kiedy świat pociąga, nęci i kusi? Jest to dla mnie dużo cięższa walka niż walka z rozgoryczeniem. Staram się rozmyślać o fałszu pokus i grzechu do którego prowadzą, staram się myśleć o Męce Pańskiej. Ale de facto nie ma to rozmyślanie u mnie takiej mocy jak to, które opisałem. To są różne rzeczy: serfowanie po internecie, szukanie rzeczy niepotrzebnych do kupienia, szukanie niepotrzebnych wiadomości, obżarstwo i ogólnie grzechy tego typu. Co wy robicie w podobnych sytuacjach?
Zapisane
Recordare, Virgo Mater, dum steteris in conspectu Dei, ut loquaris pro nobis bona, et ut avertas indignationem suam a nobis.
Iustus
bywalec
**
Wiadomości: 96

« Odpowiedz #1 dnia: Lutego 15, 2023, 22:43:46 pm »

Bóg zapłać za podjęcie tematu i podzielenie się metodami walki duchowej. Żywoty świętych przywołują przykłady rzucania się do lodowatej wody, czy w cierniste krzaki. Metody jaskrawe, ale co do samej idei fizycznego umartwiania ciała to to faktycznie pomaga. Zdarzyło mi się cięższe chwile "przeklęczeć", czy "przechłodzić" pod zimnym prysznicem - chociażby stopy, albo w misce z wodą (przy tej porze roku woda potrafi się dać w kości). To dla mnie najprostsze, najszybsze i doskwierające metody, bo zimno dział na mnie stosunkowo szybko. One zasadniczo też odrywają nas od dotychczasowego zajęcia i siłą rzeczy nasze myśli (paliwo pokusy) odrywają się od tego, co nas nęci (ogień pokusy). Przy dyskomforcie myśli skupiają się na rzeczach istotniejszych. Prysznic sam w sobie w ogóle może zadziałać jak "reset", życie pokazuje, że zwykły "reset" potrafi naprawić wiele systemów. Podejrzewam, że inne umartwienia ciała, także będą pomocne, może uzależnione od rodzaju pokusy i człowieka.
Zapisane
Filip S
aktywista
*****
Wiadomości: 1000


« Odpowiedz #2 dnia: Lutego 15, 2023, 23:33:17 pm »

