Forum Krzyż
Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.
Listopad 27, 2020, 19:10:28 pm

Zaloguj się podając nazwę użytkownika, hasło i długość sesji
Szukaj:     Szukanie zaawansowane
www.UnaCum.pl
                   www.facebook.com/unacumpl
Centrum Informacyjne
Ruchu Summorum Pontificum
220142 wiadomości w 6355 wątkach, wysłana przez 1573 użytkowników
Najnowszy użytkownik: Cynin Sodowy
Strona główna Pomoc Szukaj Zaloguj się Rejestracja
Forum Krzyż  |  Traditio  |  Katolicki punkt widzenia  |  Wątek: Wykorzystanie technik medytacyjnych w psychiatrii [zagrożenia, konteksty]
« poprzedni następny »
Strony: [1] Drukuj
Autor Wątek: Wykorzystanie technik medytacyjnych w psychiatrii [zagrożenia, konteksty]  (Przeczytany 1005 razy)
Adimad
aktywista
*****
Wiadomości: 1234

« dnia: Styczeń 27, 2018, 13:56:41 pm »

Rama P. Coomaraswamy, lekarz

Wykorzystanie technik medytacyjnych w psychiatrii

[Oryginalny tekst został uzupełniony o liczne przypisy tłumacza; przypisy pozbawione odpowiedniej adnotacji są dziełem sameg autora. Cytaty ze źródeł zaprezentowano w naszym tłumaczeniu, o ile nie zostało podane inaczej (w miarę możliwości staraliśmy się sięgać do translacji już opublikowanych w języku polskim)].

"Medytacja, właściwie pojęta i nauczana, jest potężnym wsparciem dla biopsychospołecznego modelu leczenia psychiatrycznego."

(Joseph Arpaia, lekarz, "Psychiatric Times" (i))

"W rzeczywistości ego jest jak clown w cyrku, który zawsze wtrąca się bez pytania, aby sprawić na publiczności wrażenie, że cokolwiek się dzieje, to dzieje się za jego sprawą."

(Sigmund Freud (ii))

***

Współczesna literatura psychiatryczna pełna jest wiadomości o zbawiennym wpływie różnych form medytacji na zdrowie psychiczne pacjentów. Owa "medytacja" zawiera w sobie rozmaite praktyki zaczerpnięte z jogi, technik powtarzania mantry (co często opisuje się jako "medytację koncentracji", blokującą negatywne myśli), a także "medytacji otwartej", która "pozwala pacjentowi na to, by kierował swą świadomość [awareness] ku wszelkim zmieniającym się zjawiskom, rodzącym się w umyśle [mind], przez co osłabia się psychologiczną obronę przed tym, co poprzednio było tłumione" (iii). Te wysiłki nierzadko wspierane są technikami oddychania, a nawet substancjami psychodelicznymi.

Dla prób tych charakterystyczny jest fakt, że techniki zaczerpnięte z różnych struktur religijnych wykorzystywane są w otoczeniu, które jest im w zasadzie obce. To nie oznacza, że należy całkowicie zanegować ich walor terapeutyczny w pewnych sytuacjach, ale trzeba zaznaczyć, że ich użycie w wieu przypadkach przypomina leczenie symptomów u pacjenta chorego na raka bez autentycznego zajęcia się prawdziwą chorobą. Tak więc techniki te mogą uśmierzyć niektóre objawy, ale nie sięgają do głębszych przyczyn, które tym samym pozostają nieleczone.

Zasadniczym powodem dla którego tak się dzieje, jest to, że przeciętny terapeuta ma inną wizję człowieka niż religie, w obrębie których zrodziły się owe techniki medytacyjne. Jeżeli ktoś postrzega człowieka na sposób kartezjański, tj. przez pryzmat dualizmu umysłu (psyche) i ciała, to wówczas analizowane narzędzia aplikowane będą nieuchronnie na poziomie psyche (po części również na poziomie ciała, np. w jodze). Rzecz jednak w tym, że wielkie religie głoszą troisty model człowieka, według którego ponad ciałem i psyche (w którym mieszczą się nasze procesy myślowe) istnieje jeszcze Duch - duchowe centrum, które jest boskie (iv). A jeżeli to prawda, to wówczas wszelkie działania terapeutyczne w kierunku integracji muszą brać pod uwagę nie tylko ciało i psyche, ale także to centrum duchowe. Celem medytacji jest bowiem reintegracja wszystkich trzech poziomów, a nie tylko dwóch niższych.

Psychiatrom może się nie podobać ów koncept duchowego centrum wewnątrz każdej istoty ludzkiej, ale doświadczenie uczy nas, że u każdego istnieje ponad-indywidualne źródło prawdy i właściwej drogi, wykraczające poza ograniczoną naturę klasycznej kategorii super-ego. Co więcej, nierzadko staje się jasne, że problemy pacjentów mogą obracać się wokół niemożności rozwiązania konfliktu pomiędzy tym wewnętrznym źródłem Prawdy i Kierunku, a pożądaniami i myślami, które rodzą się w psyche. Jedyną nadzieją na danie pacjentowi szczęścia i ukojenia jest złączenie trzech komponentów jego jestestwa, tj. Ducha, Psyche i Ciała w sposób taki, że to, co jest "wyższe", kontrolować będzie to, co jest niższe.

