Forum Krzyż
Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.
Sierpień 21, 2018, 09:43:30 am

Zaloguj się podając nazwę użytkownika, hasło i długość sesji
Szukaj:     Szukanie zaawansowane
www.UnaCum.pl
                   www.facebook.com/unacumpl
Centrum Informacyjne
Ruchu Summorum Pontificum
205847 wiadomości w 5917 wątkach, wysłana przez 1465 użytkowników
Najnowszy użytkownik: Waldek
Strona główna Pomoc Szukaj Zaloguj się Rejestracja
Forum Krzyż  |  Traditio  |  Katolicki punkt widzenia  |  Wątek: Czy podawanie Komunii św. na dłoń jest większym złem niż aborcja?
« poprzedni następny »
Strony: 1 2 [3] Drukuj
Autor Wątek: Czy podawanie Komunii św. na dłoń jest większym złem niż aborcja?  (Przeczytany 1808 razy)
woland
rezydent
****
Wiadomości: 273


« Odpowiedz #30 dnia: Czerwiec 12, 2018, 00:18:38 am »

Ja czytam i jestem przerażony. Bo ta dyskusja dopiero pokazuje, do jakich absurdów dochodzi się, gdy za poważne dyskusje biorą się osoby nie mające ugruntowanej podstawowej wiedzy teologicznej. I które bardzo wiele rzeczy definiują sobie po swojemu i chcą tę swoją wizję narzucić innym. A głupie wnioski wynikają potem tylko i wyłącznie z tych błędnych założeń.

Cytuj
Za świadomą aborcję jest ekskomunika niezastrzeżona Stolicy Apostolskiej, a w praktyce jej już chyba nie ma, bo Franciszek pozwolił wszystkim księżom rozgrzeszać z tego grzechu. Ekskomunika to jest stan prawny, ale pokazuje co Kościół myśli o danym zagadnieniu. Więc profanację uznaje za większy grzech niż aborcję (Kościół tak uznaje, Bóg może to widzieć inaczej). A skoro tak to nieświadome porzucenie Hostii (lub jej okruchów bo tu nie ma żadnej istotnej różnicy) jest większym złem niż nieświadoma aborcja (np. od spirali). To wpisuje się w to co mówił bp. Schneider, że  to Jezus jest najuboższym, najsłabszym, najbardziej bezbronnym. Jeżeli się mylę to mnie poprawcie.

Po pierwsze jakimś horrendalnym nieporozumieniem jest przekonanie, że rozmiar popełnionego zła jest wprost proporcjonalny do kary kanonicznej. Tak nie jest, bo kary kanoniczne nie są od tego.
Rozmiar kary kanonicznej zależy raczej od dwóch rzeczy. Po pierwsze od tego, jak często mamy do czynienia z danym zjawiskiem. Po drugie - jak wielkie wywołuje ono zgorszenie wśród innych wiernych. Ekskomunika jest karą zewnętrzną - publiczną - wyłączeniem kogoś ze wspólnoty. Nie dlatego, że jest wielkim grzesznikiem (któż z nas nie jest). Ale dlatego że popełnia takie grzechy, które nie tylko tej osobie szkodą, ale również powodują zamęt w całej wspólnocie. Ergo - krzywdzi taki ktoś również innych.

Karą za zło jest de facto utrata łaski uświęcającej (przy grzechu ciężkim). Pojawia się więc grzech, jaki zaciąga ktoś, kto popełnia dany czyn lub dopuszcza się zaniedbania. To ów grzech waży na duszy i zbawieniu tego człowieka. A nie kara kanoniczna, która wobec grzechu jest niewiele warta.

Wiele wyjaśnia sam Kodeks Prawa Kanonicznego:
Cytuj
Kan. 1318 - Ustawodawca nie powinien grozić karami wiążącymi mocą samego prawa, jak tylko za jakieś poszczególne przestępstwa umyślne, które mogą wywołać poważniejsze zgorszenie lub nie mogą być skutecznie ukarane karami wymierzanymi wyrokiem. Cenzur zaś, zwłaszcza ekskomuniki, nie powinien ustanawiać, jak tylko z największym umiarem i jedynie za cięższe przestępstwa.