No cóż, jestem tylko bardzo grzesznym człowiekiem tak iż chyba nie mam prawa uważać się za prawdziwego katolika. Bardzo cenię i podziwiam ascezę, uważam że ustawiczne trwanie w niej to prawdziwa pełnia życia katolickiego tu na Ziemi. Zwłaszcza cenny jest post ponieważ pomaga niejako "odkuć" nasze pragnienia od rzeczy grzesznych, światowych i cielesnych, dzisiaj na ogół mówi się o modlitwie, czasem o pracy fizycznej ale o poście to nie pamięta już prawie nikt. Jednym z przykładów "chrześcijańskiego fundamentalisty" w pozytywnym i prawdziwym tego słowa znaczeniu był m.in św. Szymon Słupnik:
Cytuj
Szymon Słupnik urodził ok. 390 roku w Sis w na pograniczu Cylicji i Syrii – dzisiaj jest to obszar należący do Turcji, w pobliżu Antiochii Syryjskiej. Miał liczne rodzeństwa, ale wcześnie zmarli jak i jego rodzice. Pozostał tylko z bratem, zajmował się wypasaniem owiec na ojcowiźnie. W wieku trzynastu lat pod wpływem proroczego snu pozbywa się majątku i udaje się do eremitów osiadłych w Teleda koło Antiochii. W 412 roku musi opuścić mury klasztoru gdyż dla mnichów tam żyjących jego praktyki ascetyczne są zbyt radykalne. Zakonnicy klasztorze jadali co trzeci dzień, Szymon zaś pomimo zniechęcania jadał co szósty dzień. Również był przepasany sznurem z liści palmowych który z biegiem czasu werżnął się powyżej bioder w ciało młodego pustelnika. Opat nakazał mu zdjęcie tego sznura, polecił wyleczyć go a następnie wydalił z klasztoru. Przez pewien czas tułał się po górach gdzie został odnaleziony przez mnichów wysłanych przez opata z klasztoru w Teleda. W 413 roku osiadł w miejscowości Telanissos na północny wschód od Antiochii i wiódł tam życie pustelnicze. Sława jego życia ascetycznego, jego mądrość, dobroć i prostota przyciągały tłumy. Chcąc dalej prowadzić życie ascetyczne jak i pustelnicze buduje kamienny słup o wysokości ok. 3 metrów na którym umieszcza platformę o powierzchni około 4 metrów kwadratowych. Żywi się jedynie tym co dostarczy mu okoliczna ludność, a przed deszczem, wiatrem i upalnym słońcem chroni go płaszcz z kapturem. Z biegiem czasu podwyższa słup który osiąga ostatecznie wysokość około 18 metrów. Żyje w tym miejscu przez 37 lat, poszcząc, modląc się i w godzinach popołudniowych rozmawiając z coraz liczniej przybywającymi pielgrzymami. Wiele godzin spędzał na kontemplacji, co w połączeniu z surową ascezą i modlitwą skutkowało nawróceniami wielu tysięcy przybyszów z pogańskiej Arabii i Persji. W swoich naukach bronił wiary przed herezją nestorianizmu, który wówczas szerzył się wśród najwyższych władz duchowych i świeckich. Wśród słuchaczy jego nauk był również cesarz Teodozjusz z żoną Eudokią. Zachowały się listy pisane do świętej Genowefy Paryskiej. Z listów tych wyłania się, osoba bardzo wyważona, kierująca się zdrowym rozsądkiem i umiarkowaniem których to cech nie spodziewalibyśmy się po człowieku prowadzącym tak radykalne życie ascetyczne. Szymon Słupnik zmarł 2 września 459 roku. W pogrzebie brał udział patriarcha Antiochii, sześciu biskupów, gubernator cesarski oraz niezliczone rzesze wiernych. Niebawem jego ciało zostało w uroczystej procesji przeniesione do Konstantynopola. Na miejscu gdzie stał słup została wybudowana w latach 474-491 świątynia do której pątnicy przybywali nawet do XVII wieku. Później świątynia ta została zniszczona. Było to ogromna budowla wzniesiona na planie krzyża greckiego o wymiarach 80 na 90 metrów. Każde z czterech ramion krzyża tworzyła osobna bazylika o trzech nawach. Bazyliki łączyły się arkadami z ośmiobocznym dziedzińcem centralnym, prawdopodobnie nakrytym od góry drewnianą kopułą. Środkowy punkt dziedzińca stanowiła kolumna św. Szymona. Główne wejście, z czterema portalami, znajdowało się w zachodnim ramieniu krzyża. Przeciwległe, wschodnie ramię miało oś lekko przekrzywioną ku północy, co symbolizowało pochylenie głowy Chrystusa Ukrzyżowanego. Niżej, u stóp wzgórza, wyrosły natomiast klasztory, ksenodochia (domy noclegowe) i inne budynki przeznaczone dla pielgrzymów. Święty Szymon Słupnik znalazł swoich naśladowców – zwano ich słupnikami lub też z greckiego stylitami. Jednym z uczniów Szymona był Daniel Stylita żyjący w latach 409-493 mieszkający na kolumnie niedaleko Konstantynopola. W następnym stuleciu żył Szymon Słupnik zwany Młodszym (521-592/597), zwany Cudotwórcą. Wokół niego również gromadzili się uczniowie i wzgórze na którym stała kolumna św. Szymona Młodszego nosiło nazwą Góry Cudów. Jeszcze w XII wieku spotykano słupników w Ziemi Świętej. Stylici pojawili się również i na Rusi – ostatnim znanym był Serafin z Saratowa. Wspomnienie świętego Szymona Słupnika obchodzimy w Kościele Katolickim 5 stycznia. W ikonografii przedstawiany jest zwykle na słupie a jego atrybutem jest bicz.
https://oczamiduszy.pl/szymon-slupnik-starszy/

Najgorsze oskarżenia diabelskie zawsze opierają się na prawdzie, stąd czerpią siłę, całkowita fikcja z trudnością może zachwiać pokojem wewnętrznym.