Mówiąc inaczej, jeśli ciało wiedzie prym, np. poprzez obżarstwo czy pożądanie płciowe, to efektem jest chaos. Podobnie, jeżeli gniew, chciwość lub inne żądze są w centrum życia pacjenta, to i wówczas panuje chaos. Tylko wtedy, gdy Duch Prawdy kontroluje psyche, a psyche panuje nad ciałem, jest jakaś nadzieja na pokój wewnętrzny. Trzeba wszelako dodać, że nie jest to tylko kwestia "złączenia" owych składników. Trzeba je złączyć w zgodzie z pewnym celem. Celem religii nie jest uformowanie zadowolonego lenia na kanapie, ale raczej uporządkowanie omawianych komponentów pod kątem pewnego jeszcze wyższego przeznaczenia. Ten cel to: wiedzieć, kochać i służyć Prawdzie, która istnieje w nas - i nie tylko w nas, ale i na zewnątrz.

*

Praktyka medytacji - tak jak pojmują ją psychiatrzy i psychologowie - nie zachowuje koniecznej łączności z tym, co naprawdę duchowe. Ujmując to w prostych terminach, fakt, że pacjent czuje się lepiej, nie jest najważniejszy. W rozwoju duchowym nie chodzi o to, byśmy poczuli się dobrze, acz oczywiście może to być jeden ze skutków. Życie duchowe, które przemienia osobę, ma za swój cel ostateczny jej uświęcenie i "przebóstwienie" [deifying]. Naturalnie to nie jest łatwy proces. Jak napisał Whitall Perry: "Tylko świątynia Boga może otrzymać Boga, to znaczy: dusza obdarzona łaską, ugruntowana w prawidłowej doktrynie, oczyszczona z grzechu, o przemienionej woli, wyćwiczona w cnocie - a wszystko to z pomocą właściwych rytuałów i przynależności do konkretnej tradycji".  (v)

To zaś wymaga nie tylko pewnych kwalifikacji osobistych, ale również indywidualnego wysiłku, albowiem nasze naturalne instynkty i popędy są - z uwagi na upadek naszej natury - skoncentrowane na świecie. Bez wysiłku woli, inspiracji duchowej i właściwego ukierunkowania nie można liczyć na przerwanie obłędnego wiru, który ściąga nas w dół i uniemożliwia reintegrację (vi). To dlatego mamy upomnienie, by "wypełniać swą wolę w sposób doskonały" (vii) i iść naprzód "z czystością serca".

Fragmentaryczna natura praktyk duchowych może nieść ze sobą znaczące zagrożenia, gdy jest pozbawiona koniecznej ochrony ze strony tradycyjnych struktur. Niewiele słyszy się o konsekwencjach natury psychiatrycznej, które dotknęły ludzi głęboko zaangażowanych w takie praktyki jak powtarzanie mantr, których znaczenia raczej nie pojmują, nie mówiąc już o możliwości wejścia w stan auto-hipnozy, z czego wynikają różne złudzenia. Tym niemniej informacje o takich przypadkach są oczywiście dostępne w literaturze.

Tak bronione przez niektórych "opróżnianie umysłu" pozwala rzecz jasna, by złe (negatywne) siły wkroczyły i zdominowały myślenie pacjenta, jak to się dzieje np. wtedy, gdy ktoś ogłasza, że sam stał się Bogiem. Fakt, że może to nieść pewne korzyści psychospołeczne w żadnym razie nie wyklucza możliwości, iż takie osoby potępią swe dusze w ciemności. Naturalnie zdajemy sobie sprawę z tego, że wielu psychiatrów w ogóle neguje istnieje duszy, nie mówiąc już o możliwości jej potępienia.

*

Zastanówmy się przez chwilę nad tym, czym właściwie jest medytacja. Słownik Webstera definiuje medytację jako "utrzymywanie umysłu czy też uwagi w stanie koncentracji na czymś". Encyklopedia Katolicka definiuje medytację jako "formę modlitwy myślnej, w której rozmaite zdolności duszy, pamięci, wyobraźni, intelektu i woli stosowane są do rozważania pewnej tajemnicy, zasady, prawdy czy faktu...". (viii) Najbliższy termin hinduski to dhyana. Literalnie znaczy to tyle, co "skupienie" (koncentracja). Trzeba oczywiście pamiętać o tym, co mówi Encyklopedia Katolicka: że "kontrola uwagi jest kluczowym pojęciem przy ćwiczeniu woli".

Hindusi są trochę mniej skłonni do precyzyjnych definicji, ale wystarczy nam wyjaśnienie podane przez Swami Sivanandę (ix), niedawno zmarłego przedstawiciela hinduizmu. Mówi on, że medytacja to "płynny, stały przepływ oliwy. Wszystkie światowe myśli wycofuje się z umysłu. Umysł zostaje wypełniony, nasycony myślami Bożymi, Bożą chwałą i Bożą obecnością". (x) Oczywiście medytacja wymaga zarówno dyscypliny jak i ciężkiej pracy. Hindus z pewnością nie miałby trudności z zaakceptowaniem definicji podanej przez Encyklopedię Katolicką (xi).

