Forum Krzyż
Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.
Grudnia 13, 2025, 14:09:28 pm

Zaloguj się podając nazwę użytkownika, hasło i długość sesji
Szukaj:     Szukanie zaawansowane
www.UnaCum.pl

Centrum Informacyjne Ruchu Summorum Pontificum
234208 wiadomości w 6668 wątkach, wysłana przez 1668 użytkowników
Najnowszy użytkownik: magda11m
Strona główna Pomoc Szukaj Zaloguj się Rejestracja
Forum Krzyż  |  Disputatio  |  Sprawy ogólne  |  Wątek: WOREK
« poprzedni następny »
Strony: 1 ... 12 13 [14] 15 Drukuj
Autor Wątek: WOREK  (Przeczytany 46834 razy)
Baltazar
aktywista
*****
Wiadomości: 970


Lew z pokolenia Judy

« Odpowiedz #195 dnia: Stycznia 31, 2025, 17:00:28 pm »

Strzyga około ołtarzy. Niesamowite opowieści z Zamojszczyzny

„Kiedy dwa wiatry przeciwne uderzą o siebie, zwłaszcza na płaszczyźnie, a jeszcze w takiej okolicy gdzie są przenośne piaski, lub też w czasie posuchy na miałko utarty gościniec (drogę bitą) zrywa się wtenczas słup kurzu lub piasku, który się szybko w około kręci i coraz więcej wzmaga, dopóki siła wiatru nie rozbiegnie się w powietrzu. Wtedy to mówią, że się diabeł cieszy, tańczy i młynkuje, a niebezpieczną jest rzeczą, zbliżać się do takiego wiru, albowiem bywały przypadki, że ciekawego lub nieostrożnego porwie licho, niesie w powietrzu i potem ciska na ziemię”.

Wiatr mógł być zapowiedzią burzy. Przed tym groźnym zjawiskiem atmosferycznym zawsze działy się rzeczy niesamowite. „Powiadają, że w czasie nadchodzącej chmury, a z nią zwyczajnego zaćmienia słońca, i w czasie trwającej błyskawicy, przylatują do domów i stodół, i podlatują pod strzechy: ptaszki w postaciach podobnych do jaskółek” – pisał dalej Oskar Kolberg. „Chowają się pod dachy i pod strzechy, a żałosnym głosem odzywają się: krtu, krtu!”.

Dusze zmarłych dzieci

To nie były jednak zwykłe, strwożone ptaszki. „Mają to być dzieci niemowlęta, które z tego świata bez chrztu świętego zeszły” – tłumaczył pan Oskar. „Dlatego więc cisnące się do nieba dzieci niechrzczone, odstraszają aniołowie piorunami, i dlatego-to częstokroć do nich, w postaci ptaków chowających się, najczęściej w strzechę piorun uderza. Dzieci niewczesne z poronienia (które Ruś potercze nazywa) należą do liczby tych, któreśmy dopiero opisali; ale nie zdaje się, ażeby o nich podobne (chłopi) mieli przesądy, albowiem dla niewiadomych zabobonów, zwykle te potercze pod swe progi, albo pod podłogi zakopują, a przecie się obawiają piorunów”.

Wynikało to zapewne jeszcze z przedchrześcijańskich wierzeń (była to być może tzw. ofiara zakładzinowa: takie dziecko stawało się w domu przychylnym duszkiem, a nie groźnym „porońcem”). W niektórych częściach Zamojszczyzny wierzono, że duszę zmarłych dzieci nie mających chrztu mogą jednak dostać się do nieba. Muszą jednak odbyć pokutę.

„W Radecznicy lud mówi, że gdy grzmi, to dusza niechrzczonego dziecięcia, po siedmiu latach pokuty ucieka i woła: chrztu!” – notował Kolberg. „Kto z ludzi, żyjących usłyszy, powinien prędko chmurę przeżegnać znakiem krzyża świętego i wyrazy chrztu wymówić (ja cię chrzczę, w imię Ojca itd.), a wtedy z niej usłyszy znów wymówioną odpowiedź: dziękuję, – poczem burza ustaje i zbawiona tem dusza z chmur ulata do nieba. Jeżeli zaś ten ktoś na ziemi, słów wspomnianych nie wyrzeknie i znaku krzyża nie zrobi, to wtedy chmura goni za uciekającą dziecięcia duszą i strzela do niej piorunem”.

Niezwykłe rzeczy mogły się także wydarzyć podczas „tęgiego mrozu”. „Opowiadają w okolicy Krasnegostawu, że chłop jadący do miasta, spotkał (...) na drodze zupełnie nagiego człowieka, który go prosił, aby go na saniach podwiózł” – czytamy w zapiskach Kolberga. „Ulitował się nad nim, okrył go siermięgą, a ten nagi pod samą rogatką (miasta) szepnął chłopu; jestem cholera i zniknął. Jemu nic nie było, ale w całej okolicy Krasnegostawu, bardzo ludzie potem umierali na cholerę. Działo się to w 1831 r.”.

Łupior

Zamojszczyzna jeszcze w XIX wieku była krainą nawiedzaną przez upiory, wilkołaki, strzygi i wiele innych, tajemniczych istot. W wodzie można było spotkać „topczyka”, a po polach włóczyła się cholera w postaci nagiego człowieka. Nie warto było jej podwozić do rodzinnej miejscowości... Przeorana przez światowe wojny Zamojszczyzna zapomniała o swoich podaniach, tajemnicach i zabobonach. Na szczęście znalazł się człowiek, który je spisał.

„Lud. Jego zwyczaje, sposób życia, mowa, podania, przysłowia, obrzędy, gusła, zabawy, pieśni, muzyka i tańce” – taki tytuł nosi jeden z tomów Oskara Kolberga poświęcony Lubelszczyźnie. To niezwykłe, trochę może zapomniane w naszym regionie dzieło, wydano w Krakowie, w 1884 r. Jego autor był wówczas członkiem krakowskiej Akademii Umiejętności oraz towarzystw naukowych w Paryżu, Petersburgu, Lizbonie oraz muzycznego: we Lwowie. Jedna z części tej niezwykłej publikacji nosi tytuł „Świat nadzmysłowy”. Wybraliśmy z niej kilka fragmentów.

Co wyczytaliśmy? Na Zamojszczyźnie można było kiedyś na przykład spotkać topczyka, czyli jak tłumaczy Oskar Kolberg „istotę bez chrztu utopioną”. Taka istota miała podobno rosnąć przez siedem lat w wodzie, potem ożywała i płatała ludziom różne „figle”. Nie tylko. Nieostrożnych, którzy w nocy wybrali się nad rzekę lub staw, topczyk wciągnął do wody.

„W Rodecznicy (chodzi o Radecznicę – dop. autor) słyszałem o topczyku taką powieść” – pisał Kolberg. „Pewien chłop miał koło rzeki, co i dziś jeszcze tam płynie, łąkę. Skosiwszy z niej siano, wysuszył, zgrabił i ułożył kopicę; a topczyk przyszedł w nocy i porozrzucał mu wszystko i pomoczył. Chłop myśląc, że mu sąsiad robi na złość, zaczajił się razu pewnego, by go podpatrzyć i ukarać”.