Z Pisma Świętego wiemy że diabeł jest kłamcą i prawdy w nim nie ma. Tworzy natomiast potężny mur który skutecznie oddziela ludzkość (w wymiarze indywidualnym i kolektywnym) od Boga, widać to szczególnie teraz.
« Ostatnia zmiana: Lutego 15, 2023, 23:48:07 pm wysłana przez Filip S » Zapisane
Regiomontanus
aktywista
*****
Wiadomości: 3645


« Odpowiedz #3 dnia: Lutego 16, 2023, 02:57:58 am »

To są różne rzeczy: serfowanie po internecie, szukanie rzeczy niepotrzebnych do kupienia, szukanie niepotrzebnych wiadomości, obżarstwo i ogólnie grzechy tego typu.

Myślę, że prawie każdy w dzisiejszych czasach zmaga się z pokusami tego właśnie typu. No i komputer jest w dużej mierze "kanałem", który do nich prowadzi.

Chciałbym powiedzieć, że potrafię zwalczać takie pokusy nieustanną modlitwą, postem czy umartwianiem innego rodzaju, ale niestety ascetyk ze mnie żaden.

Natomiast jakieś fizyczne zajęcie oraz kontakt z naturą zawsze jest czymś co odciąga mnie od komputera. Nigdy nie żałowałem, że np. poszedłem na grzyby albo tylko połazić po lesie zamiast czytać głupoty w internecie, ale odwrotnie to już nie raz... Poza tym są zajęcia, które są fizyczne z natury ale potrafią być niesamowicie "medydacyjne", np. rąbanie drewna. Gdybym mógł rąbać drzewo codziennie, to robiłbym to codziennie :-) Słowo daję, wolałbym rąbać drzewo niż czytać FK - niestety mam gazowe ogrzewanie :-)

Dobre jest też jakieś hobby, które jest z natury nie-komputerowe oraz wymagające kontaktu z realnym i dotykalnym światem (oraz które nie wymaga kupowania coraz to nowych gadżetów). Doskonalenie się w jakiejś umiejętności jest jedną z możliwości.

Ogólnie rzecz biorąc, chyba nie można (przynajmniej ja nie potrafię) zwalczać pokus "światowych" tylko przez odcinanie się od świata. Raczej, skoro świat nas nęci, to trzeba się starać czerpać z tego świata to, co jest pożyteczne, albo przynajmniej nieszkodliwe dla duszy. 
Zapisane
Certe, adveniente die judicii, non quaeretur a nobis quid legerimus, sed quid fecerimus.
Mainchin
rezydent
****
Wiadomości: 329


« Odpowiedz #4 dnia: Lutego 16, 2023, 10:32:55 am »

Zaczynając ten wątek bardziej mi zależało, żeby zobaczyć, co wy robicie, co u Was działa. Jest wiele uwag u różnych autorów, wiele nauk można wyciągać z przykładu świętych, ale właśnie, nie że jest coś takiego, tylko czy u Was to działa. Z pewnością lektura żywotów świętych jest dobra i pożyteczna, i chyba za mało tego dzisiaj, na to zwracano uwagę od starożytności chrześcijańskiej, wiele osób doprowadziło to do nawrócenia, albo świętości, zatem przez to działała łaska Boża. Ale właśnie, czy da się naśladować św. Szymona Słupnika? Myślę, że czytać o tym, to dobre, naśladować: niemożliwe. Bardziej chyba pokazuje kierunek niż konkretne środki do umartwienia.

Myślę, że zwróciliście uwagę na ważny element, o którym chyba zapomniałem, mianowicie o ascezie cielesnej. To rzeczywiście nie jest coś, co można sobie lekceważyć, choćby to były bardzo małe umartwienia.

Moje uwagi do ascezy cielesnej:
- niedobrze, kiedy przeszkadza w wykonywaniu obowiązków stanu, czy w ogóle obowiązków. Post surowy może przeszkadzać w studiach, bo po prostu mocno boli głowa, spanie na podłodze (na twardym) - potem cały dzień można być zmęczonym. Żeby było jasne, myślę, że post jest czymś koniecznym, ale trzeba zastanowić się na ile można sobie pozwolić, żeby to nie przyniosło złych owoców. Post też powoduje nerwowość, sprawia, że małe wady (albo rzeczy zupełnie bez wartości moralnej) bliskich osób bardziej nam przeszkadzają, to jest ważne, bo pokazuje nasze wady, i nasze wewnętrzne niewyrobienie.

