Forum Krzyż
Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.
Październik 21, 2020, 12:38:07 pm

Zaloguj się podając nazwę użytkownika, hasło i długość sesji
Szukaj:     Szukanie zaawansowane
www.UnaCum.pl
                   www.facebook.com/unacumpl
Centrum Informacyjne
Ruchu Summorum Pontificum
219352 wiadomości w 6333 wątkach, wysłana przez 1568 użytkowników
Najnowszy użytkownik: studiob
Strona główna Pomoc Szukaj Zaloguj się Rejestracja
Forum Krzyż  |  Disputatio  |  Sprawy ogólne  |  Wątek: Józef Szaniawski nie żyje. Spadł w przepaść
« poprzedni następny »
Strony: [1] Drukuj
Autor Wątek: Józef Szaniawski nie żyje. Spadł w przepaść  (Przeczytany 1701 razy)
binraf
aktywista
*****
Wiadomości: 1235


« dnia: Wrzesień 04, 2012, 23:24:19 pm »

http://pl.wikipedia.org/wiki/J%C3%B3zef_Szaniawski_%28dziennikarz%29

Wieczny odpoczynek racz mu  dać, Panie, a światłość wiekuista niechaj mu świeci. Niech odpoczywa w pokoju. Amen.
Zapisane
Wolność gospodarcza jako źródło sukcesu. Etyka jako fundament wolności.
PTRF
aktywista
*****
Wiadomości: 2126


« Odpowiedz #1 dnia: Wrzesień 06, 2012, 20:44:05 pm »

Cytuj
PORTRET JÓZEFA SZANIAWSKIEGO

Na antenie elektronicznych mediów ojca Rydzyka i w „Naszym Dzienniku”, furorę robi Józef Szaniawski, „profesor politolog-sowietolog”, ideologiczny neofita, których ksiądz dyrektor tak bardzo lubi wyciągać z polityczno-towarzyskiego niebytu(patrz – Jerzy Robert Nowak itp.). J. Szaniawski był w latach 1970-1985 redaktorem w PRL-owskiej Polskiej Agencji Prasowej(PAP)

, udzielając się jednocześnie jako działacz w Towarzystwie Przyjaźni Polsko-Radzieckiej(TPPR). Prawdopodobnie od 1973 roku redaktor Szaniawski począł współpracować z Radiem Wolna Europa(RWE), przekazując Nowakowi-Jeziorańskiemu, Michałowskiemu i Najderowi(kolejnym dyrektorom Rozgłośni Polskiej RWE) w czasie służbowych wizyt na zgniłym Zachodzie różne prasowe informacje z kraju, których nie zdążyła jeszcze obrobić cenzura. Kamuflował się znakomicie, korzystając ze świetnego materialnie statusu wiernego PRL-owskiej władzy dziennikarza i aktywisty TPPR. Nie miał żadnych kłopotów z paszportami i wyjazdami, nawet po ogłoszeniu stanu wojennego, bez żadnych trudności przeszedł też weryfikację zawodową – obowiązkową po militarnym przewrocie Jaruzelskiego. Niemrawe tajne służby PRL namierzyły go dopiero w 1985 r. Szaniawskiego oskarżono przed sądem wojskowym o szpiegostwo na rzecz USA i skazano na 10 lat więzienia.
W związku z tą odsiadką istnieją pewne niejasności. Szaniawski został wypuszczony na wolność, dopiero cztery miesiące po objęciu władzy przez ekipę Tadeusza Mazowieckiego. Jakim cudem Zachód i Amerykanie nie protestowali przeciwko więzieniu w „wolnej” już Polsce, niewątpliwie swego zaufanego człowieka; jeżeli nie szpiega, to wiernego przyjaciela Bonn, Londynu, a co najważniejsze Waszyngtonu? W areszcie śledczym na Mokotowie, Szaniawski napisał 4 października 1985 r. szokujący list-podanie do szefa Wojskowej Służby Wewnętrznej(WSW – w tym kontrwywiadu wojskowego), generała dywizji Edwarda Poradki, którego fragmenty - na tle wzajemnych animozji „korników” z „niepodległościowcami” - opublikowała 16-02-2005 „Gazeta Wyborcza”:
---------------
„Aby powstać każdy człowiek podeprzeć się musi w tym miejscu, gdzie upadł”
Juliusz Cezar

Szanowny Obywatelu Generale!

