Forum Krzyż
Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.
Lipiec 16, 2020, 19:14:04 pm

Zaloguj się podając nazwę użytkownika, hasło i długość sesji
Szukaj:     Szukanie zaawansowane
www.UnaCum.pl
                   www.facebook.com/unacumpl
Centrum Informacyjne
Ruchu Summorum Pontificum
218045 wiadomości w 6282 wątkach, wysłana przez 1557 użytkowników
Najnowszy użytkownik: paulie
Strona główna Pomoc Szukaj Zaloguj się Rejestracja
Forum Krzyż  |  Traditio  |  Katolicki punkt widzenia  |  Wątek: Wolfgang Smith - książki [nauka i wiara]
« poprzedni następny »
Strony: 1 2 3 [4] Drukuj
Autor Wątek: Wolfgang Smith - książki [nauka i wiara]  (Przeczytany 5413 razy)
Adimad
aktywista
*****
Wiadomości: 1212

« Odpowiedz #45 dnia: Kwiecień 19, 2020, 06:17:19 am »

No więc czytam sobie tego Wolfganga Smitha. I jednak rozczarowuje. To znaczy: czyta się to fajnie, a same dywagacje metafizyczne są ciekawe - w każdym razie jako skrót i kompilacja znanych skądinąd tez. Ciekawe są też obietnice i zamiary Smitha, czyli rekonstrukcja nauki w taki sposób, by ocalić "tradycyjną metafizykę", tj. tomistyczno-arystotelesowską; mało tego - aby uczynić ją fundamentem owej zrekonstruowanej nauki, a w gratisie utrzymać jeszcze "eliadowskie" widzenie świata, tj. przez pryzmat mitu, rytuału i symbolu. Czyli obietnica jest znacznego kalibru. Z początku czytelnik może mieć nadzieję na to, że po przeczytaniu książek Smitha wejdzie z podniesioną głową na teren Akademii, i to Akademii-Tej-Od-Science, przedstawi ten program, powie jak go zrealizować i wykaże, że tradycjonaliści też potrafią doszlusować do nowoczesnej nauki, nie tracąc swojego tradycjonalizmu.

Tylko że nie. Oto bowiem Smith nie buduje metafizycznej podkładki pod rzeczywistą współczesną naukę - taką, jaka ona jest, albo w najlepszym razie robi to tylko częściowo. De facto natomiast ułatwia sobie zadanie: bo zamiast rekonstrukcji nauki mamy jej podmiankę na coś bliskiego enuncjacjom młodoziemskich kreacjonistów, z tą może różnicą, że Smith robi to w lepszym stylu i argumentując w bardziej wysublimowany sposób, przynajmniej na pozór. Bo - w przeciwieństwie do protestantów - Smith lubuje się w kosmicznych symbolizmach, numerologii, chórach i sferach. A potem już jest z górki: literalnie pojęty geocentryzm, literalnie pojętych sześć dni stworzenia (razy 24h, z ciałami niebieskimi czwartego dnia), kilka tysięcy lat jako całe dzieje Wszechświata, Potop jako katastrofa autentycznie dotycząca całej Ziemi etc. Do tego dochodzą stare młodoziemskie wynalazki typu wodny firmament na niebie jako źródło wód potopowych, podważanie kolumny stratygraficznej, obalanie datowania radiowęglowego plus alternatywne teorie wyjaśniające, jak to jest, że jednak widzimy światło "sprzed miliardów lat", co począć z mikrofalowym promieniowaniem tła - i jak to było z tymi dinozaurami.

Smith nieraz dość trafnie krytykuje współczesną naukę za stawianie ad hoc hipotez takich, "żeby pasowały do danych" i żeby pasowały do nieweryfikowalnego naturalizmu metodologicznego ("brakuje nam masy, to ją dodajmy i powiedzmy, że jest ciemna"), ale ta kpina nie przeszkadza mu z powagą powoływać się na argumenty typu: "Było sześć dni, bo tak jest w Piśmie, a należy to czytać w pierwszym rzędzie literalnie, ponieważ tak czynili najwięksi Ojcowie Kościoła, ci zaś byli świątobliwi i z pewnością mieli lepszy od nas insight metafizyczny".