*

Rozważmy na przykład powtarzanie mantry czy też akt strzelisty, bo zresztą tym właśnie jest mantra (xii). Większość mantr oparta jest na Bożym Imieniu (xiii) - albo je zawiera. Celem nie jest odegnanie złych myśli, ale raczej wypełnienie jednostki esencją Świętego Imienia, które daje efekt przemieniający, odbijając się echem w ciele i duszy (psyche). Adept jednoczy się z Imieniem lub też, mówiąc ściślej, z tym, co Imię reprezentuje, albowiem wszystkie wielkie tradycje uczą, że Imię i to, co ono określa, jest jednym i tym samym. To nie sprawa utrzymywania negatywnych myśli na uboczu, ale raczej kwestia bycia wchłoniętym przez pozytywną naturę powtarzanego Imienia. Jeśli mistrzowie duchowi kładą nacisk na koncentrację, to nigdy nie jest ona celem samym w sobie, ale raczej w tym sensie, że może ona ukierunkować uwagę adepta na ostateczny przedmiot i cel medytacji.

Medytacja nie polega też na uruchamianiu "pięknych myśli" (xiv) czy osłabianiu naszych barier psychicznych. Ostateczny cel został dobrze wyrażony przez Avrama Davisa (xv), którego komentarze na temat żydowskich technik medytacyjnych są bardzo trafne: "Ludzie często zrównują medytację z czymś w rodzaju transu albo po prostu z prostym uczuciem relaksu. Trans i relaks to zapewne miłe stany, ale - ogólnie rzecz biorąc - żydowska medytacja nie jest zainteresowana indukowaniem ich samych. Medytacja oczywiście wytworzy stan relaksu albo obniży ciśnienie krwi, ale nie takie są główne przyczyny jej podejmowania, bo medytacja to ani lekarstwo [drug - co może oznaczać również narkotyk], ani hipnoza. Zamiast tego, medytacja przeprowadza nas ze stanu ignorancji do stanu wiedzy i mądrości, ze stanu zniewolenia (psychologicznego lub osobistego) do stanu wolności".

Nauczyciele prawdziwej medytacji "uczą strategii anihilacji ego. To jest ostateczne pragnienie na ścieżce medytacji, ponieważ w tym tkwi nieskończona błogość Boga", albowiem - jak pisał Issachar Baer (XVIII-wieczny cadyk hasydzki) - "istotą służenia Bogu jest zrozumienie, iż jesteś tylko kanałem dla boskich atrybutów, że nie masz niezależnej jaźni"  (xvi), (xvii).

W podobny sposób o medytacji pisał Sri Ramana Maharishi (xviii), zmarły w XX wieku człowiek, którego wielka świętość jest powszechnie znana w Indiach: "Tylko anihilacja myślenia w kategoriach "JA" przynosi wyzwolenie. Jeżeli "JA" nie odejdzie, medytacja zakończy się tylko snem" (xix), (xx). Sri Ramakrishna (xxi) nauczał, że "w medytacji trzeba zanurzyć się w Bogu. Jeśli ktoś po prostu unosi się na powierzchni wody, to nigdy nie osiągnie klejnotów, które leżą na dnie morza". (xxii)

Bhagavadgita mówi podobnie: "Niech w samotni dziewiczej znajdzie ciche miejsce / Nie wysokie, nie niskie, trawą je wyścieli / Oraz miękką tkaniną i skórą jelenią. / Niech następnie w skupieniu utrzymując umysł, Zatrzyma potok myśli i zmysłów działanie". (xxiii)

W obrębie chrześcijaństwa można cytować podobne zasady. William Law (xxiv) pisze: "To, co oddzieliło nas od Boga to nasza wola - lub raczej wola ta jest naszym oddzieleniem od Boga. (...) Upadek człowieka zrodził królestwo tego świata. Grzech we wszystkich kształtach jest niczym innym jak wolą człowieka działającą w stanie samowoli i własnego ruchu, podążającą za dziełami natury, której zależność od i łączność z Bożą wolą zostały zerwane. Całe zło i nędza w stworzeniu wynikają tylko i wyłącznie z tego powodu". (xxv). Mistrz Eckhart pyta z kolei: "Co płonie w piekle? Doktorzy zgodnie mówią: wola własna" (xxvi). Chrystus powiedział Katarzynie ze Sieny, iż "wszelki grzech bierze się z własnej woli" [self will].

Trzeba dobrze zrozumieć, że porzucenie własnej woli nie jest stanem pasywnym, ale raczej wysoce aktywnym. Własna wola jest esencją egoizmu, koncentrowania rzeczywistości na sobie samym. Duma, pycha jest właśnie skoncentrowaną samowolą. To nie znaczy, że jednostka nie powinna zauważać tych elementów w swojej duszy - żądz etc. - które są przeciwne woli Bożej, albowiem są to "wrogowie", których trzeba pokonać, a trudno skutecznie walczyć z wrogiem, który nie został rozpoznany. Wszelako celem tego jest pozwolić duszy na to, by "podążała śladami Chrystusa ukrzyżowanego, a przez to, przez pragnienie i przywiązanie, w jedności z miłością, uczyniła się drugim Chrystusem" (xxvii). Zatem cel medytacji jest taki, by móc powiedzieć za św. Pawłem: "Teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus". 