Zwracam się do Obywatela Generała z serdeczną prośbą o dopomożenie mi w sytuacji, w jakiej się znalazłem, a jednocześnie rozważenie, czy moja osoba nie byłaby przydatna dla celów i działalności organów podległych Obywatelowi Generałowi. To motto, które zacytowałem na wstępie,(...) stanowi wyraz mojej skruchy i głębokiego żalu z powodu tego, co zrobiłem. Jest to żal i skrucha prawdziwa, a tym prawdziwsza, że nie bierna, tylko czynna. Nie biernym siedzeniem w więzieniu, ale czynną działalnością za pośrednictwem MSW chcę odpokutować swoje czyny. I właśnie dlatego zwracam się do Obywatela Generała, aby stworzył mi taką szansę : serdecznie proszę nie kierować mej sprawy do sądu. Chcę „powstać” dokładnie tam, gdzie upadłem. Chcę działać, a myślę, że potrafię przeciwko Radiu Wolna Europa, jeśli to będzie możliwe w Monachium lub jeśli nie, to w kraju. A jeśli i to jest niemożliwe, to chcę współpracować z MSW przeciwko wrogom Polski Ludowej, w tym zwłaszcza przeciwko wywiadowi amerykańskiemu i opozycji wewnętrznej. Obywatelu Generale, pragnę zapewnić, że to co piszę, nie jest li tylko wynikiem tego, że siedzę w więzieniu, że nie jest to podanie swoistą bezczelnością z mojej strony, tylko świadomą, ideową decyzją.(...)

Tuż przed tzw. wydarzeniami marcowymi w 1968 roku sam i z własnej inicjatywy zgłosiłem się do mojego znajomego mjr. Płatka z KD MO Warszawa Mokotów, aby mu zrelacjonować ówczesną sytuację w środowisku studenckim na UW. Następnie powtórzyłem to samo dwu pracownikom SB, których major zaprosił specjalnie na drugi dzień. Nie muszę dodawać, że byłem oczywiście przeciwnikiem tworzącej się już wtedy opozycji KOR-owskiej - właśnie na Wydziale Historii UW.

Szanowny Obywatelu Generale

Biorę na siebie odpowiedzialność za to, co rzeczywiście zrobiłem. Niczemu nie zaprzeczam, ale w historii zdarzało się, że winnym zamieniano karę na pokutę(nie religijną oczywiście - tylko polityczną, wojskową itp.). O to proszę. Postaram się zasłużyć na wyrozumiałość, wspaniałomyślność i także na zaufanie, o które proszę. To w kwestii moralnej. Natomiast w kwestii
politycznej : kto w 1985 r. w dającej się przewidzieć przyszłości jest wrogiem PRL, socjalizmu. Ja?

Może to władze w 1968, 1973, a także obecnie w 1985 nie potrafiły wykorzystać mnie jako ideowego współpracownika. Może to nie tylko ja zrobiłem błąd, ale i władze(w tym MSW), które wypuściły z Polski Najdera, Kalabińskiego i innych, przez lata nie poznając się na ich rzeczywistych poglądach i działalności.(...)

Chciałem podkreślić raz jeszcze, że nigdy nie byłem i nie jestem wrogiem Polski Ludowej, ustroju socjalistycznego, sojuszu PRL-ZSRR. Wręcz odwrotnie. Dawałem temu wyraz zarówno jako działacz młodzieżowy, na studiach na UW, jak w okresie mojej działalności zawodowej i społecznej w PAP, PA Interpress, TPPR, Centrum Kształcenia Ustawicznego. Nawet w moich kontaktach z redaktorami RWE : Trościanką i Ptaczkiem.(...)Chciałem ujawnić władzom moją współpracę z RWE już właściwie w 1981 r., kiedy zrozumiałem bezsens swej działalności, ale nie miałem odwagi(...). Chciałem ujawnić swoją współpracę z RWE zarówno dlatego, że uważałem to za swój błąd życiowy i chciałem się od tego uwolnić, jak i ze względu na swoją działalność po 1980 r. z pobudek ideowo-politycznych. Wreszcie wchodziły w grę względy rodzinne, gdyż obawiałem się o karierę artystyczną mojej żony(Halina Frąckowiak), która nie orientowała się w mych kontaktach z RWE, ale za to znała moje negatywne poglądy na temat KOR, KPN i opozycji, i poparcie dla generała Jaruzelskiego(nawet nasz 5-letni syn Filip je znał).(...) Potrafiłem przekonywać na rzecz Polski Ludowej, socjalizmu i sojuszu z ZSRR całe grupy dorosłych i młodzieży. Czyniłem to sam z własnej inicjatywy, własnych przekonań polityczno-ideowych. Nikt mi tego nie kazał robić i nie udzielał instrukcji(...). Już po wprowadzeniu stanu wojennego(około 20 XII 1981) zgłosiłem się do sekretarza generalnego ZG TPPR - sam z własnej inicjatywy, by omówić z nim, jak w zmienionych warunkach propagować przyjaźń polsko-radziecką.(...) Wpłynąłem na moją żonę(Halinę Frąckowiak), aby nie ulegała presji większości środowiska artystycznego i nie brała udziału w bojkocie TV. Odwrotnie, uczestniczyła Ona w wielu ważnych dla władz w tym czasie imprezach polityczno-artystycznych.