Zobaczył jednak Topczyka, który rozrzucił mu kolejne pół kopicy siana, a po tej „robocie” położył się na wznak i patrzył w księżyc. Gospodarz tego widoku nie wytrzymał. Co zrobił? „Chłop ukryty za stogiem wyskoczył i sparzył go lagą bez brzuch (uderzył go laską), poczem się znów szybko ukrył” – pisał Oskar Kolberg. „Topczyk zerwał się jak oparzony, a nie widząc nikogo, spojrzał do góry na miesiączek (księżyc) i rzekł: Miałbym świecić, tobym świecił, a nie rznął nikogo po brzuchu”. Za chwilę odleciał i skoczył do wody, pod most”.

Bieży on w tę stronę

Życie chłopa wisiało na włosku. Bo jak zapewniał Kolberg: gdyby topczyk gospodarza za stogiem zauważył, zaciągnął by go do wody. Z taką postacią można sobie było czasami poradzić. Jednak na polach, w lasach, a nawet w gospodarstwach naszego regionu, pojawiały się daleko bardziej groźne potwory.

„Upiora lud nazywa także Łupiorem” – wyjaśniał Kolberg. „Dziadek pewien idący w dniu 20 maja 1866 r. na odpust do Rodecznicy, opowiedział (z wielkim zgorszeniem obecnych temu włościan, bo dziad co ma pacierz mówić, zamiast tego rozprowadza gadki i głupstwa), o Upiorze, który chodził do kobiety i z nią nawet dziecko spłodził, z którego jak wieda (jak wiadomo), po siedmiu latach robi się niewiada (chodzi zapewne o wyrodka, odmieńca – przyp. red.). Na rozkaz Łupiora, kobieta owa przytrefunku tego nie rozgłaszała, j-aż razu jednego na spowiedzi wyznała”.

To chyba było dobre rozwiązanie. Bo ksiądz z Łupiorem się rozprawił. Jak? Wymyślił sposób, który go zaprowadził do grobu potwora. „Ksiądz zaraz przysłał do niej organistę z kłębuszkiem nici poświęconych, a kiedy Łupior przyszedł, przywiązano mu nieznacznie do nogi nitkę, i po niej dopier (dopiero) doszli j-aż do jego grobu. Na drugi dzień przebito mu serce ostrym kijem”.

Wiadomo było jak wyglądał taki „człowiek umarły, skazany po swojej śmierci na wieczne potępienie”, który mógł napastować ludzi i „niepoliczone dziwy wyrabiać”. O tym także pisał Kolberg. „Upiora postać skoro wyjdzie z ziemi, jest daleko większa jak za życia, i siłę posiada nadludzką” – tłumaczył „Zaraz po wyjściu (z grobu?), oczy swe na wschód obraca, chucha i dmucha z szczególną wściekłością, czasem widać z jego otwartej gęby buchający płomień ognia piekielnego”.

Nasi przodkowie byli w stanie przewidzieć, gdzie i kiedy takie upiory mogą się zjawić. „Bieży on w tę stronę, gdzie ma szczególny pociąg przyjaźni lub miłego pokrewieństwa za życia, a dręcząc przez swoje straszydła wybranego sobie człowieka, o śmierć go przyprawia i z sobą zabiera – tłumaczył Oskar Kolberg. „Czasem straszy całą okolicę, kogobądź napadnie. Jest on siły nieporównanej, i trzeba bardzo mocnego człowieka ażeby mu się oparł, kiedy on się z kim mocować zacznie”.

Postać ćmy lub komara

Upiory pokazywały się zwykle w czasie nowiu księżyca oraz podczas ciemnych lub wietrznych nocy. Czasami mogły im towarzyszyć strzygi. Taki rodzaj upiorów „był szkodliwszy od wszystkich, bo cichy, nie łatwo się widzieć daje, a zatem łba mu uciąć nie można”. Ludzie nie wiedzieli kim te istoty były za swojego, ludzkiego życia. Można je było spotkać w nietypowych okolicznościach. Były to m.in. kościoły lub cerkwie.

„Wstając o samej północy (strzyga) wiesza się około ołtarzy; gryzie, łamie i psuje świece woskowe przed ołtarzami, albo też gryzie i psuje ołtarze i obrazy świętych na tychże ołtarzach, stojące lub na ścianach wiszące” – pisał Kolberg.

Groźne były też zmory, które dusiły ludzi podczas snu. Mogły one wciskać się (np. przez szczeliny w oknach lub w drzwiach) do ludzkich domostw pod postacią ćmy lub komara.

„Niektórzy (od Zamościa, Tomaszowa) powiadają, że to czasem może być upiór, były kiedyś krewny lub kochanek za życia, który przez swoją przyrodzoną złośliwość, nie tylko, że dusi czyli ciśnie mocno człowieka, ale nawet krew z niego wysysa” – notował Kolberg. „Człowiek cierpiący napastliwe duszenie zmory, wygląda bardzo nędznie i blado, mimo tego, że chciwie i dużo jada, podobnież pije”.

Groźne były też diabły (można je było spotkać pod różnymi postaciami) oraz czarownice. Tych nigdy w naszym regionie nie brakowało.

„Działania czarownic są niepoliczone” – pisał Kolberg. „One czarują ludzi dorosłych, a przez czary doprowadzają do kłótni, bitwy, przeklinania i wszelkiej obrazy Pana Boga. One nasyłają złości i zwady między małżeństwa, różne słabości, choroby i śmierć. Na młodych, nawet i na dzieci sprowadzają wszelkie przypadłości i nieszczęścia”.

Niezwykłe właściwości miały także zwierzęta (wierzono, że zwłaszcza krowy były podatne na czary).

Zginąć z miłości

„Wycie psów częstokroć daje się słyszeć bez żadnej przyczyny; ani zmiana powietrza, ani brak pokarmów, ani ich skłonności przyrodzone nie dają do tego powodu, a jednakże przeraźliwe wyją” – pisał Kolberg. „Żałosny ich głos bez wyśledzonej przyczyny, okropności słuchających nabawia, tem bardziej kiedy w czasie wycia podnoszą pysk do góry zazwyczaj ku zachodniej stronie, albo też przed tem kopią ziemię; to się wydarza prawie zawsze po zachodzie słońca lub w nocy. Wnoszą natenczas, szczególniej ludzie starzy, że to jest przepowiednia wojny, że zwietrzyły jakąś śmierć powszechną”.

Niektórzy wierzyli też, że psy widywały duchy. Koty uważano natomiast za zwierzęta „pożyteczne, układne, ale złośliwe”. Niektórzy byli przekonani, że mogły się w nie wcielać demony (koty czarne nazywano nawet diabłami). Z ich zachowania także można było wróżyć.

„Kiedy się kot myje, to jest łapkami głaszcze, wróżą sobie, iż przybędą goście” – notował pan Oskar. „Taka jest przepowiastka powszechna, i na takich zasadach opiera się i wtenczas, gdy iskry odstrzelają od drewna (palącego się), albo gdy sroka skrzeczy”.