*

Porozmawiajmy teraz o medytacji buddyjskiej, albowiem o tej najczęściej mówią ci, którzy bronią tego typu wsparcia dla psychiatrii. Buddyści utrzymują, że w każdej jednostce istnieje Natura Buddy. Idea ta zdradza pewne podobieństwa do judeo-chrześcijańskiej koncepcji stworzenia człowieka jako obrazu Boga (xxviii). Cel medytacji może być opisany jako powrót do stanu Adama, gdy ów obraz i podobieństwo [image and likeness] były ze sobą zbieżne. Wraz z upadkiem Adama, podobieństwo to zostało zatracone, a naszym celem jest jego przywrócenie.

Ten zamysł Dalajlama opisuje następująco: "Natura Buddy jest naturalnym stanem ciała i umysłu oczyszczonych ze swych nawykowych zamroczeń. Zarówno gdy pojmowana jest jako zalążek, jak i wtedy, gdy traktuje się ją jako rzeczywistość w pełni obecną, acz tymczasowo zasłoniętą, natura Buddy jest obietnicą, ścieżką i końcowym rezultatem buddyjskiej praktyki oraz podstawą tybetańskiej medycyny. Buddyzm oferuje nieskończone możliwości przezwyciężenia sił ignorancji, chciwości i agresji, które zaciemniają nasz najgłębszy potencjał. W sercu tych wszystkich ścieżek leży jednak proste rozpoznanie faktu, że od samego początku nasza jednostkowa natura nie różni się od natury Buddów" (xxix). Jak pisze Dalajlama: "Od niepamiętnych czasów nasza wewnętrzna natura Buddy była zamglona przez moce niewiedzy, chciwości i złości (gniewu), symbolizowane przez świnię, koguta i węża. Te negatywne impulsy myślowe zaciemniają nasze nieograniczone możliwości i są przyczyną frustrującej transmigracji w obrębie naszego cyklicznego istnienia (xxx). Rozpoznanie tych trzech "trucizn umysłu" w ich najsubtelniejszych przejawach daje wgląd w źródła wszelkich chorób, albowiem wzięcie pod uwagę ich wpływu to pierwszy krok w rozwoju wiedzy. (...) Ostatecznym celem medycyny tybetańskiej jest nie tylko doprowadzenie ciała i umysłu do stanu zdrowia i wewnętrznej równowagi, ale również usunięcie subtelnych fizycznych i mentalnych zanieczyszczeń, które zagłuszają naszą wewnętrzną naturę Buddy. Chodzi o rozwiązanie węzłów uwarunkowania karmicznego tudzież uwolnienie umysłu od ograniczających wzorów myśli i doświadczenia".

Powinno być jasne, że tradycyjna "psychologia", jeśli tak powinno się ją w ogóle nazywać, nie jest w żadnym sensie "naukowa", w każdym razie nie tak, jak współcześnie rozumie się ów termin. Wykorzystanie przez nią technik medytacyjnych ma na celu przełamanie iluzji, według której jesteśmy tylko naszym przejściowym ego, jaźnią - i niczym więcej. Chodzi o wyzwolenie nas z pożądań, które nas niewolą. W medytacji powstrzymanie naszych bezmyślnych impulsów pozwala intelektowi na okiełznanie gniewu i pragnień, które go osaczają. Czasami pokusa gniewu uśmierzana jest łagodnością pragnień, kiedy indziej pożądanie zaspokaja się gwałtownością gniewu. Przechodząc do rzeczy, intelekt rozpoznaje swoją właściwą godność - bycie panem samego siebie - i jest w stanie ujrzeć rzeczy takimi, jakimi są one naprawdę. To dlatego, że otwierają się jego oczy, uprzednio zaślepione przez diabła przy pomocy tyranii żądz. Człowiek otrzymuje łaskę duchowego pogrzebania wraz z Chrystusem, tak więc uwalnia się od rzeczy tego świata i nie jest już dłużej zniewolony zewnętrznym pięknem.

Praktyki medytacyjne stosowane w izolacji i bez zrozumienia ich ostatecznych funkcji niemal nieuchronnie doprowadzą pacjenta do stanu uwięzienia na poziomie psyche, podczas gdy celem życia duchowego jest wydobycie człowieka z psyche na różne sposoby; pozwolenie mu, aby sam ujrzał, iż musi skoncentrować swe życie nie na uczuciach i przeszłych doświadczeniach, ale na Prawdzie. Wiele sekt stosuje techniki medytacyjne w sposób, który niechybnie zamyka ich adeptów w psyche, czego dowodem są niedorzeczne przekonania, jakie narzuca się wyznawcom. Co gorsza, przy pomocy technik medytacyjnych prowadzi się wiernych do akceptacji kierownictwa bytów takich jak Ramantha (xxxi) lub inni "przewodnicy duchowi" - jest ich legion. Zostać uwięzionym na poziomie psyche oznacza spaść w bezdenną studnię ego. Jak nieustannie ostrzegają mistycy, im bardziej jesteśmy w sobie, tym mniej może w nas mieszkać Bóg.
« Ostatnia zmiana: Styczeń 29, 2018, 09:46:12 am wysłana przez Adimad » Zapisane
Adimad
aktywista
*****
Wiadomości: 1234