Proszę przyjąć moje zapewnienie, że tak szczerze żałuję mojej współpracy z RWE, tak samo szczerze chcę się teraz zrehabilitować, jeśli tylko Obywatel Generał znajdzie dla mnie taką możliwość i szansę. Proszę o wnikliwe rozpatrzenie wszystkich za i przeciw, pozostaję z wyrazami szacunku.

Józef Szaniawski
--------------
O ile wiadomo, Szaniawski nigdy nie zaprzeczał, że taki list napisał, lecz nikogo z„niepodległościowców” jakoś to nie obchodziło i jego autor począł obnosić się ze swą groteskową piłsudczyzną, skrajną antyrosyjskością, przyjaźnią z pułkownikiem Ryszardem Kuklińskim i serwilizmem wobec USA, czym zaskarbił sobie uznanie środowisk z okolic „jedynych patriotów” , jako „ostatni więzień polityczny PRL”. Wszystko wskazuje na to, iż mamy do czynienia z osobą co najmniej nieszczerą, jeżeli nie z kimś gorszym. Złapany i zagrożony wysokim wyrokiem, Szaniawski wprost deklaruje zrobienie wszystkiego, aby tylko uniknąć więzienia. Przedstawia się w czerwonej aureoli bezwzględnie wiernego socjalizmowi pretorianina, który tak naprawdę nie znosi RWE i opozycji – gotowy to udowodnić na każdym polu ideologiczno-politycznej bitwy. W popieranie swojej lojalności względem władz PRL, wciąga rodzinę z kilkuletnim synem włącznie. Odkrywa własne zasługi dla służb w okresie wydarzeń marcowych z 1968 r. Tutaj pojawia się nazwisko majora MO Płatka. Jeżeli jest to późniejszy naczelnik IV Departamentu MSW ds. niszczenia Kościoła katolickiego, generał brygady MO Zenon Płatek, zamieszany w zamordowanie 19 października 1984 r. księdza Jerzego Popiełuszki, to sprawa sięga dna moralnej zgnilizny. Daty są ważne, bo swój list Szaniawski napisał długo po tej tragedii, wiedząc doskonale o roli Płatka(jeśli mowa jest o TYM Płatku) w mordzie na ks. Popiełuszce. Gdy przyjmiemy, że powyższy list-podanie stanowi autentyk napisany przez Józefa Szaniawskiego(a jak wspomniałem, tenże nigdy temu nie zaprzeczył), to jego autor zdyskredytował się w oczach uczciwych ludzi bezpowrotnie i bezwzględnie. Gotowy był sprzedać siebie i każdego za własną wolność. Demaskuje się przed nami człowiek słaby i fałszywy, który w wypadku zmiany politycznej koniunktury może pisać listy dziękczynne do kogokolwiek i służyć komukolwiek – stalinistom, szamanom kultu Woo-Doo, przybyszom z kosmosu albo trockistom.
Prawdopodobnie Szaniawski siedział w więzieniu zbyt długo, ponieważ Waszyngton i Moskwa nie wiedziały, jakich delikwent wybierze protektorów i wstrzymywały Warszawę przed decyzjami w rzeczonej kwestii. Jednak Związek Sowiecki zaczął definitywnie tracić siły i rozpadać się na dobre, więc sytuacja uległa wyjaśnieniu i nasz bohater opuścił celę jako fanatyczny zwolennik Stanów Zjednoczonych. Dobrał sobie również odpowiedniego kolegę, pułkownika LWP i US Army,Ryszarda Kuklińskiego, który uwiarygodnił go z powodzeniem za oceanem,co również wygląda dość podejrzanie. Trudno w tej sprawie o jakieś pogłębione komentarze, po prostu widzimy z jakich egzemplarzy składa się obóz,który rości sobie prawa do pouczania nas w kwestiach dotyczących tak fundamentalnych pojęć jak interes narodowy i patriotyzm.