Bano się szczurów. Bywali jednak tacy ludzie, którzy potrafili te stworzenia zaczarować. Jak? „Szczura straszą się jak diabła, i złym duchem go nazywają, nawet się przed nim niektórzy żegnają” – czytamy w zapiskach Kolberga. „Opowiadają, iż są czarowniki, którzy tych natrętnych gości z domów wyprowadzić umieją, a takiemi są zazwyczaj młynarze; taki jak tylko świśnie, wszystkie szczury według tej komenderówki za nim wychodzą, i może ich potem prowadzić za dziesiątą granicę”.

Nietoperze miały jeszcze gorszą renomę. Zwano ich wprost „złemi duchami”. Mogły się one wkręcić między ludzkie włosy i „łeb potępionemu urwać”. Tak z tymi stworzeniami postępowały czarownice z Zamościa i okolic: „Złapanego, żywego nietoperza sadzają w mrowisko na pewny czas, wyjmują potem szkielet gdy mrówki kości z mięsa objedzą, ze szkieletu wyjmują widełki piersiowe i oddają kawalerowi chłopakowi, a potem resztę kości palą w nowym glinianym garnku, rozcierają na proszek, i dają wypić w wódce, tej dziewczynie którą on kocha” – pisał Kolberg. „Ona przeto natenczas ginie i przepada dla niego z miłości, w której nie ustaje dotąd, póki on tylko kość piersiową nietoperza nosi”.

Niebezpieczne były także wilki i... wilkołaki. Rzucały się na ludzi, wykopywały świeżo pochowane trupy, porywały dzieci i kaleczyły bydło. Wprawdzie wilkołaki same nie pożerały swoich ofiar (łaknęły tylko ich krwi), ale robiły to wilki, które im towarzyszyły.

Ser dla wilkołaka

„(Wilkołak) jest zupełnie do wilka podobny, a różni się tylko ogromniejszą i sroższą postawą; dlatego rej wodzi pomiędzy wilkami” – pisał Oskar Kolberg. „Jest bardzo zmyślny; przeskakuje na oparkanione dziedzińce; sam drzwi do obór i stajen otwierać umie, wspina się nawet po drabinie, i do mieszkań ludzkich oknem włazi”.

Zamojskie wilkołaki różniły się jednak od tych z innych części Europy, bo mogły nasycić się także nabiałem. „Czasem samotnie bez towarzystwa innych wilków (wilkołak) napada podróżnych, czasem staje się nieco łagodniejszym i poprzestaje na pokarmach jakie ludziom odebrać może, a szczególniej tym którzy robotą w polu są zatrudnieni. Wyjada mleko ze dzbanków, ser i chleb, które w zawinięciach spotyka, i kiedy tem jest zajęty, nie trzeba go odstraszać ani drażnić, bo się zaraz okropnie mści i kaleczy”.

Skąd się takie potwory brały? „Wilkołak nie rodzi się sam z siebie jak inne wilki, ale powstaje on z człowieka, którego zaklnie czarownik lub czarownica, i żyje w tym stanie przeobrażenia tak długo, jak mu ona przeznaczy” – wyjaśniał Kolberg. „Czasem się zdarza, jak mówią, że wraca w późnym wieku do swojej pierwiastkowej postaci ludzkiej, lecz dopiero wtenczas, kiedy już mało zostaje we wsi krewnych i znajomych”.

Los wilkołaka, który stał się ponownie człowiekiem, nie był godny pozazdroszczenia. „Wtenczas on bieduje, żali się i narzeka, opowiada lata dziecinne sąsiadom swojej dawnej zagrody, a kiedy u nich nie znajduje ani litości nad swoją niedolą, ani przytułku w nieszczęśliwym powrocie do ludzkiego życia, (wtedy) chętnie się sam wraca do postaci wilka i znowu w lasy i bory kryje. Kiedy o jakim człowieku mówią, że jest: ni do Boga, ni do ludzi – wilkołakiem go powszechnie nazywają”,

W naszym regionie żyło także inne groźne „zwierzątko”. Był to bazyliszek – dzieło diabła (mogły go także „wylęgiwać” czarownice). To stworzenie zabijało samym spojrzeniem. Żyło w starych piwnicach, „szparach skał” i różnych, niedostępnych zakamarkach. Nie było to zwierzę zbyt okazałe. „Jest wielkości kury, z indyczą głową, ogonem jak u węża, skrzydłami jak u nietoperza, a oczy ma żabie” – wyliczał Oskar Kolberg.

Bazyliszki, podobnie jak zamojskie diabły: nie miały płci.

Dwojaki, dwojaki, weźcie ode mnie brodawki!

W książce Kolberga znalazło się też m.in. wiele opisów zwyczajów związanych z roślinami (np. z kwiatem paproci), chorobami i stosowanymi przez naszych przodów lekami.

„Odchody ptasie, a szczególnie z wróbli, moczą w wódce i dają na przeczyszczenie żołądka (...), Konik polny, v. Skoczek (Cicada) świeżo zabity, dany choremu (bez jego świadomości) do zjedzenia w suszonej śliwce, na febrę (od Frampola do Janowa) (...)” – wyliczał uczony. „Kąpią dzieci chore w odwarze ze słomy jęczmiennej, z korzenia tatarakowego, z latorośli wysuszonej leszczyny i z ziela, które pospolicie szanta (Origanum serpile) nazywają, a zwykli także wykąpane dziecko, masłem niesłonem smarować”.

Ciekawy był też sposób na brodawki. „Gdy kto na rękach lub nogach ma brodawki, mówią: że aby się cierpiący wykurował, potrzeba, żeby uważał jak dwóch swawolnych chłopców jedzie na jednym koniu, wtedy niech za niemi rzuci wiecheć z buta i rzecze: dwojaki, dwojaki, weźcie ode mnie brodawki! – a natenczas niewątpliwe te brodawki znikną (...). Inni zaś tak robią: nad brodawkami wiążą supełek z wełnianej nitki, a takowy supełek włożywszy pod biegun wrót w stodole, uciekają ztamtąd pospiesznie nie oglądając się za siebie, pewni, że wtenczas brodawki niewiedzieć gdzie się podzieją”.

Zapewne chłopi z naszego regionu, przy takich sposobach, o brodawkach na dobre mogli zapomnieć.

Opowieść dziada z Radecznicy

Jak powstawały strachy? Ta opisana przez Oskara Kolberga historia wydarzyła się w 1854 r. W jednym z dworów szlacheckich, po skończonej pracy spotkały się „dziewki” i „parobcy”. To był długi, jesienny wieczór. Dziewczyny zasiadły „do kądzieli”, a młodzi mężczyźni zajęli się „pleceniem rogóżek łyczanych z łyka”. Wtedy zaczęły się psoty oraz opowieści o strachach.

Jedna z niewiast opowiadała o diable, który siedział u jej kumy-nieboszczki na strychu. Karmiono go codziennie kaszą jaglaną bez soli. Dzięki temu u gospodarzy gdzie zły rezydował, krowy dawały dużo mleka, a konopie rodziły się „jak las”. Jeden z parobków opowiedział natomiast o dziwnym, związanym baranie, którego znalazł obok mostu (myślał, że zgubił go tam jakiś gospodarz). Dwa razy „nakładał” barana na wóz i za każdym razem go gubił. Za trzecim razem wydarzyło się jednak cos niezwykłego.