Prawdziwą wisienkę na torcie przynosi jednak ten oto fragment Kodeksu Kanonicznego:

Cytuj
Kan. 1321 - § 1. Nie można nikogo karać, jeśli popełnione przez niego zewnętrzne naruszenie ustawy lub nakazu nie jest ciężko poczytalne na skutek winy umyślnej albo nieumyślnej.
§ 2. Kara ustanowiona ustawą lub nakazem wiąże tego, kto rozmyślnie przekroczył ustawę lub nakaz; kto zaś uczynił to wskutek zaniedbania należytej staranności, nie jest karany, chyba że ustawa lub nakaz inaczej zastrzega.

I dalej:

Cytuj
Kan. 1323 - Nie podlega żadnej karze, kto w chwili przekraczania ustawy lub nakazu:
            1 nie ukończył jeszcze szesnastego roku życia;
            2 naruszył ustawę lub nakaz z ignorancji niezawinionej; na równi zaś z ignorancją stoi nieuwaga i błąd;
            3 działał pod wpływem przymusu fizycznego lub na skutek przypadku, którego nie mógł przewidzieć lub przewidzianemu zapobiec;
            4 działał pod wpływem chociażby względnie tylko ciężkiej bojaźni albo z konieczności lub wskutek wielkiej niedogodności, jeśli czynność nie jest wewnętrznie zła ani nie powoduje szkody dusz;
            5 działał w zgodnej z prawem obronie własnej lub kogoś innego przeciwko niesprawiedliwemu napastnikowi, zachowując należny umiar;
            6 nie posiadał używania rozumu, z zachowaniem przepisów kan. 1324, § 1, n. 2 i 1325;
            7 sądził bez winy, że zachodzi jedna z okoliczności, o jakich w n.4 lub 5.

Proszę zobaczyć, że to całą próbę prostego ważnienia ciężaru obu spraw bardzo silnie niuansuje. I natychmiast każe uznać, że proste wartościowanie, jakie Pan przedstawia nadaje się natychmiast jedynie go kosza.

Smutna prawda jest też taka, że aborcja nie budzi już większego zgorszenia wśród katolików. Dodatkowo zwykle zachodzą opisane z kan 1323 okoliczności - bo zdarza się, że aborcji podejmuje się kobieta nie mająca używania rozumu, odczuwająca przymus popełnienia tego czynu (społeczny czy ekonomiczny) - czasem przymus fizyczny ze strony ojca lub rodziny. Staje się niezdolna w momencie decyzji do w pełni wolnego i świadomego osądu. Człowieka naprawdę można zaszczuć. To zupełnie inny psychologicznie przypadek, niż w pełni świadoma, celowa i zamierzona profanacja. Dlatego rodzaj kary "zewnętrznej' jest większy w tym drugim wypadku. Bo zwykle okoliczności są bardziej oczywiste - szczególnie jak idzie o pełną świadomość czynu.

Ale z tego nie wynika, że zło jest większe.

Pan Ahmed podał bardzo ciężki gatunkowo argument:
Cytuj
2. Znajdowanié się Ciała Pańskiégo na ziemi nie jest profanacją, ponieważ to się dzieje za zgodą samégo zainteresowanégo. Wcielenié nie jest moją winą, przynajmniéj nie w każdym sensie.
.

Chrystus złożył się w ręce ludzi. Pierwszy raz, gdy pozwolił się zupełnie niesprawiedliwie ukrzyżować i zabić. I drugi raz - a właściwie ten sam raz (Wszak msza to Ofiara krzyża) - gdy swoje Ciało i Krew dał w ręce ludzi. Było oczywistym, że zdarzać się będą profanacje i akty braku szacunku. Jednak miłość Boga do człowieka jest większa.

Cytuj
Za świadomą aborcję jest ekskomunika niezastrzeżona Stolicy Apostolskiej, a w praktyce jej już chyba nie ma, bo Franciszek pozwolił wszystkim księżom rozgrzeszać z tego grzechu.
To już jest szczyt ignorancji i głupoty. Ekskomunika jest i jest też okres, kiedy ona trwa. A to, że żałującym popełnionego grzechu, osobom, które się nawróciły i wypełniają warunku dobrej spowiedzi ułatwiono dostęp do kapłana mającego moc zdjęcia tej kary - to tylko dowód na to, że Kościołowi nie chodzi i kopnięcie w d*** tych ludzi, którzy pobłądzili, ale umożliwienie im możliwie szybkiego powrotu, jeśli spełnią tylko kryteria i dokona się ich przemiana.