ROBERT LARKOWSKI
http://infonurt3.com/index.php?option=com_content&view=article&id=2673:zabawa-w-dobrych-i-zych-komunistow&catid=44:sensacje&Itemid=53
 
Zapisane
"Kto tradycji nie szanuje
 Niech nas w dupę pocałuje"
/kawaleryjskie/
PTRF
aktywista
*****
Wiadomości: 2126


« Odpowiedz #2 dnia: Wrzesień 06, 2012, 20:45:51 pm »

Cytuj
Kim pan jest, panie Szaniawski?

17.04.2012
 Na salonach TV Trwam, Radia Maryja oraz w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu od wieków bryluje Józef Szaniawski. Jak sam o sobie mówi - ostatni polityczny więzień PRL-u i najbliższy przyjaciel narodowego bohatera pułkownika Ryszarda Kuklińskiego. Wydawałoby się ideał Polaka-patrioty. Występuje, publikuje, dyskutuje, odsądza od czci i wiary zarówno postkomunistów, jak i liberałów spod znaku PO. Zwany profesorem, jest postrzegany jako autorytet moralny i niekwestionowany ekspert w dziedzinie problemów amerykańskich i polskiej historii. Ale nie wszystko złoto, co się świeci...

Wpadła mi ostatnio w ręce ciekawa książeczka Tadeusza Fredro-Bonieckiego pt. Zwycięstwo księdza Jerzego. Rozmowy z Grzegorzem Piotrowskim. Wydana na progu tzw. demokracji w Polsce, w roku 1990. Zamieszczone są tam dwa passusy odnoszące się do postaci Józefa Szaniawskiego. Przytaczam poniżej oba:

1. Cała obsada władz więziennych, prokuratury, MSW była z klucza PZPR. Na Rakowieckiej funkcjonował jeszcze pawilon III - oddział Biura Śledczego MSW. Pikanterii dodwał fakt, że głos mój wówczas swobodnie rozbrzmiewał na falach Radia Wolna Europa, a w więzieniu w Barczewie nadal trzymany był skazany w czasie stanu wojennego za współpracę z RWE redaktor Józef Szaniawski. Nie śpieszono się także z rewizją sprawy skazującej dyrektora RWE Zdzisława Najdera na karę śmierci. str. 193.

2. Podczas spotkania 13 marca 1990 roku wymieniliśmy z Grzegorzem Piotrowskim uwagi na temat działań podjętych przez pułkownika Adama Pietruszkę odsiadującego wyrok w więzieniu w Barczewie. W bibliotece sejmowej spotkałem posła Aleksandra Małachowskiego, który zaproponował mi skonfrontowanie informacji uzyskanych od Grzegorza Piotrowskiego z relacją Józefa Szaniawskiego, dziennikarza, który w połowie grudnia 1989 roku opuścił więzienie w Barczewie, a przez ostatni okres siedział w jednej celi właśnie z Pietruszką. Józef Szaniawski skazany został w czasie stanu wojennego przez sąd wojskowy na osiem lat więzienia za współpracę z Radiem Wolna Europa. Nie miałem powodów, by podważać szczerość intencji kolegi z anteny, ale podejrzliwość moją wzbudził fakt, że Szaniawskiego przed zwolnieniem z Barczewa trzymano właśnie z Pietruszką. Wiedziałem, że o tym, z kim siedzi Piotrowski czy Pietruszka decydowało Biuro Śledcze MSW. str. 201-202.

Przypomniałem sobie to, co już wcześniej wyszło na jaw:

że Szaniawski działał w Towarzystwie Przyjaźni Polsko-Radzieckiej
Szaniawski napisał 4 października 1985 r. list-podanie do szefa Wojskowej Służby Wewnętrznej, generała dywizji Edwarda Poradki, w którym czytamy:Chcę działać, a myślę, że potrafię przeciwko Radiu Wolna Europa, jeśli to będzie możliwe w Monachium lub jeśli nie, to w kraju. A jeśli i to jest niemożliwe, to chcę współpracować z MSW przeciwko wrogom Polski Ludowej, w tym zwłaszcza przeciwko wywiadowi amerykańskiemu i opozycji wewnętrznej. Chciałem podkreślić raz jeszcze, że nigdy nie byłem i nie jestem wrogiem Polski Ludowej, ustroju socjalistycznego, sojuszu PRL-ZSRR. Wręcz odwrotnie. Dawałem temu wyraz zarówno jako działacz młodzieżowy, na studiach na UW, jak w okresie mojej działalności zawodowej i społecznej w PAP, PA Interpress, TPPR, Centrum Kształcenia Ustawicznego. 
został pozytywnie zweryfikowany po wprowadzeniu stanu wojennego
swobodnie przekraczał granice, nie miał problemów z paszportem
bezpośrednio kontaktował się dobrowolnie z oficerami Służby Bezpieczeństwa: Tuż przed tzw. wydarzeniami marcowymi w 1968 roku sam i z własnej inicjatywy zgłosiłem się do mojego znajomego mjr. Płatka z KD MO Warszawa Mokotów, aby mu zrelacjonować ówczesną sytuację w środowisku studenckim na UW. Następnie powtórzyłem to samo dwu pracownikom SB, których major zaprosił specjalnie na drugi dzień. Nie muszę dodawać, że byłem oczywiście przeciwnikiem tworzącej się już wtedy opozycji KOR-owskiej - właśnie na Wydziale Historii UW.
kilka lat temu, na łamach Najwyższego Czasu, Waldemar Łysiak przedstawił rewelacyjne esbecko-czerwone cv  "profesorka". Po artykule wybitnego pisarza "Gazeta Polska" usunęła go ze swojej stopki redakcyjnej.
Grzechów Szaniawskiego znalazłoby się więcej, ale nie o to chodzi, by pisać o sprawach znanych. Chodzi o to, że Józef Szaniawski nie przedstawił nigdy żadnego kontrargumentu, by udowodnić fałsz tych kompromitujących faktów. Idzie w zaparte, plując na swoich adwersarzy, korzystając z radiomaryjnego mikrofonu.