„Wziąłem go powrozem za kark, i za nogi i przywiązałem do wozu, – ha, już mi teraz nie zlecisz i pojechałem dalej” – opowiadał parobek. „Przyjeżdżam do tej figury co stoji wedle jeziorka, czapka z głowy i przeżegnałem się – słyszę, aż tu za mną hi! hi! hi! coś się roześmiało, patrzę a barana niema. Włosy mi na głowie stanęły, iskry zaświeciły w oczach i nie wiem co się dalej stało, dość, że konie z wozem znaleźli ludzie nazajutrz pod lasem, a ja leżałem w błocie koło jeziorka prawie bez duszy. Niech go diabli porwą tego barana, dziesięć niedziel przechorowałem, a tak ciężko że już człek na śmierć się spowiadał”.

Wtedy odezwał się Kubuś zwany ladajakim, który oznajmił, że widział takiego stracha po trzeźwemu, koło miejscowego lamusa (było to miejsce gdzie przechowywano m.in. nabiał, marynaty i wódkę). Miało to być według niego czarne psisko, z wielkim pyskiem. Buchały z niego iskry. Zebrani nie uwierzyli w tę opowieść. Jednak Kubuś (który rzeczywiście owego „stracha” wymyślił na potrzeby wieczoru), postanowił swoją historię uwiarygodnić.

„Po kilku dniach, w taki sam wieczór słotny i wietrzny do Pani zajechali goście. Krzątaniny było dosyć do późnej nocy i już parobcy zabierali się do stajen, gdy pani zawołała Jadwisię (jedną ze służących), dała jej klucze i kazała co prędzej skoczyć do lamusa i przynieść butelkę starego miodu (...)” – pisał Oskar Kolberg. „Pani tak kazała się spieszyć, aby goście od stołu nie wstali, że dziewczęciu wyszedł zupełnie z głowy strach pokutujący w lamusie, – i zapaliwszy świecę w latarce, która dwie szyby miała wybite, wybiegła z kuchni”.

Kilka minut potem usłyszano przeraźliwy krzyk dziewczyny. „Wybiegli wszyscy i znaleźli Jadwisię, leżącą bez zmysłów na schodach (lamusa) z potłuczoną na drobne kawałki latarką” – pisał pan Oskar. „Nikogo więcej nie było, a jednak gdy przynieśli światło, znaleźli przed lamusem kilka rozżarzonych węgli i płachtę, którą nie wiedzieć na co z kuchni zabrał Kubuś. Biedną dziewczynę zaniesiono do izby, zlano wodą i nareszcie docucono się, ale cóż z tego, kiedy zaraz nazajutrz pokazały się ślady gwałtownego tyfusu. Sprowadzony lekarz nie wiele robił nadziei, Jadwisia konała powoli, a łotr Kubuś nie chciał się przyznać do winy, choć wszelkie poszlaki naprowadzały na ślad, że to jego była sprawka”.

Chłopak nastraszył Jadwisię (która zresztą uchodziła za „najprzystojniejszą” w okolicy), jednak trudno go chyba obwiniać o zarażenie jej tyfusem. Tak czy owak, doszło do nieszczęśliwego zbiegu okoliczności.
Zapisane
Jest przysłowie, które tak brzmi: "Tylko ten, kto stale płynie pod prąd, ma świeżą, czystą wodę". A dziś wielu kapłanów płynie z prądem ...
Baltazar
aktywista
*****
Wiadomości: 970


Lew z pokolenia Judy

« Odpowiedz #196 dnia: Stycznia 31, 2025, 17:00:43 pm »

Przebłagaj gniew Boski

„Życie sieroty (Jadwisi) gasło z każdą chwilą. Na godzinę przed zgonem odzyskała przytomność, pożegnała czule swoją dobrą Panią, która o niej prawdziwie macierzyńskie miała staranie. A kiedy jej wspomniano, że to pewno Kubuś przez psotę postraszył ją, nic nie odpowiedziała, tylko dwie łzy potoczyły się po wybladłej twarzy” – wspominał Kolberg. „Na drugi dzień po pogrzebie Jadwisi, łotra Kubusia wypędzono ze dworu. Nie okazał on żadnego żalu po sierocie, nawet gdy trumnę wynoszono i kładziono na wóz, to on bronując pod samym dworem ogród po wykopanych kartoflach, gwizdał jakąś piosneczkę. Wszyscy na niego wymyślali, nazywali go zbójcą, – a on wszystkich zbywał pół-seryo, pół-żartem i kamienną obojętność do ostatka pokazywał”.

Dalsze losy tego psotnika nie były jednak godne pozazdroszczenia. Kolberg spotkał go kilka lat później w okolicy klasztoru w Radecznicy. Był jednym z dziadów żebrzącym na odpuście.

„Idąc podwórzem do zakrystyi (kościoła w Radecznicy), minąłem wielu dziadów siedzących rzędami i błagających o litość (...). Zwrócił moją uwagę kaleka bez nóg i z krzywemi rękami. Suwał się on po ziemi w drewnianych korytkach za pomocą tych krzywych rąk, na których miał także dwa drewniane sandały” – pisał Kolberg. „Twarz jego pomimo młodych rysów, nosiła ciężkie ślady boleści”.

Kolberg zapytał dziada jak się nazywa. Ten oznajmił, że Jakub Łozek. Okazało się, że był to ów Kubuś ladajaki, psotnik i domniemany sprawca śmierci dziewczyny. Co mu się stało? Tak ów dziad opowiadał zdziwionemu Kolbergowi o swoim losie.

„Ze dworu mnie wypędzili, – poszedłem na służbę do sołtysa, – w podle były dziewuchy, a mnie zawsze we łbie świtało. Zrobiłem sobie szczudła, okręcałem się płachtą i straszyłem” – opowiadał Jakub Łozek, który stał się dziadem. „Jak raz narobiłem rejwachu, wyleciał sam gospodarz, i nuż gnać mnie z kijem: uciekając na szczudłach i w płachcie wpadłem w kartoflany dół i złomałem obydwie nogi, jeszcze jak powiadali w dwóch miejscach, a ręce powykręcałem, – zawieźli mnie do szpitala do Szczebrzeszyna i tam doktor kazał mi uciąć nogi, a ręce prostował i nie wyprostował. Potem chorowałem ciężko przez dwa lata – i nie umarłem”.

Co na to Kolberg? „Nie umarłeś, bo Bóg zostawił ci czas abyś odpokutował za śmierć Jadwisi sieroty, abyś przebłagał gniew Boski” – tłumaczył Kubusiowi. „Wycierpiałeś wiele, zostałeś kaleką, nędzarzem, – ale dziękuj za to Bogu, bo jeszcze szczerym żalem ocalić możesz duszę”.