Z kolei rdzeniem jego teorii fizycznej jest dość osobliwy podział na "physical" i "corporeal" (objects), gdzie obiekty fizyczne to miałyby być te "badane przez profańską naukę" i w pełni "kwantyfikowalne", natomiast im z kolei odpowiadają obiekty "korporealne", niby to ich "prawdziwe odpowiedniki", będące rzeczami "całościowymi" i wyposażonymi w niemierzalne, lecz "dostrzegalne" vel "uchwytywalne" jakości, a nie tylko agregatami cząsteczek i energii. Tak to mniej więcej zrozumiałem, ale w rzeczywistości trudno to lepiej zrozumieć, ponieważ ten podział jest bardzo arbitralny, co zostało dobrze naświetlone tu: https://www.geocentrismdebunked.org/when-is-an-apple-not-an-apple/ --- Smith, o ile dobrze rozumiem, twierdzi, że obiekty "korporealne" są "postrzegalne" i "namacalne" przez nas, a fizyczne niekoniecznie - i dlatego te pierwsze to jest autentyczna rzeczywistość, a już np. niedostrzegalne cząsteczki nie istnieją w ten (korpo)realny sposób, tylko jakoś "pośrednio", dzięki pomiarom. Tak samo istnieje "korporealne", "autentyczne" jabłko i jego licha reprezentacja fizyczna, wyrażalna w terminach zakresu odbijanych fal elektromagnetycznych, składu chemicznego etc.

To wszystko jest mega-arbitralne, bo co Smith by począł ze świadomym stworzonkiem, które miałoby wbudowany w swój organizm jakiś biologiczny mikroskop skaningowy, czy inny czytnik, pozwalający rozpoznawać cząsteczki niezauważalne dla człowieka? Można zapytać, czy np. dla Smitha ultrafiolet jest mniej realną "jakością" niż czerwień. Prawdopodobnie klasyfikacja Smitha wynika z jego chrześcijańskiego antropocentryzmu: nie zdziwiłbym się, gdyby uważał, że wzrok (zdrowego) człowieka widzi rzeczywistość bardziej "obiektywnie" niż wzrok muchy albo szczątkowy wzrok kreta.

No i na tej teorii Smith buduje swoją interpretację fizyki kwantowej, która w skrócie wygląda tak, że dopóki nie otworzymy tego pudełka z kotem, to kot istnieje w stanie potencji, a w momencie otwarcia Absolut / Bóg dokonuje jego aktualizacji, tj. aktualizacji którejś opcji, co Smith nazywa "wertykalną przyczynowością". To nawet nie jest takie głupie, ale w linkowanym wyżej tekście nazwano to "interpretacją kopenhaską w terminach św. Tomasza", czyli z kolei czymś nie aż tak odkrywczym, jak mogłoby się wydawać.

No i tak to sobie powolutku wygląda. Szkoda, że p. Smith już pewnie nie zdąży znacząco zrewidować swoich tez, bo trzyma się ich raczej usilnie, a do tego ma już 90 lat. Podobnie jak S. H. Nasr, który w swoim czasie postawił taki postulat (który cytowałem już wyżej):

One might say that the most immediate task at hand is the creation of a sacred science of the cosmos which would not necessarily negate what  modern  science  has  discovered  but  provide  another  type  of  knowledge of the cosmos rooted in its sacred reality. (...). It would provide a sacred  view  of  nature,  now  being  so  mercilessly  desecrated  and  one  might say even murdered in the act which is now being called ecocide. It  would  also  provide  a  knowledge  of  the  cosmos  which  could  discern between the aspects of modern science that correspond to some aspect of physical reality and those that are merely conjecture parading as science. It could also provide a domain of discourse between spirituality and science without destroying or mutilating the orresponding realities involved.