Nigdy również nie pozwał nikogo do sądu za naruszenie dóbr osobistych. Pytanie, dlaczego?

Człowiek może się zmienić, ale warunkiem zmiany jest przyznanie się do błędów. Dopóki Szaniawski nie zdecyduje się na przedstawienie całej prawdy o sobie i swojej ciemnej działalności, dopóty za toruńskimi mediami, które robią fantastyczną patriotyczną robotę, będzie ciągnął się postkomunistyczno-esbecki smród.

http://lubczasopismo.salon24.pl/RadioMaryja/post/409583,kim-pan-jest-panie-szaniawski

Zapisane
"Kto tradycji nie szanuje
 Niech nas w dupę pocałuje"
/kawaleryjskie/
PTRF
aktywista
*****
Wiadomości: 2126


« Odpowiedz #3 dnia: Wrzesień 06, 2012, 20:48:23 pm »

Cytuj
Radio Maryja i Gazeta Wyborcza w obronie agentów SB
Jakiś czas temu pod wpisem Chinaskiego pozwoliłem sobie na kilka bardzo krytycznych komentarzy pod adresem Radia Maryja. Zaznaczyłem jednak, iż doceniam pozytywną rolę, jaką odgrywa ono na naszym, właściwie już całkowicie jednorodnym, rynku medialnym (o ile o jakimkolwiek rynku czy konkurencji można tu mówić, skoro linia polityczna przytłaczającej większości mediów jest taka sama). Mój główny zarzut pod adresem toruńskiej rozgłośni dotyczył jej postawy wobec agentów peerelowskiej bezpieki. Otóż od lat broni ona ich jak lwica, ręka w rękę z np. Gazetą Wyborczą, tyle że RM broni innych TW (tzw. swoich) niż partia z Czerskiej. Reakcją było parę polemicznych głosów, z którymi dało się dyskutować, jednak najmocniej zaatakował mnie profesor Broda, który zamiast argumentów użył bardzo brzydkich sugestii, np. żelaznego „argumentu” najzagorzalszych wielbicieli ojca Rydzyka, zgodnie z którym każdy, kto krytykuje ich guru, musiał być donosicielem. I, co typowe, przestaje się wtedy liczyć dla nich logika (że o Dekalogu już nie wspomnę). Pan Broda trafił kulą w płot, ponieważ urodziłem się w roku 1973, więc w „przełomowym” roku 1989 miałem lat 16. Wspominam o tym niemiłym, acz błahym, incydencie, bo jest to przykład doskonale ilustrujący mentalność słuchaczy, a tym bardziej, wielu (choć na pewno nie wszystkich) dyżurnych komentatorów RM. Ich postawę można opisać tak: współpracownicy SB są ‘be’, z wyjątkiem tych, którzy są ‘nasi’.