Skruszony dziad przyjął takie wyjaśnienie swoich tragicznych losów spokojnie i ze zrozumieniem. „Łzy sznurkiem popłynęły po żółtej twarzy kaleki” – pisał Kolberg. „Dałem mu jałmużnę, on w milczeniu pocałował moją rękę i łez pełne oczy obrócił ku kościołowi. Zapewne myśl jego pobiegła do stóp ołtarza błagać świętego Antoniego Radecznickiego o przyczynienie się za grzesznikiem, by ten, przed śmiercią odnalazł jeszcze stracony spokój duszy”.

https://chelm.naszemiasto.pl/strzyga-okolo-oltarzy-niesamowite-opowiesci-z-zamojszczyzny/ar/c13-9858323
Zapisane
Jest przysłowie, które tak brzmi: "Tylko ten, kto stale płynie pod prąd, ma świeżą, czystą wodę". A dziś wielu kapłanów płynie z prądem ...
Baltazar
aktywista
*****
Wiadomości: 970


Lew z pokolenia Judy

« Odpowiedz #197 dnia: Kwietnia 08, 2025, 12:51:46 pm »

"Eutanazja w białych rękawiczkach" w polskich szpitalach

Kiedyś nie było respiratorów, przetaczania krwi i kroplówek, to umierało się śmiercią naturalną. Co innego gdy pacjent dobrowolnie chce poddać się eutanazji. Nie znam się na medycynie, ale jak chory ma umrzeć bez czegoś, to umrze.
Jeśli ktoś jest wierzący i uznaję eutanazję za grzech śmiertelny, to nie powinien być lekarzem onkologiem. Czy ktoś na forum zna się na medycynie ? Niespodziewanie w Polsce weszło w życie „protokół terapii daremnej”.

Cytuj
W ostatnich miesiącach media donosiły o szokujących przypadkach ciężko chorych dzieci, którym polskie szpitale miały odmawiać pomocy medycznej, skazując je na śmierć. Aby zweryfikować medialne doniesienia skontaktowaliśmy się z lekarzami, ratownikami medycznymi i ekspertami z branży medycznej.

Nasza analiza prowadzi do wniosku, że winę za ten stan rzeczy mogą ponosić dwa dokumenty. Jednym z nich jest stanowisko Towarzystwa Internistów Polskich dotyczące umierających pacjentów, którzy sami nie mogą decydować o sobie. Sytuację dodatkowo pogarszają wprowadzone od 1 stycznia zmiany w Kodeksie Etyki Lekarskiej, które zdecydowanie zakazują stosowania „terapii daremnej”.

Niepokojące doniesienia mediów

"Wirtualna Polska" pisała o „eutanazji w białych rękawiczkach”, przywołując historię dzieci, którym lekarze wystawiali tzw. protokół terapii daremnej, mający prowadzić do rezygnacji z jakiekolwiek terapii i ratowania życia. Dziennikarze relacjonowali między innymi sprawę rodziców 4-letniego Kacpra, którym odmówiono wysłania karetki do chorego dziecka ze względu na wystawiony dziecku „protokół terapii daremnej”. Rodzice mieli przez godzinę bezskutecznie samodzielnie reanimować w domu umierające dziecko.

Autorzy artykuły opisywali przypadki rodziców, którzy błagali lekarzy o pomoc, ale słyszeli, że wystawionego „protokołu nie da się cofnąć czy anulować”. W rezultacie dzieci umierały na ich oczach. Przywołano także wypowiedź anestezjologa, który prosząc o zachowanie anonimowości, przyznał, że zespół lekarski na jego zlecenie wydał w jednym z małopolskich szpitali ponad 30 „protokołów terapii daremnej” w ciągu 12 miesięcy.

Artykuły medialne wzburzyły opinię publiczną i sprawiły, że zaczęliśmy szczegółowo badać sprawę i weryfikować te doniesienia. W tym samym czasie do prawników Ordo Iuris zgłosiła się lekarka, której dorosły syn zmarł, gdyż nie udzielono mu koniecznej pomocy medycznej po tym jak lekarze wystawili mu „protokół terapii daremnej”.

Skąd biorą się doniesienia mediów o „eutanazji w białych rękawiczkach” w polskich szpitalach?

Aby zweryfikować medialne doniesienia skontaktowaliśmy się z lekarzami, ratownikami medycznymi i ekspertami z branży medycznej. Nasza analiza prowadzi do wniosku, że winę za ten stan rzeczy mogą ponosić dwa dokumenty. Jednym z nich jest stanowisko Towarzystwa Internistów Polskich dotyczące umierających pacjentów, którzy sami nie mogą decydować o sobie. Jego wydanie wywołało liczne głosy krytyki także ze strony przedstawicieli środowiska medycznego, którzy zarzucają mu niezgodność z obowiązującym prawem i etyką lekarską. Zmiany wprowadza się po cichu – w ramach wytycznych dla lekarzy, o których większość pacjentów może dowiedzieć się dopiero wraz z informacją o odmowie leczenia ich samych lub ich bliskich.

Tym, co w debacie publicznej budzi najwięcej wątpliwości wobec stanowiska i stanowiącego jego element tzw. protokołu terapii daremnej, to użycie w nim nieprecyzyjnej terminologii oraz kryteriów mających stwierdzić, kto powinien zostać objęty „protokołem terapii daremnej”, przez co dokument wydaje się wykraczać swoim zasięgiem poza chorych umierających.

Sytuację dodatkowo pogarszają wprowadzone od 1 stycznia zmiany w Kodeksie Etyki Lekarskiej, które zdecydowanie zakazują stosowania „terapii daremnej”. Poprzednia wersja dokumentu pozostawiała lekarzom wolność w tej wrażliwej kwestii, nie nakładając na nich takiego zakazu.

Musimy działać w tej delikatnej materii szybko i zdecydowanie, nie ulegając jednak emocjom i niesprawdzonym informacjom. Ta sprawa musi zostać dogłębnie zbadana przez odpowiednie organy, a środowisko lekarskie musi wypracować standardy postępowania w sytuacjach granicznych, które nie będą tworzyć ryzyka skazywania na śmierć ludzi, którzy nadal mogliby żyć.

Interweniujemy w sprawie kontrowersyjnych dokumentów

Dlatego prawnicy Ordo Iuris kierują do prokuratury zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa w oparciu o doniesienia medialne o przypadkach dzieci, którym lekarze mieli wbrew prawu odmawiać ratunku z powodu zastosowania wobec nich „protokołu terapii daremnej”. Polacy muszą mieć pewność, że idąc do szpitala, otrzymają należną opiekę medyczną.

Równolegle podjęliśmy interwencję w Towarzystwie Internistów Polskich, do którego skierowaliśmy pismo zawierające wezwanie o zmianę budzących liczne kontrowersje wytycznych. Natomiast do samorządu lekarskiego skierujemy wniosek o przywrócenie poprzedniego, bardziej wolnościowego brzmienia Kodeksu Etyki Lekarskiej. Dzięki temu lekarze będą mogli udzielać świadczeń medycznych pacjentom bez obaw o pociągnięcie do odpowiedzialności zawodowej z tytułu naruszenia Kodeksu Etyki Lekarskiej.