"Samo wzięcie do dłoni to nie wiem. Ale upadniecie na posadzkę Kościoła partykuł też w większości przypadków jest nieodwracalne, choćby nawet ktoś chciał to już ich nie odnajdzie." jest odwracalne, bo prędzej czy później materia ulegnie zniszczeniu, a z nią sam sakrament. Poza tym upadanie partykuł raczej nie dokonuje się z zamiarem czy premedytacją. Dodajmy - i mówię to jako fizykochemik z wykształcenia, że pewne okruszyny chleba - pyły - będą unosiły się w powietrzu zawsze ilekroć hostie będą dotykane, przekładane itd. Tego w 100% nie da się wyeliminować. Więc co? Rezygnujemy całkowicie z rozdzielania Komunii wiernym?
« Ostatnia zmiana: Czerwiec 12, 2018, 14:07:47 pm wysłana przez woland » Zapisane
Aqeb
aktywista
*****
Wiadomości: 2272

« Odpowiedz #31 dnia: Czerwiec 12, 2018, 07:59:53 am »

To nie byłem ja, to Ahmed.  :) Chyba, że uważa Pan, że jesteśmy jednym i tym samym Arabem  :) .

Ale przy okazji odnosząc się do tego co Pan pisze na końcu - rzeczywiście wszystkich najmniejszych cząstek nie da się zabezpieczyć, o czym właściwie pisał już chyba św. Jan Chryzostom, jednocześnie zalecając pilną dbałość o cząstki (nie mogę na razie znaleźć źródła online, jak znajdę jakkolwiek, to wstawię, chyba, że ktoś mnie uprzedzi - o ile też nie pomyliłem ojców jak wcześniej pomyliłem sobory).
I o ile może się wydawać, że nadmierna dbałość o cząstki to skrupulantyzm (niektórzy w skrupułach mają takie "wszędzie widzę hostię", co może też się odnosić do każdego białego pyłku na podłodze w kościele), tak jednak bagatelizacja prowadzi do eucharystycznego laksyzmu. I tak mamy takie zjawiska jak "puryfikowanie" palców w powietrzu po Komunii Świętej albo "niedopuryfikowanie" paten (swoją drogą to drugie jest prawdopodobne nawet jeśli ksiądz się stara, dlatego nie lubię jeśli ministranci trzymają pateny "pionowo" tuż przed Komunią Świętą albo już po puryfikacji, bywają jednak także puryfikacje niedbałe - ksiądz puknął w patenę i nawet nie spojrzał czy coś zostało).
Zapisane
"Ilekroć walczymy z pychą świata czy z pożądliwością ciała albo z heretykami, zawsze uzbrójmy się w krzyż Pański. Jeśli szczerze powstrzymujemy się od kwasu starej złośliwości, to nigdy nie odejdziemy od radości wielkanocnej." Św. Leon Wielki
woland
rezydent
****
Wiadomości: 273


« Odpowiedz #32 dnia: Czerwiec 12, 2018, 14:10:13 pm »

Poprawiłem - przepraszam.

Cytuj
I o ile może się wydawać, że nadmierna dbałość o cząstki to skrupulantyzm (niektórzy w skrupułach mają takie "wszędzie widzę hostię", co może też się odnosić do każdego białego pyłku na podłodze w kościele), tak jednak bagatelizacja prowadzi do eucharystycznego laksyzmu. I tak mamy takie zjawiska jak "puryfikowanie" palców w powietrzu po Komunii Świętej albo "niedopuryfikowanie" paten (swoją drogą to drugie jest prawdopodobne nawet jeśli ksiądz się stara, dlatego nie lubię jeśli ministranci trzymają pateny "pionowo" tuż przed Komunią Świętą albo już po puryfikacji, bywają jednak także puryfikacje niedbałe - ksiądz puknął w patenę i nawet nie spojrzał czy coś zostało).
Temat bliski mojemu sercu. Zawsze uczę ministrantów, by pateny nigdy nie obracali tak, aby coś mogło z niej spaść. Puryfikacje robione są bardzo niedbale. Na NOM nie widzę już tego od jakiegoś czasu, bo jako akolita sam puryfikuje naczynia (i nie jest to takie proste, aby zrobić to dobrze). Ale normą są naczynia "niedopuryfikowane". "pukanie" w patenę to największe zło, bo partykuły wtedy unoszą się w powietrze.
Zapisane
ocalony
adept
*
Wiadomości: 42

« Odpowiedz #33 dnia: Czerwiec 12, 2018, 16:27:49 pm »

@woland

Nikomu nic nie chce narzucić, po prostu głośno pytam.