 

Przykłady? Proszę bardzo. Zacznę od mniej znanego: Józefa Szaniawskiego, nadwornego eksperta i historyka RM, szerszej publiczności znanego jako pełnomocnika płk. Ryszarda Kuklińskiego. Najlepiej sylwetkę tego pana przedstawią obszerne cytaty z Waldemara Łysiaka:

 „(…) już w roku 1994 zerwałem z nim[Józefem Szaniawskim] wszelkie kontakty, mówiąc mu wprost, iż się nim brzydzę. Tego (…) obrzydzenia nabrałem wskutek lektury pewnej książki. Książka nosi tytuł „Być szpiegiem” (Warszawa, Wydawnictwo MIK, 1994). Autorzy: Krzysztof Dubiński i Iwona Jurczenko. Treść: sylwetki ludzi skazanych przez sądy PRL-u za szpiegostwo lub za współpracę z radiem Wolna Europa. W rozdziale 32 znajduje się dużo informacji na temat J. Szaniawskiego, opartych m.in. o wypowiedzi jego bliskich znajomych. Dowiadujemy się tam, że Józef Szaniawski był:

Nauczycielem pracowników MSW w ramach CKU, twierdzącym, że jest „wykładowcą Akademii MSW” oraz lektorem specjalnego kursu dla kadr MSW (…).
„Gorącym przyjacielem Związku Radzieckiego” i nader aktywnym członkiem TPPR (Towarzystwo Przyjaźni Polsko-Radzieckiej), postulującym m.in., by jedną z warszawskich ulic nazwano ulicą marszałka Rokossowskiego.
Częstym gościem w gmachach KC PZPR i MSW, gdzie odwiedzał znajomych i załatwiał ważne interesy.
Posiadaczem wydanej przez MSW przepustki do jazdy via zamkniętych dla zwykłych samochodów Nowy Świat, tudzież milicyjnej „R”-ki zwalniającej od kontroli drogowych.
Posiadaczem mieszkania zdobytego dzięki MSW.
Dobrym znajomym generała MSW Mirosława Milewskiego, którego uważa się za czołowego promotora mordu na księdzu Popiełuszce („Opowiadał, że telefon załatwił mu jego osobisty znajomy, sekretarz Milewski”).
Żarliwym obrońcą tezy o słuszności wprowadzenia w 1981 roku stanu wojennego i „zdecydowanym przeciwnikiem wszelkiej opozycji”.
Człowiekiem niedwuznacznie i skutecznie utrzymującym wśród wszystkich swoich znajomych przekonanie, że jest wpływowym funkcjonariuszem MSW („Dawał wprost do zrozumienia, że jest oficerem MSW”; „W Zarządzie Głównym TPPR uchodził za majora MSW”; itp.).
 Nie wiem czy powyższe informacje są prawdziwe. Ale wiem, że jeśli tylko drobna ich liczba jest prawdziwa, to już by starczyło na czepiec hańby kompromitujący dożywotnio. Jeśli zaś całość jest kłamstwem, to obowiązkiem człowieka tak mocno szkalowanego jest publicznie (krzykiem!) zdementować kłamstwa, jak również przywlec szkalujących do sądu, by ten wlepił im karę. Tymczasem J. Szaniawski nie wytoczył procesu autorom książki, i co gorsza – nigdy, nawet jednym słowem nie zaprzeczył informacjom szerzonym przez tę publikację.

Konsekwentne a osobliwe milczenie, które J. Szaniawski kultywuje, udając, że nie dostrzega czynionych mu zarzutów, potwierdziła rok temu głęboka cisza, z jaką został on usunięty ze składu „Gazet Polskiej”. Tę dymisję zawdzięcza Łysiakowi, a dokładniej fragmentowi książki „Łysiak na łamach 5 – Old-fashion man”, gdzie podczas wywiadu-rzeki jednym zdaniem stwierdziłem, iż „śmieszy mnie, że w zespole redakcyjnym gazety grającej forpocztę antykomunizmu pracuje heros, co za komuny był aktywnym członkiem Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Radzieckiej, współautorem biuletynu <<ZSRR – fakty, liczby, opinie>>, pedagogiem pracowników MSW, deklarującym ustnie i pisemnie swą wrogość do << Solidarności>> i do antykomunizmu”. Pierwszy rzut nakładu mojej książki został przywieziony z łódzkiej drukarni do Warszawy o 9.30 rano w poniedziałek 14 kwietnia 1997 roku i tegoż dnia około południa był już w stołecznych księgarniach. Dwa dni później w kioskach „Ruchu” ukazał się numer 196 „Gazety Polskiej”, a tzw. stopka redakcyjna wymieniała jeszcze nazwisko Szaniawskiego jako członka redakcji – zwyczajnie, nie zdążono tego nazwiska usunąć. Lecz od następnego numeru (197) zniknęło ono ze stopki bezpowrotnie. Przy całkowitym milczeniu co do przyczyn.” („Piórem i mieczem”, EX LIBRIS, Warszawa 2001)

 

O innych zarzutach stanowiących „czepiec hańby kompromitujący Szaniawskiego i innego herosa RM dożywotnio” oraz o tym, jak to medium i jego zwolennicy traktują osoby mówiące prawdę o PRL-owskich kolaborantach, napiszę w następnej notce…

http://daredevil.salon24.pl/282572,radio-maryja-i-gazeta-wyborcza-w-obronie-agentow-sb

Zapisane
"Kto tradycji nie szanuje
 Niech nas w dupę pocałuje"
/kawaleryjskie/
PTRF
aktywista
*****
Wiadomości: 2126


« Odpowiedz #4 dnia: Wrzesień 06, 2012, 20:56:01 pm »

Cytuj

Łysiak - Szaniawski - Prawda ....