Ujawniamy prawdę o eutanazji

Aby nie dopuścić do powtórzenia w Polsce scenariusza licznych krajów Europy Zachodniej, gdzie dochodzi do zabijania niezdolnych do sprzeciwu ludzi starszych i niepełnosprawnych oraz do wspierania przez państwo „wspomaganego zabójstwa” – uświadamiamy Polaków o skali zagrożeń związanych z wdrażaniem praktyk eugenicznych. 25 marca – w Dzień Świętości Życia oraz 30 rocznicę wydania przez św. Jana Pawła II encykliki Evangelium vitae – opublikowaliśmy naszą monografię naukową „Zjawisko eutanazji: filozofia, kultura, medycyna, prawo”.

Publikacja została zaprezentowana i omówiona podczas konferencji prasowej zorganizowanej wraz z Katolicką Agencją Informacyjną, podczas której głos – obok współautorki monografii, Dyrektor Centrum Prawa Medycznego i Bioetyki Ordo Iuris mec. Katarzyny Gęsiak – zabrali dr Monika Zając z Centrum Życia i Rodziny, etyk i teolog ks. prof. Paweł Bortkiewicz, redaktor kwartalnika „Christianitas” Tomasz Rowiński oraz historyk, inicjator i koordynator Narodowego Marszu Papieskiego – Małgorzata Żaryn. Warto dodać, że wydarzenie połączone było także z prezentacją przygotowanego przez nas – w związku z bezprawnymi proaborcyjnymi wytycznymi Minister Zdrowia Izabeli Leszczyny – poradnika „Jak szpitale mogą bronić się przed Wytycznymi Ministra Zdrowia i karami NFZ” oraz opracowanego przez Centrum Życia i Rodziny kompendium „W obronie życia”. Wkrótce planujemy także przygotowanie recenzji raportu węgierskiego Mathias Corvinus Collegium na temat eutanazji.

Tak szeroka i kompleksowa działalność ekspertów Ordo Iuris jest możliwe dzięki temu, że cały czas monitorujemy debatę na temat eutanazji na całym świecie i wiemy, jakie praktyki oraz argumenty stosują propagatorzy „cywilizacji śmierci”.

Adw. Jerzy Kwaśniewski – prezes Ordo Iuris

https://dorzeczy.pl/opinie/711900/eutanazja-w-bialych-rekawiczkach-w-polskich-szpitalach.html
« Ostatnia zmiana: Kwietnia 08, 2025, 12:53:59 pm wysłana przez Baltazar » Zapisane
Jest przysłowie, które tak brzmi: "Tylko ten, kto stale płynie pod prąd, ma świeżą, czystą wodę". A dziś wielu kapłanów płynie z prądem ...
Baltazar
aktywista
*****
Wiadomości: 970


Lew z pokolenia Judy

« Odpowiedz #198 dnia: Kwietnia 08, 2025, 12:59:55 pm »

Świadkom Jehowym nie wolno przetaczać krew i brać udziału w wyborach powszechnych. To chyba nie jest eutanazja. Czy dobrze rozumiemy? Eutanazja na życzenie śmierci pacjenta, to chyba anestezjolog podaje Pavulon i pacjent umiera na trzeźwo.
« Ostatnia zmiana: Kwietnia 08, 2025, 13:16:22 pm wysłana przez Baltazar » Zapisane
Jest przysłowie, które tak brzmi: "Tylko ten, kto stale płynie pod prąd, ma świeżą, czystą wodę". A dziś wielu kapłanów płynie z prądem ...
Filip S
aktywista
*****
Wiadomości: 1163


« Odpowiedz #199 dnia: Kwietnia 09, 2025, 12:20:15 pm »

Chyba objawił się nam następca "Krzycha Jezuity", jego wywody słowo w słowo pasują do narracji Obłudnika Powszechnego:
https://www.instagram.com/x_szym/
Zapisane
Angelus Silesius
aktywista
*****
Wiadomości: 632


I'm gonna make him an offer he can't refuse

« Odpowiedz #200 dnia: Maja 14, 2025, 14:38:24 pm »

Czy prawdą jest, jak pisał p. Jerzy w wątku o Leonie XIV, że rejestracja na forum nie działa?

Jeśli tak, to byłby to duży błąd bo żywotność forum spada.
Ja wiem, że tu sami rabini, wszyscy wszystko wiedzą więc nie ma o czym rozmawiać ;) ale może dopuszczenie świeżej krwi wraz z zaduchem tego świata byłoby wskazane?
Zapisane
"Religijny liberalizm pozbawia nas męczenników i misjonarzy, pozostawiając jedynie osoby kupczące religią, którym wtórują kobzy głoszące pokój w słowach, a nie w czynach!" abp Marcel François Lefebvre
Baltazar
aktywista
*****
Wiadomości: 970


Lew z pokolenia Judy

« Odpowiedz #201 dnia: Maja 28, 2025, 06:59:34 am »

Czym jest Grupa Bilderberg? Sikorski zabrał głos (Sikorski wspomniał o kardynała Pietro Parolin)

Cytuj
W mediach społecznościowych coraz częściej pojawia się temat spotkań Grupy Bilderberg, która ma zrzeszać najbardziej wpływowe osobowości biznesu i polityki z całego świata. W jej obradach brali udział m.in. Rafał Trzaskowski i Radosław Sikorski. Szef MSZ zdradził w Kanale Zero, dlaczego dyskusje tego gremium są utajnione.

W poniedziałek wieczorem Krzysztof Stanowski gościł Sikorskiego na swoim kanale w serwisie YouTube.

- To jest bardzo dobra, bardzo prestiżowa konferencja międzynarodowa, odbywająca się pod patronatem króla Holandii - odparł minister, pytany o "tajemniczą" Grupę Bilderberg.

Sikorski dodał, że biorą w niej udział wpływowi ludzie z wielu dziedzin. Podkreślił, że jednym z uczestników był sekretarz stanu Stolicy Apostolskiej kardynał Pietro Parolin. - Mam nadzieję, że pan się zgodzi, że kardynał Parolin na masońską imprezę by nie przyjechał - dodał ironicznie Sikorski, nawiązując żartobliwie do jednej z teorii spiskowych nt. Grupy.

Tajemnicza Grupa Bilderberg. Sikorski zdradził kulisy

Stanowski pytał, dlaczego obrady tego gremium są utajnione.

- Jak konferencja jest na żywo, albo ludzie o niej opowiadają, to wtedy na kolejnej już nikt nic ciekawego nie powie. Bo wie pan; niektóre rzeczy są takie, że politycy nie chcą, żeby tam się mówiło o tym, co naprawdę myślimy, czego się boimy. To nie zawsze się nadaje do nadawania na cały świat - przekonywał szef MSZ.

Według niego konferencje relacjonowane przez media "często się stają płytkie".

A te obrady odbywają się w obecności wyselekcjonowanych dziennikarzy i polityków, lecz zgodnie z obietnicą dyskrecji, nie zdają oni relacji z przebiegu ani treści rozmów. Sikorski odparł, że ma na ten temat "swoją teorię". - Nie wszyscy wiedzą, że nazwa "Bilderberg" to jest nazwa miasteczka w Holandii, a wszystkim się kojarzy żydowsko - wyjaśnił.