- niedobrze, kiedy nie jest podporządkowana celom nadprzyrodzonym. Tzn. umartwiam się nie dlatego, żeby się sprawdzić, ale z miłości do Zbawiciela, Maryi, świętych. Myślę, że ważnym elementem umartwienia jest pragnienie udziału przez nie w Męce Pańskiej. Innymi słowy: asceza cielesna nie powinna skupiać na sobie, ale odsyłać do Zbawiciela, do Jego Świętych.

Jeśli chodzi o walkę przeciw grzechom cielesnym:
- wydaje mi się, że są dwa etapy pierwszy to długotrwała praktyka jakiegoś ćwiczenia, drugi etap, gdy mamy nagły atak pokus. Zauważyłem, że jeśli chodzi o grzechy przeciwko szóstemu przykazaniu, że bardzo pomaga asceza wzroku, to znaczy, ograniczenie oglądania obrazów, nie tylko wprost związanych z erotyką i pornografią (to jest oczywiste), ale w ogóle, ograniczenie faszerowania się obrazem, który sam w sobie może nie jest zły, ale zaśmieca wyobraźnię. Jeśli jest tego dużo, to gdy przychodzą pokusy przeciwko szóstemu przykazaniu, to są one bardzo ciężkie, a człowiek jest osłabiony. Kiedy jest długotrwała asceza oczu, gdy przychodzi atak, pokusy są dużo słabsze i dużo łatwiejsze do odrzucenia. Po sobie widzę, że jest to skuteczne. Mieć dwa plany: pierwszy długotrwały, a drugi w ramach ataku pokus, to wydaje mi się bardzo ważne.

Ale pokusy przeciw szóstemu przykazaniu to nie są jedyne pokusy. Są pokusy przeciw miłości bliźniego. Szczególnie w pracy, w rodzinie, na studiach. Zauważyłem, że czasem moje reakcje są nieproporcjonalne do przyczyny. Mała sprawa, wielka reakcja. I chyba od razu dobrze sobie postanowić, że czegoś nie zrobię, np. nie powiem, bo z tego nic nie wynika. Ale to nie jest łatwe.

Drugi zestaw grzechów przeciw miłości bliźniego to po prostu wbijanie małych igieł, mała prowokacja, mały komentarz, mała uwaga. Na tyle małe, że druga strona nie powinna się czepiać, ale z drugiej strony to rodzi dużo bałaganu i goryczy, no i bierze się z wady. Tutaj chyba trzeba zawsze mieć postanowienie, żeby się nie odzywać.

Mała uwaga do p. Filipa S
Jeśli chodzi o zło, jest ono destrukcją jakiegoś dobra. Podobnie z kłamstwem, jest niszczeniem jakiejś prawdy. Siła oskarżeń diabelskich lub pokus polega na tym, że nie mamy do czynienia z czystym kłamstwem, ale z czymś co bazuje na jakiejś prawdzie.
Przykład rozdziały 13 i 14 z księgi Liczb. Pan chce dać Kanaan Izraelitom. Wysyłają zwiadowców. Zwiadowcy wracają i mówią, że kraj jest wspaniały, ale że mieszkańcy są na tyle silni, że Izrael nie ma żadnych szans. Rozgorycza to Izraelitów, chcą nawet ukamienować Mojżesza. Sprowadza to na nich karę Bożą.
Czy zwiadowcy powiedzieli nieprawdę? Nie. Ale czy nie zostało to odebrane w ten sposób, jakby Izrael nie miał żadnych szans, żeby wejść do Ziemi Świętej. Pan został wyrzucony z centrum.
Inny przykład: wielokrotnie złe duchy krzyczały o Jezusie: Święty Boży, Synu Boży. Czy nie jest to prawda? Dlaczego zatem Jezus zakazuje im mówić? Wydaje mi się, że ich krzyki mogą przeszkodzić w misji Zbawiciela. On nie chce utwierdzać żydów w wyobrażeniach cielesnych o mesjaszu, a taki najprawdopodobniej byłby skutek pozwalania diabłom mówienia o Nim.
Inne ma oddziaływanie straszenie jakimś wilkołakiem, albo jakąś inną tego typu zmorą. Wiemy, że to zupełna bzdura i tyle. Ale gdy ktoś nam powie, że Stolica Apostolska przygotowuje się, żeby całkowicie zniszczyć liturgię trydencką, mocno nas to dotyka i może być czymś, co bardzo paraliżuje i łatwo takie rzeczy postawić bardzo w centrum. Jeszcze tego nie ma, jeszcze to nie jest prawdą, ale jest to możliwe, a być może i prawdopodobne. Rozgoryczenie może być zupełnie obezwładniające. A fałsz tego polega na tym, co napisałem na samym początku: jakby Bóg nie rządził całym światem.
Siła kłamstwa leży w tej prawdzie, która jest przez nie niszczona, nadużywana, albo używana tak, że ma się to nijak do obiektywnego porządku rzeczywistości - to o to mi chodziło.
Zapisane
Recordare, Virgo Mater, dum steteris in conspectu Dei, ut loquaris pro nobis bona, et ut avertas indignationem suam a nobis.
kzaw
bywalec
**
Wiadomości: 80