« Odpowiedz #1 dnia: Styczeń 27, 2018, 13:56:57 pm »

PRZYPISY:

i) "Psychiatric Times", czerwiec 2000. Więcej o autorze cytatu: http://www.wisdompubs.org/author/joseph-arpaia [przyp. red.]

ii) Autor nie podaje źródła tego cytatu, nie udało się nam go odnaleźć. [przyp. red.]

iii) S. Boorstein, "Transpersonal Psychotherapy", American Journal of Psychotherapy, Vol. 54, No. 3, Summer 2000.

iv) Pisarze mistyczni często łączą psyche i ciało w jedno, głosząc przez to, że dwóch istnieje w człowieku. To pozwala św. Pawłowi powiedzieć, że w członkach swych spostrzega prawo przeciwne prawu Ducha (Rz 7, 23).

v) W.N. Perry, "Drug-induced Mysticism: The Mescalin Hypothesis", w: "Psychology and the Perennial Philosophy: Studies in Comparative Religion", World Wisdom 2013 [przyp. red.]

vi) W. N. Perry, "The Mescalin Hypothesis, Challenges to a Secular Society",  Foundation for Traditional Studies, 1996.

vii) Słowa te ("Make perfect thy will") być może da się przetłumaczyć również jako "Uczyń swą wolę doskonałą". Tak czy inaczej, jest to sformułowanie wykorzystane przez T. S. Eliota w "Chórach z <<Opoki>>". Odpowiedni fragment wyraźnie nawiązuje do słów Kryszny z Bhagavadgity w rozmowie trzeciej: "Dlatego, gdyś się już na zawsze z wszelkich więzów uwolnił, wypełniaj czyn, który jest twą powinnością; Tylko ten człowiek to co najwyższe osiąga, który wyzwolonym będąc, z powinności się wywiązuje" (tłum. M. Kudelska, http://bhagavadgita.eu). [przyp. red.]

viii) Odpowiedni fragment znaleźć można pod hasłem "Modlitwa" (Prayer): http://www.newadvent.org/cathen/12345b.htm [przyp. red.]

ix) Sivananda Saraswati (1887 – 1963), hinduski nauczyciel duchowy i lekarz (medyk), przedstawiciel jogi i wedanty. Twórca Stowarzyszenia Życia Bożego (Divine Life Society), autor licznych książek. Pochodził z Tamil Nadu. [przyp. red.]

x) Autor nie podaje źródła tego cytatu. [przyp. red.]

xi) W tym momencie możemy odesłać czytelnika do artykułu "New-Age Techniques vs Prayer in Psychology" J. Davili-Ashcrafta (http://www.paleoorthodoxy.org/2016/02/new-age-techniques-vs-prayer-in.html?m=0). Autor porusza tam kwestie zbliżone do tych, o których pisze R. Coomaraswamy, w szczególności korzysta niekiedy z tych samych cytatów i być może opiera się na niniejszym tekście. Z drugiej strony, stawia następującą tezę: "Podczas gdy hinduista nie będzie miał problemu z akceptacją chrześcijańskiej definicji medytacji, to jednak chrześcijanin nie może przyjąć definicji hinduistycznej, albowiem niesie ona ze sobą bardzo odmienne znaczenie, niezależnie od pozornej spójności. Techniki te [hinduistyczne i buddyjskie] pokazują, że definicja ta jest wręcz antytezą chrześcijańskiej. Rozważmy np. powtarzanie mantry. Większość mantr opiera się na powtarzaniu imion rozmaitych bóstw indyjskich – a przynajmniej taki wątek jest w nich zawarty. Celem nie jest zrozumienie Bożej Woli i bycie kierowanym przez Ducha Świętego na drodze do uświęcenia, ale raczej wypełnienie osoby esencją imion fałszywych bóstw, która – wibrując w psyche i ciele – daje efekt przemieniający. Człowiek jednoczy się w ten sposób z bóstwem, które wzywał poprzez mantrę. Medytacja nie jest zatem środkiem do poznania Bożej woli względem nas, ale raczej narzędziem, przy pomocy którego zostaje się wchłoniętym przez naturę bóstwa, którego imię było powtarzane. Problemy, które wynikają z wykorzystywania mantry, nawet w formach "nie-sekciarskich", są oczywiste".  --- --- --- Jak widać, podejście p. Davili-Ashcrafta jest znacznie bardziej "ekskluzywistyczne" niż postawa dr Coomaraswamy, być może nawet stanowi zawoalowaną polemikę z artykułem naszego autora. Z drugiej strony, nie wiemy, w jaki sposób dr Rama odniósłby się do przytoczonych stwierdzeń – a tego już się nie dowiemy, bo zmarł w roku 2006, będąc wówczas już nie tylko kardiochirurgiem i psychiatrią, ale też księdzem katolickim (sedewakantystą). Wydaje się wszelako, że do samego końca akceptował uniwersalizm czy też pluralizm religijny perennializmu, wyrażający się w przeświadczeniu, że Opatrzność mogła objawić przynajmniej kilka prawowitych tradycji religijnych – i że faktycznie to uczyniła (te tradycje to m.in. chrześcijaństwo katolickie i prawosławne, islam sunnicki i szyicki, buddyzm hinajany i mahajany, hinduizm, taoizm, judaizm rabiniczny). Pogląd ten niewątpliwie jest problematyczny z katolickiego punktu widzenia, choćby dlatego, że umniejsza on wyjątkowość postaci Jezusa Chrystusa, a do tego wymaga rozdziału pomiędzy ezoteryczną i egzoteryczną warstwą religii. Egzoteryczny ekskluzywizm katolicyzmu (czy np. islamu) miałby nie wykluczać się z ezoteryczną jednością. Nie da się jednak rozwinąć tej złożonej problematyki w granicach przypisu. Już sama dyskusja na temat tego, czy hinduizm jest monoteistyczny, politeistyczny, panteistyczny lub panenteistyczny, albo których jego odłamów dotyczą owe określenia i jak należy je rozumieć, zajęłaby całą książkę. Czytelnik może wszelako swobodnie odrzucić podejście perennialistyczne, ale mimo tego uznać za wartościowy i pouczający fakt, że nawet wyznawcy fałszywych religii docierają (w ten czy inny sposób) do pewnych prawd; w tym sensie np. podkreślenie przez chasyda czy hinduskiego guru duchowego aspektu medytacji, w opozycji do traktowania jej tylko jako narzędzie psychofizyczne, stanowi dodatkowy argument za tą samą tezą, rozważaną na gruncie chrześcijańskim. [przyp. red.]