29.06.2011


Ponad pięć lat temu w pierwszym numerze "Niezależnej Gazety Polskiej" ( poprzedniczki wydawanego dziś "Nowego Państwa") ukazał się tekst autorstwa Waldemara Łysiaka pt. 'Lustracjada' ...

 

Autor, którego szerzej tutaj przedstawiać nie trzeba, napisał w nim miedzy innymi:



"Józef Szaniawski był w PRL-u człowiekiem "firmy" generała Kiszczaka,
posiadaczem milicyjnej "R"-ki zwalniającej od kontroli drogowych,
nauczycielem kadr MSW, aktywnym (bardzo aktywnym) członkiem
Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Radzieckiej, chwalił się głośno
przyjaźnią osławionego "upiora MSW", generała Milewskiego, itp. Gdy
wyjechał wakacyjnie na Zachód, próbował dorobić sobie w "Wolnej
Europie", dlatego rozwścieczona tą nielojalnością "firma" wpakowała go
do pudła. 



Po upadku komunizmu opublikowano (kilka gazet i książka)
list Szaniawskiego do szefa WSW, generała Poradki, zawierający
"curriculum vitae" autora. Szaniawski wypunktował tym pismem całą
swoją (ochotniczą, co mocno podkreślał!) współpracę z WSW i SB, od
czasów studenckich: "Tuż przed tzw. <<wydarzeniami marcowymi>> 1968r.,
sam, z własnej inicjatywy, zgłosiłem się do mojego znajomego, majora
Płatka z KD MO W-wa Mokotów, aby mu zrelacjonować ówczesną sytuację w
środowisku studenckim na UW Następnie powtórzyłem to samo dwóm
pracownikom UB, których major zaprosił specjalnie na drugi dzień. Nie
muszę dodawać, że bytem oczywiście przeciwnikiem tworzącej się już
wtedy opozycji". Itd., itp. Zakończył deklaracją woli: "Chcę
współpracować z organami WSW przeciwko wrogom Polski Ludowej, w tym
zwłaszcza przeciwko wywiadowi amerykańskiemu i opozycji wewnętrznej
(...) Dam z siebie wszystko".



Dał z siebie wszystko i nie przeszkadza
mu to dzisiaj być nauczycielem w szkole dziennikarskiej (edukuje kadry
żurnalistów, tak jak kiedyś edukował kadry zamordystów). Ostatnio
tworzy "muzeum antykomunizmu", gdzie wycieraczkami mają być flagi
sowieckie, a zwiedzających będzie się zachęcać do ich deptania. Co
jest oczywistą (i to chamską) prowokacją."



*      *      *

Tyle tekst Waldemara Łysiaka; od jego opublikowania minęło 5 lat - i według mojej wiedzy - nikt nie podważył faktów w nim przedstawionych, nikt nie pozwał pisarza za oczywiste przecież zniesławienie, nikt nawet nie próbował wyjaśniać okoliczności i ówczesnych uwarunkowań, w jakich opisane zachowania miałyby mieć miejsce; to wszystko pozwalałoby uznać prawdziwość opisu zawartego w cytowanym artykule... - Prawda  wcale nie leży pośrodku; Prawda leży tam, gdzie leży.....

Pozostaję jednak w skromnej nadziei, że sprawa została juz dawno wyjaśniona na korzyść Józefa Szaniawskiego, a moje wątpliwości wynikają po prostu z braku odpowiedniej wiedzy w temacie;  jeśli tak właśnie jest, to pozostaje mi tylko posypać głowę popiołem, przeprosić Pana Szaniawskiego za cytowanie kalumni na Jego temat oraz czytających ten tekst za zawracanie głowy - na swoje usprawiedliwienie zacytuję Józefa Mackiewicza: 'tylko prawda jest ciekawa'.....