« Odpowiedz #5 dnia: Lutego 16, 2023, 18:49:14 pm »

Dla mnie dużą pomocą były pisma Św. Ludwika de Montfort

http://www.montfortanie.pl/tajemnica-maryi.html
http://www.montfortanie.pl/traktat-o-prawdziwym-nabozenstwie-do-najswietszej-maryi-panny.html
Zapisane
Mainchin
rezydent
****
Wiadomości: 329


« Odpowiedz #6 dnia: Lutego 16, 2023, 19:41:58 pm »

Dla mnie dużą pomocą były pisma Św. Ludwika de Montfort

http://www.montfortanie.pl/tajemnica-maryi.html
http://www.montfortanie.pl/traktat-o-prawdziwym-nabozenstwie-do-najswietszej-maryi-panny.html

Dla mnie też. Są ciągle punktem odniesienia, zwłaszcza traktat. Mam wszystkie jego pisma po francusku, to jest znakomity autor.
Zapisane
Recordare, Virgo Mater, dum steteris in conspectu Dei, ut loquaris pro nobis bona, et ut avertas indignationem suam a nobis.
kzaw
bywalec
**
Wiadomości: 80

« Odpowiedz #7 dnia: Lutego 18, 2023, 00:29:13 am »

Dziękuję za powyższe rady.

Jeśli o post i ból główy przy nim chodzi to tzw "keto flu". Jedzenie oleju kokosowego i duża ilość tłuszczu w diecie pomaga się przed tym ustrzec.
Zapisane
Adimad
aktywista
*****
Wiadomości: 1337

« Odpowiedz #8 dnia: Lutego 18, 2023, 10:18:37 am »

Mi jest zdecydowanie bliższa "ascetyka" rozumiana - jeżeli chodzi o jej aspekt "techniczny", "zewnętrzny" - jako kontemplatywna, nieruchoma medytacja. Kwestia temperamentu. Jednych porywa "Walka duchowa" Scupoliego czy pisma Henryka Suzo o cierpieniu; innych - najwyraźniej - mistrz Eckhart, Jan Tauler, "Obłok niewiedzy". Zdecydowanie bliższy jest mi ten drugi trend. Rozważanie nad niepoznawalnością i wielkością Boga, ale nie tyle w sensie nazywania kolejnych jego atrybutów i "wyobrażania go sobie", ile raczej w sensie dochodzenia do etapu, na którym nic nie jest się już w stanie powiedzieć, a Bóg staje się "maksymalnie ogólny": poza czasem, określeniem, bytem, przestrzenią. Pustka i Wszystkość.

O cierpieniu, zadawaniu sobie różnych męczarni, wylewaniu łez, ubolewaniu, rachowaniu sumienia itd. - autorzy ci piszą dużo mniej. Albo piszą w sensie takim, że chodzi im o oderwanie wewnętrzne, a niekoniecznie o jakieś zewnętrzne tego wyrazy.

Aha, no i uprzedzając: to bardziej rozważania teoretyczne. W rzeczywistości moja praktyka w tej materii jest dość nikła. Ale jakaś tam jest... Repetycyjna modlitwa w archaicznym języku plus próba opróżniania umysłu z zawirowań.