Cytuj
Samo wzięcie do dłoni to nie wiem. Ale upadniecie na posadzkę Kościoła partykuł też w większości przypadków jest nieodwracalne, choćby nawet ktoś chciał to już ich nie odnajdzie." jest odwracalne, bo prędzej czy później materia ulegnie zniszczeniu, a z nią sam sakrament. Poza tym upadanie partykuł raczej nie dokonuje się z zamiarem czy premedytacją. Dodajmy - i mówię to jako fizykochemik z wykształcenia, że pewne okruszyny chleba - pyły - będą unosiły się w powietrzu zawsze ilekroć hostie będą dotykane, przekładane itd. Tego w 100% nie da się wyeliminować. Więc co? Rezygnujemy całkowicie z rozdzielania Komunii wiernym?


Tu się zgadzam, przekonał mnie Pan.
To skoro Pan się tak zaangażował w dyskusję , to niech się Pan odniesie do jeszcze jednej rzeczy, do historii z 6 rozdziału 2 Księgi Samuela. Z opisu wynika, że bohater tej historii Uzza, nie tylko, że nie miał świadomości zła, ale też miał podstawy sądzić, że czyni dobrze (chciał podtrzymać Arkę przed upadkiem), mimo to zapłonął gniew Pana przeciwko Uzzie. Na ile znam i pamiętam Pismo św. nie przypominam sobie, żeby Bóg tak reagował na krzywdę ludzką (np. pozbawił Dawida syna, za cudzołóstwo i wysłanie Uriasza na pewną śmierć, ale to były świadome grzechy, a nie niezawinione zło).

Może się tak zdarzyć, ale nie musi, że teologia nie ma narzędzi, aby dawać odpowiedzi na tak postawione pytania.
W takim razie zastanawiam się jak to widzi Kościół.

Cytuj
Rozmiar kary kanonicznej zależy raczej od dwóch rzeczy. Po pierwsze od tego, jak często mamy do czynienia z danym zjawiskiem. Po drugie - jak wielkie wywołuje ono zgorszenie wśród innych wiernych
Świadomych (bo innych być nie może) profanacji jest mniej niż świadomych aborcji (przynajmniej tak mi się wydaje), więc wynikałoby z tego, że profanacja jest większym zgorszeniem niż aborcja, z tym się mogę zgodzić, no ale zgorszenie to też jest jakaś forma zła.



Cytuj
Smutna prawda jest też taka, że aborcja nie budzi już większego zgorszenia wśród katolików. Dodatkowo zwykle zachodzą opisane z kan 1323 okoliczności - bo zdarza się, że aborcji podejmuje się kobieta nie mająca używania rozumu, odczuwająca przymus popełnienia tego czynu (społeczny czy ekonomiczny) - czasem przymus fizyczny ze strony ojca lub rodziny. Staje się niezdolna w momencie decyzji do w pełni wolnego i świadomego osądu. Człowieka naprawdę można zaszczuć. To zupełnie inny psychologicznie przypadek, niż w pełni świadoma, celowa i zamierzona profanacja. Dlatego rodzaj kary "zewnętrznej' jest większy w tym drugim wypadku. Bo zwykle okoliczności są bardziej oczywiste - szczególnie jak idzie o pełną świadomość czynu.


Jeszcze nie dawno Pan twierdził, że kobiety wiedzą co robią, gdy używają pigułek, a teraz Pan twierdzi, że kobiety nie wiedzą co robią, gdy idą na aborcję chirurgiczną. Nie, w przypadku aborcji chirurgicznej nie ma podstaw, żeby twierdzić, że jest niższy poziom świadomości niż w przypadku profanacji.  Co do tego, że aborcja jest nie zawsze dobrowolna to mogę się zgodzić, ale wtedy Pan twierdzi, że (ze względu na kan 1323) nie ma ekskomuniki, a my rozważamy przypadek gdy jest ekskomunika (więc tym przypadkiem się w ogóle nie zajmujemy).