xii) Przynajmniej z punktu widzenia religioznawstwa porównawczego. [przyp. red.]

xiii) Por. przypis xi) – czytelnik może zrelatywizować sobie to pojęcie, tzn. przyjąć, że przynajmniej subiektywnie buddysta czy hinduista przywołuje Boże Imię, tzn. coś, co za takowe uważa. To, co nas najbardziej interesuje, to sposób myślenia o zagadnieniu. [przyp. red.]

xiv) W oryg. "beautiful thoughts". Być może chodzi tu o modne w ostatnich dekadach "pozytywne myślenie", lansowane w wielu poradnikach psychologicznych i motywacyjnych. [przyp. red.]

xv) Autor, kompilator i współautor licznych książek o mistycyzmie żydowskim (judaistycznym): https://www.goodreads.com/author/show/107050.Avram_Davis [przyp. red.]

xvi) "Meditation from the Heart of Judaism", red. A. Davis, Jewish Lights Publ., 1999: "celem medytacji jest przebicie się przez maski, które nas oszukują, przez kłamstwa, które nas krępują, przez nietrwałość, która nas przygnębia – po to, by faktycznie doświadczyć boskości".

xvii) Kwestia "niezależności jaźni" powinna być dobrze zrozumiana. Ani dr Coomaraswamy, ani – zapewne – ortodoksyjny judaista nie negują autentycznego istnienia osoby ludzkiej i nie postulują jakiejś formy panteizmu czy monizmu, według którego całe nasze jestestwo miałoby być li tylko złudzeniem – albo jakimś tymczasowym "skupieniem" na powierzchni jednego Bytu. Chodzi po prostu o to, że z natury stanowimy byty przygodne i niekonieczne, w opozycji do bytu koniecznego, samoistnego i nieuwarunkowanego, jakim jest tylko Bóg. [przyp. red.]

xviii)  Ramana Maharishi (1879 – 1950) – jeden z najbardziej znanych współczesnych guru hinduizmu. Jego nauczanie mieściło się w ramach advaity vedanty. [przyp. red]

xix) Por. przypis xvii). O ile nie jesteśmy pewni, co mieli na myśli nauczyciele cytowani przez autora, o tyle w kontekście wcześniejszych rozważań możemy sądzić, iż dr Coomaraswamy powiedziałby, że nie o panteistyczną anihilację wszelkich aspektów naszej odrębności, a jedynie o oderwanie się od popędów ciała i psyche, które generują niezgodność naszych działań z wolą Bożą. [przyp. red]

xx) "Talks with Sri Ramana Maharshi", T.N. Venkataraman, Tiruvannamalai, 1972

xxi) Ramakrishna Paramahamsa (1836 – 1886) – indyjski mistyk i jogin z tradycji advaity vedanty, wszelako praktykujący także (przynajmniej w pewnym okresie życia) nabożeństwa islamskie i chrześcijańskie. [przyp. red.]

xxii) W podobny sposób Hugon od św. Wiktora naucza, że "dusza ze wszystkimi swymi mocami podzieliła się i rozproszyła wśród rzeczy zewnętrznych. Tak więc dusza ta musi przyzwać do siebie wszystkie swoje siły, zebrać je razem do jednego wewnętrznego dzieła. Jeśi człowiek będzie pracował nad tym wewnętrznym dziełem, będzie musiał wlać wszystkie swe siły do małego zakątka duszy" ("De arca Noe mystica" III. 1). Eckhart mówi: "Człowiek musi trwać w spokoju i ciszy tam, gdzie usłyszeć może Słowo". Podobnie Jakub Boehme: "Porzuć swą własną aktywność, ściśle koncentrując swe Oko na jednym punkcie, zbierz wszystkie swoje myśli i skieruj je ku Centrum, biorąc w zamian Słowo Boga".