Anyway, pamiętajmy: walka duchowa to nie jest "zbieranie punktów" w liczbie dobrych uczynków czy uniknięć złych, jak w grze komputerowej.
« Ostatnia zmiana: Lutego 18, 2023, 10:24:13 am wysłana przez Adimad » Zapisane
Iustus
bywalec
**
Wiadomości: 96

« Odpowiedz #9 dnia: Lutego 18, 2023, 15:03:27 pm »

Jeszcze jedna rzecz odnośnie walki z pokusami mi się przypomniała: uznanie swojej słabości i błaganie Boga o pomoc. Przyznam, że zanim się do tego uciekłem, to nie raz o tym czytałem, ale jakoś tego nie do końca przyswoiłem. Coś mi musiało rozum przyćmić. Ale zdarzyło się, że w pokusie za Bożym natchnieniem sobie to przypomniałem i zacząłem powtarzać akty strzeliste typu "Boże zmiłuj się" i mimo, że powtarzałem je w zasadzie bez wiary i przekonania, to Bóg łaskawie mnie uwolnił. Osobiście odbieram to jako pouczenie i nauczkę, bo byłem "małej wiary", a i tak dostałem pomoc, na którą wcale nie zasługiwałem.
Zapisane
Mainchin
rezydent
****
Wiadomości: 329


« Odpowiedz #10 dnia: Lutego 18, 2023, 22:52:39 pm »

Mi jest zdecydowanie bliższa "ascetyka" rozumiana - jeżeli chodzi o jej aspekt "techniczny", "zewnętrzny" - jako kontemplatywna, nieruchoma medytacja. Kwestia temperamentu. Jednych porywa "Walka duchowa" Scupoliego czy pisma Henryka Suzo o cierpieniu; innych - najwyraźniej - mistrz Eckhart, Jan Tauler, "Obłok niewiedzy". Zdecydowanie bliższy jest mi ten drugi trend. Rozważanie nad niepoznawalnością i wielkością Boga, ale nie tyle w sensie nazywania kolejnych jego atrybutów i "wyobrażania go sobie", ile raczej w sensie dochodzenia do etapu, na którym nic nie jest się już w stanie powiedzieć, a Bóg staje się "maksymalnie ogólny": poza czasem, określeniem, bytem, przestrzenią. Pustka i Wszystkość.

O cierpieniu, zadawaniu sobie różnych męczarni, wylewaniu łez, ubolewaniu, rachowaniu sumienia itd. - autorzy ci piszą dużo mniej. Albo piszą w sensie takim, że chodzi im o oderwanie wewnętrzne, a niekoniecznie o jakieś zewnętrzne tego wyrazy.

Aha, no i uprzedzając: to bardziej rozważania teoretyczne. W rzeczywistości moja praktyka w tej materii jest dość nikła. Ale jakaś tam jest... Repetycyjna modlitwa w archaicznym języku plus próba opróżniania umysłu z zawirowań.

Anyway, pamiętajmy: walka duchowa to nie jest "zbieranie punktów" w liczbie dobrych uczynków czy uniknięć złych, jak w grze komputerowej.

To jest ciekawe. To jest bardzo stara teologia mistyczna, wywodząca się od pseudo-Dionizego. Jak dla mnie, to też są istotne wątki, tylko, że mam do tego dwa ale:
1. nie chciałbym nigdy w żadnej duchowości pominąć natury ludzkiej Chrystusa, czy Wcielenia, czy Męki. Co do wcielenia, tutaj jest też rola Matki Bożej, Kościoła, co do Męki, sakramenty święte.
2. zastanawiam się, jak z tak silnym akcentem na duchowość, jak sobie radzić z pokusami typowo cielesnymi. Faktem jest, głębsze wejście w kontemplację jakoś pewne pokusy cielesne zabiera, ale mimo wszystko, jestem ciekaw, jak Pan odniósłby się do tego.
Zapisane
Recordare, Virgo Mater, dum steteris in conspectu Dei, ut loquaris pro nobis bona, et ut avertas indignationem suam a nobis.
Mainchin
rezydent
****
Wiadomości: 329