- Konferencja Grupy Bilderberg jest bardzo dobra, dlatego że po pierwsze to jest tylko Zachód, Europa i Stany Zjednoczone. Tam, w odróżnieniu od Monachium (Monachijska Konferencja Bezpieczeństwa - red.) czy Davos (Światowe Forum Ekonomiczne - red.), nie przyjeżdżają dyplomaci irańscy, rosyjscy czy chińscy. To jest ścisłe jądro Sojuszu. Po drugie jest mało uczestników, zazwyczaj około 100 osób. I po trzecie: trzeba się zobowiązać, że się zostanie pełne trzy dni. W ciągu trzech dni naprawdę można przegadać szczerze różne tematy i to jest po prostu użyteczne w naszej pracy - tłumaczył Sikorski.

Dodał, że do udziału w obradach zapraszani są ludzie "sprawni intelektualnie i w jakimś sensie obiecujący".

https://wiadomosci.wp.pl/czym-jest-grupa-bilderberg-sikorski-zabral-glos-7160999091297216a
Zapisane
Jest przysłowie, które tak brzmi: "Tylko ten, kto stale płynie pod prąd, ma świeżą, czystą wodę". A dziś wielu kapłanów płynie z prądem ...
Filip S
aktywista
*****
Wiadomości: 1163


« Odpowiedz #202 dnia: Lipca 11, 2025, 13:57:41 pm »

Warto przeczytać ten krótki wywiad, to kolejny już dowód że środowisko akademickie jest jednym z głównym rozsadników wszelakiej zgnilizny, zaprzaństwa i degeneracji w tym kraju. Myślę że pod tymi haniebnymi słowami mogłoby podpisać się większość poliniackich profesorków.  >:(

Cytuj
Dziś powraca kwestia mostu Cesarskiego - Kaiser Brücke. A dlaczego by nie? Skoro nie most Wolności, to może Cesarski. W czym ta cesarskość niektórym Polakom przeszkadza, nie sposób pojąć, jeśli uwzględnić fakt zgoła elementarny, o którym w skrojonych na endecko-gomółkowską miarę programach szkolnych wciąż się nie uczy: polska niepodległość w 1918 roku zakotwiczone jest w cesarskim  Berlinie i ma następującą „genealogię”: cesarz Wilhelm II – Rada Regencyjna – Naczelnik Państwa – Rzeczpospolita Polska. Tak, Rada Regencyjna została powołana  5 listopada 1916 roku "z najwyższego rozkazu Jego Cesarskiej Mości Cesarza Niemieckiego”. Ta sama Rada stała u narodzin polskiej niepodległości u schyłku pierwszej wojny światowej. Jeśli fakty nie pasują do koncepcji, tym gorzej dla faktów?

Do zmiany nazwy mostu chyba jeszcze daleka droga, głównie poprzez odstąpienie od mało zgodnych z faktami narracji o polskich dziejach, ale na pewno jest czas na przywrócenie inskrypcji „Kaiser Brücke”, także po to, by drążyła „umysły zniewolone” przesycone absurdalną – delikatnie rzecz ujmując - niechęcią do wszystkiego co niemieckie.
https://gazetawroclawska.pl/kaiser-brucke-ma-drazyc-umysly-zniewolone-prof-czechowicz-o-kontrowersjach-wokol-nazwy-mostu-grunwaldzkiego/ar/c1p2-27769925

...Oraz kolejny wyskok tego skompromitowanego nowotworu społecznego:
Cytuj
W reprezentacyjnej sali Uniwersytetu Wrocławskiego – Auli Leopoldina – usunięto godło Polski, zastępując je wizerunkiem Fryderyka II, króla Prus. Decyzja ta spotkała się z krytyką w mediach społecznościowych.

W Auli Leopoldina, uznawanej za jedną z najpiękniejszych sal barokowych w Polsce i kluczowy element dziedzictwa Uniwersytetu Wrocławskiego, w ostatnim czasie dokonano istotnej zmiany wystroju. Zniknął Orzeł Biały, a jego miejsce zajęło malowidło przedstawiające Fryderyka II, króla Prus, który odegrał istotną rolę w rozbiorach Rzeczypospolitej w XVIII wieku.

Sprawę jako pierwszy nagłośnił Piotr Wojtulek, który opublikował informację na platformie X. W swoim wpisie podkreślił symboliczne znaczenie tej zmiany: „Aula Leopoldina, to nie tylko najpiękniejsza sala UWr, lecz symbol dziejów Wrocławia. Od pewnego czasu na jej ścianach nie wisi już Orzeł Biały, za to jest portret króla Prus Fryderyka II, który wcale nie wisiał tam oryginalnie.”
https://kresy.pl/wydarzenia/krol-prus-zamiast-orla-bialego-w-auli-leopoldina-we-wroclawiu/

Zapisane
Kefasz
aktywista
*****
Wiadomości: 4263


Amen tako Bóg daj, byśmy wszyscy poszli w Raj.

ministrantura śpiewniki tradycja->
« Odpowiedz #203 dnia: Lipca 11, 2025, 15:07:47 pm »

Za tablice na moście nikt nie wziął odpowiedzialności.
Przypuszczam że podobnie z portretem Fryca.
Cóż, robią to metoda na rympał, jak z krzyżem w sali sejmowej.
Skoro na krzywy ryj powieszono to można na krzywy ryj zdjąć.
Do czego zachęcam Wrocławiaków.
Zapisane
Stare jest lepsze Ł5,39
liczne stare książki->http://chomikuj.pl/Pjetja
Z forum amerykańskich tradycjonalistów:
Oto zwyczajowe napomnienie: unikaj żarliwości; krytykuj zasady, nie ludzi.
Bądź rozróżniający, lecz nie czepialski. Bądź pouczający lecz nie zgryźliwy. Bądź zasadniczy, zamiast natarczywy.
Filip S
aktywista
*****
Wiadomości: 1163


« Odpowiedz #204 dnia: Lipca 11, 2025, 15:53:10 pm »

Jeśli chodzi o Most Grunwaldzki to jeszcze nic się z nim nie dzieje i chyba istnieje (?) jeszcze szansa zablokowania ponownego umieszczenia na nim wiadomej inskrypcji, koron cesarskich oraz płaskorzeźb niemieckich orłów. Ale gdyby to zrealizowali... Żeby te elementy ponownie rozwalić w "akcji bezpośredniej" trzeba by było chyba grupy komandosów:
https://i.pinimg.com/1200x/31/c2/39/31c23910f47cf142198230fa7fa256f1.jpg
https://bi.im-g.pl/im/2d/88/17/z24675373AMP,Most-Grunwaldzki.jpg
Dodatkowo konieczne byłoby kilkukrotne powtórzenie sabotażu bo władze miejskie raczej by nie odpuściły tak łatwo. 
 