Na koniec jeszcze jedna rzecz mi się przypomniała, częściowo powiązana z tematem (proszę tego nie traktować jak argument za czymkolwiek).
Kościół uczył (i nadal tak uczy), że Konsekrowana Hostia i Krew pod postacią wina otrzymują cześć i chwałę godną samego Boga (latria). Gdy ksiądz idzie z Najświętszym Sakramentem np. do chorego, to należy uklęknąć (fakt, że to nie przystaje do naszych czasów, ale kilka lat temu widziałem artykuł Wandy Połtawskiej, gdzie się o to upominała) . Wydaję mi się, że jeszcze 30-40 lat temu było to zjawisko powszechniejsze niż dziś, skoro zdarzało się, że robili tak nawet zomowcy: „Z kolei księdza Hilarego Jastaka nie trzeba było namawiać do odprawienia mszy w stoczni gdańskiej. Wziął taksówkę, a kiedy milicja ją zatrzymała, ksiądz Jastak wysiadł z samochodu i z hostią w rękach ruszył do stoczni. Zomowcy na ten widok uklękli.” (Anna Herbich, Dziewczyny z Solidarności, Znak Horyzont, Kraków 2016, str 94.) Więc sytuacja wygląda, tak że się pięknych słów używa, gdy się mówi o Eucharystii (latria, źródło i szczyt życia Kościoła), ale praktyka wygląda zupełnie inaczej. I jest to sytuacja równoległa do tego co się dzieje w świecie, ładnie się mówi o prawach człowieka, ale odmawia się ich ludziom nienarodzonym. Tylko, że w kwestii aborcji Kościół dużo mówi, a nic nie może, a w kwestii szacunku do Najświętszego Sakramentu nic nie robi, a mógłby (Wszyscyśmy pobłądzili jak owce jak mówi Izajasz, albo Sołżenicyn: Granica pomiedzy dobrem i złem przebiega przez każde ludzkie serce, a któż jest gotów odciąć kawałek własnego serca).
Zapisane
mój mały mój Izaaku pochyl głowę / to tylko chwila bólu a potem będziesz /czym tylko chcesz... (Herbert, fotografia)
woland
rezydent
****
Wiadomości: 273


« Odpowiedz #34 dnia: Czerwiec 13, 2018, 01:54:07 am »

Cytuj
To skoro Pan się tak zaangażował w dyskusję , to niech się Pan odniesie do jeszcze jednej rzeczy, do historii z 6 rozdziału 2 Księgi Samuela. Z opisu wynika, że bohater tej historii Uzza, nie tylko, że nie miał świadomości zła, ale też miał podstawy sądzić, że czyni dobrze (chciał podtrzymać Arkę przed upadkiem), mimo to zapłonął gniew Pana przeciwko Uzzie. Na ile znam i pamiętam Pismo św. nie przypominam sobie, żeby Bóg tak reagował na krzywdę ludzką (np. pozbawił Dawida syna, za cudzołóstwo i wysłanie Uriasza na pewną śmierć, ale to były świadome grzechy, a nie niezawinione zło).
Nie mam teraz możliwosci, aby dokładnie przeanalizować ów fragment Biblijny. Ale chciałbym Pana uczulić pod innym kątem - ekonomia kary i łaski Starego Testamentu już nie-obowiązuje, gdyż obowiązuje nas to, co Jezus przekazał w Nowym Testamencie. To znaczy to nie jest tak, że cały Stary Testament należy odrzucić, ale pewne rzeczy zostały zmienione, gdyż to co pokazywał ST było niedoskonałą formą przejściową. Na przykład:
1. Pojmowanie małżeństwa (w ST niedoskonałe i możliwe do rozwiązania listem rozwodowym "przez zatwardziałość serc waszych")
2. Dziedziczenie winy po rodzicach i dziadkach - w ST obecne, w NT już nie. Gdyż pojawiają się sakramenty, szczególnie chrzest, obmywające katechumena ze wszelkiej zmazy chrzechu
3. Dopiero w NT normą powszechną staje się miłosierdzie Boże oraz ocena zarówno dobrych uczynków jak i grzechu nie tylko ze względu na zewnętrzne czyny (zrobił coś, czy nie zrobił), ale ze względu na motywację. Widzimy to po tym jak modlą się Faryzeusz i Celnik. Widzimy jak traktowany jest "wdowi grosz".