« Odpowiedz #11 dnia: Lutego 18, 2023, 23:02:11 pm »

Jeszcze jedna rzecz odnośnie walki z pokusami mi się przypomniała: uznanie swojej słabości i błaganie Boga o pomoc. Przyznam, że zanim się do tego uciekłem, to nie raz o tym czytałem, ale jakoś tego nie do końca przyswoiłem. Coś mi musiało rozum przyćmić. Ale zdarzyło się, że w pokusie za Bożym natchnieniem sobie to przypomniałem i zacząłem powtarzać akty strzeliste typu "Boże zmiłuj się" i mimo, że powtarzałem je w zasadzie bez wiary i przekonania, to Bóg łaskawie mnie uwolnił. Osobiście odbieram to jako pouczenie i nauczkę, bo byłem "małej wiary", a i tak dostałem pomoc, na którą wcale nie zasługiwałem.

Też myślę, że to jest jedna z najbardziej istotnych rzeczy. Wydaje mi się, że i uznanie słabości i prośba o łaskę już są owocem łaski. To bardzo bliskie św. Katarzynie Sieneńskiej. W ogóle całą ascetykę, walkę duchową, życie wewnętrzne widzę jako życie rodzące się z łaski, będące współpracą z łaską, przynoszeniem owoców łaski uświęcającej. Nigdy bym nie chciał, żeby ten wątek był na zasadzie, jakie ćwiczenia wykonać, żeby osiągnąć pewne cele. O tym napisał p. Adimad w swoim wpisie
Cytuj
walka duchowa to nie jest "zbieranie punktów" w liczbie dobrych uczynków czy uniknięć złych, jak w grze komputerowej.
Bardziej mi chodzi o to, jak współpracować z łaską, jak nie dać się uwieść pokusom świata, cielesności i szatana, pokusom posiadania, władzy, próżności, jak nie ulec samozakłamaniu. Jak, żyjąc sakramentami, wiarą, nie wejść w udawanie, albo swoją pychą i głupotką nie niszczyć darów Bożych. Myślę, że ludzie, którzy żyją wiarą katolicką, mają ważne spostrzeżenia, bardzo praktyczne. Stąd ten wątek
Zapisane
Recordare, Virgo Mater, dum steteris in conspectu Dei, ut loquaris pro nobis bona, et ut avertas indignationem suam a nobis.
Adimad
aktywista
*****
Wiadomości: 1337

« Odpowiedz #12 dnia: Lutego 19, 2023, 10:14:16 am »

Hm, takie praktyczne porady są do pewnego stopnia np. w "Filokaliach"...
Wydaje mi się, że na Zachodzie bardziej rozwijał się trend walki duchowej i "budowania się" poprzez analizę - poprzez takie ilościowe rozbijanie, weryfikowanie, nieustanną introspekcję. Ostatecznie wybór zależy w jakiejś mierze od temperamentu. Czasami, gdy się czyta dzieła takie jak "Walka duchowa", ma się wrażenie, że one są pisane w oparciu o to ewangeliczne "to należało uczynić, tego nie zaniedbać". To bywa trudne do uchwycenia, szczególnie że duchowy język odruchowo możemy sobie zacząć tłumaczyć na "psycho-fizyczny". I tak: na jednej stronie mamy "nieustannie płakać" [no to płaczemy, smucimy się itd.], a na drugiej, żeby trwać w "ustawicznej radości i nadziei". Na kolejnej, żeby milczeć i się wyciszać, na następnej, żeby zawsze być uprzejmym i gładkim w rozmowie z bliźnimi. Na następnej, żeby nie załamywać się drobnymi porażkami, ale na jeszcze następnej - żeby ubolewać nad "najmniejszym grzechem". To jakby podążanie w kierunku maksymalizującym wszystkie współrzędne wielowymiarowego wektora. Well, dlatego to oczywiście trudne.
Zapisane
Mainchin
rezydent
****
Wiadomości: 329


« Odpowiedz #13 dnia: Lutego 19, 2023, 10:45:13 am »