xxiii)  http://www.bhagavadgita.eu/?cat=19, rozmowa szósta, wers 19, tłum. I. Szuwalska. [przyp. red.]

xxiv)  William Law (1686 – 1761), duchowny anglikański. Znany m.in. z tego, że utracił swe stanowisko na uniwersytecie w Cambridge po tym, jak odmówił złożenia przysięgi uzurpatorowi Jerzemu I z dynastii hanowerskiej. Nie pozwalało mu na to sumienie, ponieważ był jakobitą – wiernym Domowi Stuartów. Poza tym autorem rozmaitych książek nt. pobożności oraz badaczem mistyki Jakuba Boehme. [przyp. red.]

xxv) Źródłem tego cytatu jest książka W. Lawa "The grounds and reasons of Christian Regeneration or the New-Birth wydana w roku 1760. [przyp. red.]

xxvi)  Autor nie podaje źródła. Cytat ten w oficjalnym polskim tłumaczeniu wygląda tak: "Pytają ludzie, co płonie w piekle? Mistrzowie odpowiadają na ogół, że jest to własna wola."(Kazanie 5b, w: Mistrz Eckhart, "Kazania", tłum. W. Szymona OP, W Drodze 1986). Nawiasem mówiąc, Eckhart zaraz potem dodaje, nie tyle kontrując zdanie "mistrzów", ile je uzupełniając: "Ja jednak twierdzę, zgodnie z prawdą, że w piekle płonie <<nie>>. (...) Owo <<nie>> dręczy dusze w piekle bardziej niż własna wola czy ogień. Zaprawdę mówię wam: na ile masz w sobie "nie", na tyle jesteś niedoskonały". [przyp. red.]

xxvii)  Adaptacja słów, które Chrystus wypowiedział do Katarzyny ze Sieny.

xxviii)  Jest to oczywiście kwestia dyskusyjna: temat dla teologów, filozofów i religioznawców, a najlepiej – dla autorów specjalizujących się we wszystkich trzech dziedzinach. [przyp. red.]

xxix)  Autor nie podaje źródła tego cytatu, nie udało się nam go też zlokalizować przy pomocy kwerendy w Google. Prawdopodobnie chodzi o obecnego dalajlamę, Tenzina Gyatso. [przyp. red.]

xxx) Wypada tu dodać, że sam Rama Coomaraswamy z pewnością nie głosił idei reinkarnacji, w szczególności rozumianej jako transmigracja duszy, tj. metempsychoza. Po pierwsze, wyklucza się to z katolicyzmem, po drugie – na gruncie hinduizmu koncepcja transmigracji nie ma podstaw w najstarszych tekstach "objawionych", tj. w sanhitach i brahmanach Wed (np. w Rygwedzie), aczkolwiek pojawia się w upaniszadach, czyli młodszych komentarzach. Koncepcję transmigracji odrzucał np. ojciec  dr Ramy, Ananda, który praktykował hinduizm, por. jego "Wedanta i tradycja zachodnia": "Oto tak zwana "indyjska doktryna reinkarnacji": jest tym samym, co grecka doktryna metasomatosis i metempsychosis; jest tym, co chrześcijańska doktryna naszej preegzystencji w Adamie "w odniesieniu do cielesnej substancji i zalążkowego wzoru" (...). Tylko fakt tego rodzaju transmisji cech psychofizycznych może uczynić spójnym to, co w religii nazywa się dziedziczeniem grzechu pierworodnego. (...) Czy muszę mówić, że to nie jest doktryna reinkarnacji? [tzn. że ta właściwa nie jest tą pojętą wulgarnie i popularnie] Czy muszę mówić, że doktryna o reinkarnacji, według której cały byt i osobowość człowieka, który raz żył na Ziemi i później umarł, odrodzą się z innej ziemskiej matki, nigdy nie była wykładana w Indiach, nawet w buddyzmie (...)? W brahmanach, tak samo zdecydowanie jak w Starym Testamencie, powiedziane jest wprost, że kto raz opuścił ten świat, ten opuścił go na zawsze i nie ujrzymy go wśród żywych. Nie twierdzę, że wiara w reinkarnację nigdy nie była głoszona w Indiach. Mówię jedynie, że taka wiara mogła wynikać jedynie z powszechnego niezrozumienia symbolicznego języka tekstów [świętych], mówię, że pogląd współczesnych uczonych i teozofów jest rezultatem równie naiwnej i ignoranckiej interpretacji tychże tekstów. Jeśli pytacie, jak taki błąd mógł powstać, zapytam was o następujące zdania ze św. Tomasza Akwinaty i św. Augustyna: że byliśmy w Adamie "według cielesnej substancji i zakodowanych prawzorach" [according to bodily substance and seminal virtue], że "ciało człowieka wpierw istniało w dziełach utworzonych w postaci zakodowanych prawzorów" [Summa Th., O Człowieku, Q. 91, art. 2], "Bóg nie rządzi światem bezpośrednio, ale również przez przyczyny pośrednie, a gdyby tak nie było, to świat pozbawiony byłby doskonałości przyczynowości", "Jak brzemienna matka ma swe nienarodzone potomstwo, tak świat sam w sobie pełen jest przyczyn niezrodzonych jeszcze rzeczy", "Los stworzeń jest w nich zawarty". Gdyby to były teksty wybrane z upaniszad czy pism buddyzmu, czy rzeczywiście widzielibyście w nich nie tylko to, co w nich jest, tj. doktrynę karmy, ale w dodatku doktrynę "reinkarnacji"? Przez "reinkarnację" rozumiemy tu odrodzenie całego bytu i osoby zmarłego. Uważamy to za niemożliwe, z dobrych i wystarczających powodów metafizycznych. (tłum. ATW). [przyp. red.]