Cytuj
Kościół uczył (i nadal tak uczy), że Konsekrowana Hostia i Krew pod postacią wina otrzymują cześć i chwałę godną samego Boga (latria). Gdy ksiądz idzie z Najświętszym Sakramentem np. do chorego, to należy uklęknąć (fakt, że to nie przystaje do naszych czasów, ale kilka lat temu widziałem artykuł Wandy Połtawskiej, gdzie się o to upominała) . Wydaję mi się, że jeszcze 30-40 lat temu było to zjawisko powszechniejsze niż dziś, skoro zdarzało się, że robili tak nawet zomowcy: „Z kolei księdza Hilarego Jastaka nie trzeba było namawiać do odprawienia mszy w stoczni gdańskiej. Wziął taksówkę, a kiedy milicja ją zatrzymała, ksiądz Jastak wysiadł z samochodu i z hostią w rękach ruszył do stoczni. Zomowcy na ten widok uklękli.” (Anna Herbich, Dziewczyny z Solidarności, Znak Horyzont, Kraków 2016, str 94.) Więc sytuacja wygląda, tak że się pięknych słów używa, gdy się mówi o Eucharystii (latria, źródło i szczyt życia Kościoła), ale praktyka wygląda zupełnie inaczej. I jest to sytuacja równoległa do tego co się dzieje w świecie, ładnie się mówi o prawach człowieka, ale odmawia się ich ludziom nienarodzonym. Tylko, że w kwestii aborcji Kościół dużo mówi, a nic nie może, a w kwestii szacunku do Najświętszego Sakramentu nic nie robi, a mógłby (Wszyscyśmy pobłądzili jak owce jak mówi Izajasz, albo Sołżenicyn: Granica pomiedzy dobrem i złem przebiega przez każde ludzkie serce, a któż jest gotów odciąć kawałek własnego serca).

Ja nie byłbym aż tak krytyczny wobec Kościoła. Po pierwsze czasy są trudne. I dzisiaj zarówno księży jak i kleryków, czy nawet nadzwyczajnych szafarzy uczy się, by do chorych jeździć samochodem, gdyż tak jest zwyczajnie bezpieczniej (nikt go nie zaczepi, nie zabierze Pana Jezusa itd). Stąd zwykle takie odwiedzanie chorych polega na tym, że wychodzi się z auta i idzie do domu kilka metrów. Osobiście jak widzę kapłana czy nawet szafarza idącego do chorych to zawsze przyklękam. Zdarzyło mi się jako akolicie, z konieczności podczas choroby proboszcza odwiedzać chorych z Komunią i niektórzy ludzie rzeczywiście klękali. Natomiast niestety problemem jest to, że większość Polaków tą są ludzie niewierzący, omyłkowo tylko zapisani w księgach parafialnych jako katolicy.  Podstawowa kwestia - dużo rzadziej widzimy na ulicy księdza z Komunią niż dawniej... bo dzisiaj jeździ się głównie samochodem.

Jakbyście Państwo się dowiedzieli w jakich warunkach żyją takie osoby chore, "porzucone" przez swoje wierzące rzekomo dzieci i wnuki, to ręce opadają. Bywa, że ksiądz odwiedzający ich raz w miesiącu albo szafarze raz na tydzień są jedynymi ludźmi, jakich taki chory widuje od wielu miesięcy. Co tu dopiero mówić o przyklękaniu... Skoro ono wymaga wiary w to, że hostii jest prawdziwy Bóg; skoro w człowieku nie widzą człowieka. A to drugie jest przecież dużo łatwiejsze!

Serdecznie Pozdrawiam!
« Ostatnia zmiana: Czerwiec 13, 2018, 11:24:57 am wysłana przez woland » Zapisane
Strony: 1 2 [3] Drukuj 
Forum Krzyż  |  Traditio  |  Katolicki punkt widzenia  |  Wątek: Czy podawanie Komunii św. na dłoń jest większym złem niż aborcja? « poprzedni następny »
 

Działa na MySQL Działa na PHP SMF 2.0.11 | SMF © 2014, Simple Machines Prawidłowy XHTML 1.0! Prawidłowy CSS!