Hm, takie praktyczne porady są do pewnego stopnia np. w "Filokaliach"...
Wydaje mi się, że na Zachodzie bardziej rozwijał się trend walki duchowej i "budowania się" poprzez analizę - poprzez takie ilościowe rozbijanie, weryfikowanie, nieustanną introspekcję. Ostatecznie wybór zależy w jakiejś mierze od temperamentu. Czasami, gdy się czyta dzieła takie jak "Walka duchowa", ma się wrażenie, że one są pisane w oparciu o to ewangeliczne "to należało uczynić, tego nie zaniedbać". To bywa trudne do uchwycenia, szczególnie że duchowy język odruchowo możemy sobie zacząć tłumaczyć na "psycho-fizyczny". I tak: na jednej stronie mamy "nieustannie płakać" [no to płaczemy, smucimy się itd.], a na drugiej, żeby trwać w "ustawicznej radości i nadziei". Na kolejnej, żeby milczeć i się wyciszać, na następnej, żeby zawsze być uprzejmym i gładkim w rozmowie z bliźnimi. Na następnej, żeby nie załamywać się drobnymi porażkami, ale na jeszcze następnej - żeby ubolewać nad "najmniejszym grzechem". To jakby podążanie w kierunku maksymalizującym wszystkie współrzędne wielowymiarowego wektora. Well, dlatego to oczywiście trudne.

To prawda, że dzisiaj bardzo duży nacisk kładzie się na obserwację danego siebie, swoich poruszeń etc. Dla mnie to trochę też obce, bo po prostu jestem nudny i przeżyć nie mam specjalnych hahahaha
Pamiętam, jak jedna siostra zakonna porównywała des rodzaje duchowości: dominikańską i karmelitańską. Wg niej św. Katarzyna Sieneńska, św. Tomasz z Akwinu, i cała szkoła starych autorów dominikańskich koncentruje się bardziej na objawieniu: Trójca Święta, Wcielenie, Kościół, Męka Pańska, Maryja, tajemnice wiary po prostu. Natomiast św. Teresa, św. Jan od Krzyża, i ogólnie szkoła karmelitańska, zwraca uwagę na wewnętrzną twierdzę, czyli duszę, stopnie doskonałości, jak łaska działa w duszy. Może to zbyt duże uproszczenie, ale wydaje mi się, że to jest dość trafna uwaga.
Mnie jednak dużo bliższa jest duchowość dominikańska.

Słusznie Pan wspomniał o psychologizacji. Wydaje mi się, że to może być pokusa. Zmuszanie się do jakichś doznań uczuciowych. Co do rzeczy które poniekąd są trochę przeciwstawne, wydaje mi się, że konieczna jest harmonia, czyli zachowanie proporcji. Harmonia jest tu czymś koniecznym, bo bierze z każdego działania to co tam najlepsze, nie chodzi o równowagę, bo to spokój wynikający z napięcia między przeciwieństwami, w życiu duchowym to nie równowaga jest zasadą, ale harmonia
Zapisane
Recordare, Virgo Mater, dum steteris in conspectu Dei, ut loquaris pro nobis bona, et ut avertas indignationem suam a nobis.
Adimad
aktywista
*****
Wiadomości: 1337

« Odpowiedz #14 dnia: Lutego 19, 2023, 14:53:40 pm »

Cytuj
Słusznie Pan wspomniał o psychologizacji. Wydaje mi się, że to może być pokusa. Zmuszanie się do jakichś doznań uczuciowych.

Zapewne. Acz to chyba trochę "wina" samych autorów ascetycznych. No, powiedzmy sobie szczerze: jak czytam, że mam "nieustannie opłakiwać swe godne pożałowania grzechy", to nic dziwnego, że rozumiem to dosłownie i staram się wyrazić rzecz namacalnie: czerwone oczy, łzy, ponure spojrzenie, lamentowanie i rozmyślanie, że jestem taki-owaki.

A potem przewracam kartkę i tam stoi, że rycerz Chrystusa ma nieustannie budzić się z radością i nadzieją...  ;D
Zapisane
Strony: [1] 2 Drukuj 
Forum Krzyż  |  Disputatio  |  Poczekalnia  |  Wątek: Ascetyka - walka duchowa - życie wewnętrzne « poprzedni następny »
 

Działa na MySQL Działa na PHP SMF 2.0.19 | SMF © 2014, Simple Machines Prawidłowy XHTML 1.0! Prawidłowy CSS!