xxxi)  Prawdopodobnie chodzi tu o Ramthę – byt duchowy, który rzekomo objawia się pani J. Z. Knight drogą channelingową. Jest to jeden z najsłynniejszych przypadków channelingu  w światku new-age. Ramtha określa się (a przynajmniej tak podaje pani Knight) jako duch wojownika żyjącego 35 tys. lat temu na zaginionym kontynencie Lemuria. [przyp. red.]
« Ostatnia zmiana: Styczeń 29, 2018, 09:47:56 am wysłana przez Adimad » Zapisane
Marc
uczestnik
***
Wiadomości: 209

Bóg cię kocha!

« Odpowiedz #2 dnia: Styczeń 27, 2018, 19:52:18 pm »

Cytuj
Współczesna literatura psychiatryczna pełna jest wiadomości o zbawiennym wpływie różnych form medytacji na zdrowie psychiczne pacjentów.

Mojemu znajomemu lekarz psychiatra zalecił słuchanie chorału gregoriańskiego. I tym sposobem odkrył mszę trydencką.
Zapisane
Adimad
aktywista
*****
Wiadomości: 1234

« Odpowiedz #3 dnia: Styczeń 29, 2018, 08:36:06 am »

Nawiasem mówiąc, warto zauważyć, że autor artykułu prezentuje punkt widzenia poniekąd odwrotny niż rozmaici "nasi" propagatorzy ćwiczeń jogicznych i innych tego rodzaju praktyk. To znaczy: nieraz na forach katolickich, zarówno "tradsowskich", jak i "modernistycznych" czy "charyzmatycznych" można spotkać się z poglądem mniej więcej takim: "Ale, ale, ale, bo my to sobie tę jogę ćwiczymy, tyle że w oderwaniu od jej wymiaru filozoficzno-religijnego i właśnie dlatego jest to w porządku, bo wiecie, same tylko ćwiczenia fizyczne, pozycje ciała, kontrola oddechu, żadnych wierzeń, czysta psycho-fizyka". --- No, a dr Rama pisze, że właśnie takie podejście jest najbardziej szkodliwe i problematyczne, ponieważ te "techniki" (zarówno jogiczne, jak i - tym bardziej - mantrowe; tudzież 'pusta' medytacja zen) są osadzone w swoich kontekstach, w tym, co Anglosasi nazwali 'frameworkiem'. Albo raczej: powinny być osadzone (choćby i w tym tylko sensie, że z dwojga złego lepiej, jeśli...).

Oczywiście ktoś mógłby teraz powiedzieć: No, ale zaraz, czyli pan, panie Adimad, po raz kolejny sączy w nas jakieś trucizny i teraz doszedł pan do tego, że każe nam przechodzić na hinduizm, jeśli chcemy sobie powyginać nasze stare gnaty albo poćwiczyć regularność oddychania?. Tylko że nie. Po pierwsze, ani np. ja, ani tym bardziej dr Rama, nie moglibyśmy nikogo namawiać do przechodzenia na hinduizm czy buddyzm, będąc przecież katolikami, zobowiązanymi do ewangelizacji; na hinduizm, czyli fałszywą, bądź co bądź, religię; --- Po drugie, praktykowanie hinduizmu poza Indiami i ich systemem kastowym, czy nawet ich geografią, jest w zasadzie bez sensu (no cóż, m.in. dlatego Rama przeszedł na katolicyzm...). Tak więc, jeśli ktoś "sprzedaje" na Zachodzie hinduizm zblazowanym Europejczykom i Amerykanom - to jest to podwójnie złe. --- --- No, ale w takim razie wniosek byłby taki, że skoro "jeśli już bawić się w jogę, medytację zen i praktyki taoizmu, to będąc hinduistą / buddystą / taoistą", a jednocześnie nie powinniśmy zostawać hinduistami / buddystami / taoistami - - - to znaczy, że mamy dać sobie spokój z jogą, medytacją zen i ćwiczeniami taoistycznymi...? Najwyraźniej tak: I think priests getting involved with yoga are being silly (Rama Coomaraswamy).
« Ostatnia zmiana: Styczeń 29, 2018, 08:42:27 am wysłana przez Adimad » Zapisane
Strony: [1] Drukuj 
Forum Krzyż  |  Traditio  |  Katolicki punkt widzenia  |  Wątek: Wykorzystanie technik medytacyjnych w psychiatrii [zagrożenia, konteksty] « poprzedni następny »
 

Działa na MySQL Działa na PHP SMF 2.0.11 | SMF © 2014, Simple Machines Prawidłowy XHTML 1.0! Prawidłowy CSS!