Ale on też go nie zrealizował :-(

Osobny problem to fakt, że przynajmniej takie książki jak "Wisdom of Ancient Cosmology" czy "Cosmos & Transcendence" to nie są jakieś potężne dzieła naukowe, ale raczej luźne popularnonaukowe eseje, które wiele zagadnień poruszają w sposób li tylko powierzchowny.
« Ostatnia zmiana: Kwiecień 19, 2020, 13:56:09 pm wysłana przez Adimad » Zapisane
Adimad
aktywista
*****
Wiadomości: 1212

« Odpowiedz #46 dnia: Kwiecień 19, 2020, 11:38:37 am »

Projekt sam w sobie nie jest zły: projekt pogodzenia myślenia, które Smith nazywa "przed-kartezjańskim" (on uważa, iż daleką i zarazem nieuchronną konsekwencją kartezjanizmu był praktyczny materializm i naturalizm metodologiczny) z ... no właśnie: z nauką, z miliardami lat świetlnych, z atomami i kwarkami etc. Na to bym poszedł. Ale Smith zamiast tego robi to, o czym pisałem wyżej: próbuje przenosić metafizyczne wzorce bezpośrednio na fizyczne; więc jeżeli Ziemia i człowiek są szczególne i wyróżnione, to nie ma rady: musi Ziemia rezydować w środku kosmosu jak żarówka w kloszu. I tak dalej. Zresztą nie zawsze jest w tym konsekwentny (na szczęście): np. akceptuje poprawność fizyki relatywistycznej i fakt, że można sobie dowolnie wybrać centrum układu współrzędnych, ale dodaje, że to jest tylko physical reality, natomiast korporealnie panuje geocentryzm :D

To smutne, ale na tym tle bardziej przekonujący są o-jakże-modernistyczni myśliciele w stylu Hellera czy Życińskiego, upatrujący śladu Boga w równaniach fizyki, a nie w obracających się sferach niebieskich, jakoby namacalnych. Tylko westchnąłem, kiedy zobaczyłem, że długi wywód Smitha o latach świetlnych i kosmosie zamienia się w słabo tylko zawoalowaną sugestię, że w sumie to nic o tych różnych gwiazdach nie wiemy, bo mamy tylko ich "physikalne" światło, a tymczasem trzeba spojrzeć korporealnie, boć już św. Augustyn pisał, że gwiazdy są zbudowane z "incorruptible" materii etc.

Sztuką byłoby pokazanie, jak zjeść ciastko (czyli przyjąć rezultaty nowoczesnej nauki w dziedzinie astronomii, fizyki, chemii, fizyki cząstek elementarnych, do pewnego stopnia w obszarze ewolucji lub przynajmniej ewolucji Wszechświata - minus ew. to, co zadekretował jako obowiązujące Pius XII w 'Humani generis') - i jednocześnie mieć ciastko (czyli zachować pre-nowoczesny koncept "całościowej nauki", bez ciasnego naturalizmu, bez brutalnego podziału na "fizykę" i "metafizykę"). Niestety, nie powiedziałbym, że Smithowi się to udaje. Inna sprawa, że ja nawet nie wiem, co to do końca miałoby znaczyć. Gdybym wiedział, to już bym zaczął działać.

A tu nas dzielny ks. Grygiel: http://www.isnature.org/Events/2008/Summer/Readings/Grygiel2001_QM.pdf - na temat Smitha i nie tylko.
« Ostatnia zmiana: Kwiecień 19, 2020, 16:24:17 pm wysłana przez Adimad » Zapisane
Strony: 1 2 3 [4] Drukuj 
Forum Krzyż  |  Traditio  |  Katolicki punkt widzenia  |  Wątek: Wolfgang Smith - książki [nauka i wiara] « poprzedni następny »
 

Działa na MySQL Działa na PHP SMF 2.0.11 | SMF © 2014, Simple Machines Prawidłowy XHTML 1.0! Prawidłowy CSS!