Zapisane
adaltare
rezydent
****
Wiadomości: 369

« Odpowiedz #205 dnia: Lipca 11, 2025, 19:07:24 pm »

Jak to przemyśleć na spokojnie, nie jest to zmiana nazwy mostu a jedynie przywrócenie jednej z ozdób na moście. Z żalem muszę przyznać ze niemieckie inskrypcje, symbole itp. artystycznie stoją na wysokim poziomie. U nas tworzenie monumentalnych dzieł sztuki jest powiązane z oskarżeniem o megalomanie i często z artystycznym kiczem.
Oczywiście widzę to przepychanie kolanem elementów niemieckich we Wrocławiu.
Zapisane
Kryzys Kościoła to kryzys odpowiedzialności biskupów.
Filip S
aktywista
*****
Wiadomości: 1163


« Odpowiedz #206 dnia: Lipca 11, 2025, 20:02:36 pm »

Jak to przemyśleć na spokojnie, nie jest to zmiana nazwy mostu a jedynie przywrócenie jednej z ozdób na moście. Z żalem muszę przyznać ze niemieckie inskrypcje, symbole itp. artystycznie stoją na wysokim poziomie. U nas tworzenie monumentalnych dzieł sztuki jest powiązane z oskarżeniem o megalomanie i często z artystycznym kiczem.
Oczywiście widzę to przepychanie kolanem elementów niemieckich we Wrocławiu.
Jak widać na zalinkowanych przeze mnie zdjęciach chodzi o kilka kluczowych elementów a nie tylko o jeden. Poza tym kontrowersyjne symbole można spokojnie zastąpić np. płaskorzeźbami pary mieczy grunwaldzkich albo hełmami rycerskimi zamiast koron cesarskich a napis zamienić na chociażby "MG" tylko trzeba chcieć a środowisko architektów, plastyków czy konserwatorów zabytków dostaje piany na pysku słysząc tego typu pomysły. Gdy w 2006 roku w okolicach Renomy postawiono pomnik Chrobrego w miejsce zburzonego, monumentalnego pomnika "Germania" przedstawiającego cesarza Wilhelma I to cała lokalna elitka od architektów po dziennikarskich grafomanów darła szaty ze zgorszenia że to kicz, fałszowanie historii, nacjonalizm itp. wysrywy. Nawet Młodzież Wszechpolska (!) z Robertem Winnickim na czele była tej inicjatywie przeciwna. Zasadniczo panuje żelazny konsensus że we Wrocławiu (czy gdzie indziej w Polsce) piękne mają być tylko poniemieckie budynki natomiast obecnie wolno stawiać jedynie budynki w stylu postmodernistycznym i neomodernistycznym, z tego powodu wyżej wspomniane środowisko wylewało łzy nad zburzonym Solpolem że niby był cennym zabytkiem powojennej architektury:

"Germania" zburzona w 1945 roku:
https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/6/6c/Emperor_William%27s_Memorial%2C_Breslau%2C_Silesia%2C_Germany.jpg
Postawiony w jej miejsce pomnik Chrobrego z 2006 roku:
https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/1/17/Boleslaw.Chrobry.we.Wroclawiu.jpg
Dawny "Solpol" na ul. Świdnickiej:
https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/3/31/Solpol.jpg


« Ostatnia zmiana: Lipca 11, 2025, 20:14:09 pm wysłana przez Filip S » Zapisane
adaltare
rezydent
****
Wiadomości: 369

« Odpowiedz #207 dnia: Lipca 12, 2025, 15:53:12 pm »

Generalnie się z panem zgadzam, no ale zawsze jest to, ale.
Zlinkował pan zdjęcia 2 pomników, które niestety potwierdzają w części moją opinię.
Pomnik Chrobrego to jakieś nieszczęście artystyczne, porównując go do pomnika niemieckiego.
Nie ta skala, nie te proporcje, nie ten kunszt wykonania. Z przykrością muszę ponowić opinie o artystycznym kiczu i to na podstawie pańskich grafik.
Irytuje mnie germanizacja Wrocławia jednocześnie nie zgadzam się na to co proponuje się w zamian.
Zapisane
Kryzys Kościoła to kryzys odpowiedzialności biskupów.
Filip S
aktywista
*****
Wiadomości: 1163


« Odpowiedz #208 dnia: Lipca 12, 2025, 18:55:30 pm »

No cóż, na obronę pomnika Chrobrego mogę podać 3 argumenty:

1. Obiekt położony jest między gotyckim kościołem pw. Bożego Ciała a monumentalnym, wczesno-modernistycznym domem towarowym Renoma/PDT wzniesionym w 20leciu międzywojennym. Wielki, eklektyczno-neoklasycystyczny pomnik  jak ten przedwojenny gorzej by pasował do otoczenia.

2. Ogólne koszty w przypadku czegoś większego byłyby znacznie większe.

3. Trudno jest znaleźć w Polsce architektów potrafiących projektować dobrą architekturę w stylach tradycyjnych, tego nie uczą już na polskich uczelniach wyższych a i klimat społeczny 20-30 lat temu odnośnie tego typu koncepcji był gorszy. Dzisiaj widać że narasta coraz silniejszy sprzeciw wobec dominacji architektonicznego neomodernizmu, w Polsce jest on jeszcze relatywnie niewielki ale na Zachodzie to zjawisko jest z roku na rok coraz silniejsze. Zresztą proszę porównać sobie omawiany obiekt z chociażby wstrętnymi pomnikami Sybiraków czy rtm. Pileckiego, niebo a ziemia moim zdaniem:
https://kolomyja.net/wp-content/uploads/2022/03/46.-JC-scaled.jpg
https://wroclaw.ipn.gov.pl/dokumenty/zalaczniki/89/89-585674.jpg
« Ostatnia zmiana: Lipca 12, 2025, 19:07:35 pm wysłana przez Filip S » Zapisane
Hubertos
aktywista
*****
Wiadomości: 872


Swiecki katolik ;)

« Odpowiedz #209 dnia: Lipca 15, 2025, 09:56:52 am »

Wypowiem się, jako mieszkaniec Wrocławia.
Most Grunwaldzki pozostanie mostem Grunwaldzkim. Co do płaskorzeźb na nim czy napisu "Kaiserbruecke" - mi to przeszkadzało nie będzie. Tak jak lubię, gdy w kościołach przy odnawianiu fresków nie zmienia się napisów czy pisowni.
Inna sprawą jest to, czy most Grunwaldzki w obecnej formie istniejący już 80 lat nie jest zabytkiem (w sensie czy obecna forma też nie powinna być chroniona jako zabytek).


A dlaczego to dążenie do przywracania "niemieckości" Wrocławia? Kasa, misiu, kasa. Gramy na nostalgii, zapraszamy turystów z Niemiec, oni się wzruszają i płaczą na widok niemieckich napisów na budynkach :) A nasi przedsiębiorcy liczą euro :)

W Bydgoszczy też kilka lat temu odnawiano kamienicę przywracając niemieckie napisy.
Zapisane
Nie jestem osoba duchowna - ale bylem w zakonie :D
Strony: 1 ... 12 13 [14] 15 Drukuj 
Forum Krzyż  |  Disputatio  |  Sprawy ogólne  |  Wątek: WOREK « poprzedni następny »
 

Działa na MySQL Działa na PHP SMF 2.0.19 | SMF © 2014, Simple Machines Prawidłowy XHTML 1.0! Prawidłowy CSS!