Zapisane
"Kto tradycji nie szanuje
 Niech nas w dupę pocałuje"
/kawaleryjskie/
PTRF
aktywista
*****
Wiadomości: 2126


« Odpowiedz #5 dnia: Wrzesień 18, 2012, 22:52:38 pm »

Cytuj
Szaniawski spoczął obok Petelickiego

http://www.rp.pl/artykul/368008,933841-Msza-i-pogrzeb-Jozefa-Szaniawskiego--Sikorski-krytykuje-incydent.html

Blisko 40 kapłanów koncelebrowało mszę pogrzebową prof. Józefa Szaniawskiego. Uczestnicy uroczystości zagłuszyli wystąpienie Jana Lityńskiego, skomentował to dziś szef MSZ Radosław Sikorski

Publicysta, historyk, sowietolog, "ostatni polityczny więzień PRL" i pełnomocnik pułkownika Ryszarda Kuklińskiego spoczął wczoraj na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach w Alei Profesorskiej, obok zmarłego w czerwcu twórcy jednostki specjalnej GROM gen. Sławomira Petelickiego. Uroczystości odbyły się w asyście Kompanii Reprezentacyjnej Wojska Polskiego, na cmentarzu powiewało wiele flag w barwach narodowych.

Msza pogrzebowa odbyła się wcześniej w bazylice archikatedralnej pod wewzwaniem Męczeństwa Świętego Jana Chrzciciela w Warszawie. Przewodniczył jej i homilię wygłosił ks. bp Piotr Jarecki, biskup pomocniczy archidiecezji warszawskiej. Po zakończeniu liturgii jako pierwszy głos miał zabrać prezydencki minister Jan Lityński. Chciał zawiadomić o decyzji Bronisława Komorowskiego - prezydent przyznał pośmiertnie Szaniawskiemu Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski.

"Hańba" i przypomnienie o chrześcijańskich wartościach

Część uczestników pogrzebu zareagowała na jego pojawienie oburzeniem. Pojawiły się okrzyki: "hańba". Nie pomogły apele o spokój proboszcza katedry ks. Bogdana Bartołda. Kiedy Lityński próbował przemówić ponownie, rozległy się oklaski, które musiał przekrzykiwać podczas całego swojego przemówienia. - Tak niektórzy z państwa rozumieją słowa o pojednaniu i przebaczeniu - skomentował i odczytał decyzję prezydenta.

"Żenujący incydent podczas mszy żałobnej Józefa Szaniawskiego. Prezydent odznacza orderem, a psychoprawicowcy krzyczą 'Hańba'" - napisał dziś w jednym z serwisów społecznościowych szef MSZ Radosław Sikorski, którego Szaniawski nazywał swoim przyjacielem.

Podczas uroczystości w katedrze bp Jarecki próbował tonować nastroje. Odniósł się do słów papieża Benedykta XVI, które ten wypowiedział podczas trwającej pielgrzymki w Libanie.

- Człowiek, każdy człowiek, nawet ten, który by się z naszymi poglądami absolutnie nie zgadzał, nawet ten, który by trwał w błędzie - nosi w sobie obraz Boga, obraz Stwórcy. Błąd należy nienawidzić, nawet najbardziej błądzącego człowieka - trzeba kochać. I to jest znak rozpoznawczy chrześcijaństwa - mówił bp Jarecki, a w katedrze rozległy się głośne oklaski.

Chciał, by Kukliński otwierał Aleję Zasłużonych

Na cmentarzu wojskowa orkiestra odegrała marsz żałobny i hymn narodowy. Trumna profesora była przykryta biało-czerwoną flagą. Według relacji Salonu24 w rozmowach osób, które uczestniczyły w ostatniej drodze Szaniawskiego, pojawiało się pytanie, dlaczego nie spoczął w Alei Zasłużonych obok swojego przyjaciela - pułkownika Kuklińskiego.

"Warto przypomnieć tym, którzy mają jakiekolwiek wątpliwości co do miejsca spoczynku śp. Profesora, że Profesor Szaniawski zawsze podkreślał, że dla niego to pułkownik Kukliński jest bohaterem i że to on ma otwierać Aleję Zasłużonych" - zaznacza autorka relacji.

Zobacz zapis wystąpienia Lityńskiego, który TV Trwam opublikowała w Internecie

http://youtu.be/0HxzqnOLii8
 

Zapisane
"Kto tradycji nie szanuje
 Niech nas w dupę pocałuje"
/kawaleryjskie/
Strony: [1] Drukuj 
Forum Krzyż  |  Disputatio  |  Sprawy ogólne  |  Wątek: Józef Szaniawski nie żyje. Spadł w przepaść « poprzedni następny »
 

Działa na MySQL Działa na PHP SMF 2.0.11 | SMF © 2014, Simple Machines Prawidłowy XHTML 1.0! Prawidłowy CSS!