Forum Krzyż
Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.
Grudzień 03, 2020, 12:33:03 pm

Zaloguj się podając nazwę użytkownika, hasło i długość sesji
Szukaj:     Szukanie zaawansowane
www.UnaCum.pl
                   www.facebook.com/unacumpl
Centrum Informacyjne
Ruchu Summorum Pontificum
220213 wiadomości w 6357 wątkach, wysłana przez 1575 użytkowników
Najnowszy użytkownik: slavko02
Strona główna Pomoc Szukaj Zaloguj się Rejestracja
Forum Krzyż  |  Disputatio  |  Sprawy ogólne  |  Wątek: Opus Dei
« poprzedni następny »
Strony: 1 ... 16 17 [18] 19 20 ... 33 Drukuj
Autor Wątek: Opus Dei  (Przeczytany 116849 razy)
andy
aktywista
*****
Wiadomości: 748


« Odpowiedz #255 dnia: Grudzień 22, 2010, 15:22:38 pm »

Liga jest owszem potrzebna w odwodzie, ale nie jako, broń Boże(?), podmiot ideowy, ale jako podmiot typowy dla polskiej sceny politycznej - powierzchowny, posługujący się pustosłowiem, przeżarty etyką sytuacyjną itd. Wara mu jednak od poważnej polityki. Taka jest cena za polityczny kontrakt zawarty z neokonserwatystami. Kiedy został on zawarty, jakie są jego szczegóły, nie wiemy. Jednak istnieje on z pewnością. Świadczą o nim owoce, zatrute, ale jednak owoce. Elementem istotnym tego układu, być może pełniącym rolę pośrednika, czy transmitera, jest Opus Dei.

Nic z tego nie rozumiem - w sensie nie rozumiem co autor tych słów miał na myśli. Jaki kontrakt? Przez kogo zawarty? O co chodzi? Zdanie o Opus Dei robi wrażenie wtrąconej zupełnie bez związku wzmianki.
Zapisane
KAES
aktywista
*****
Wiadomości: 742

« Odpowiedz #256 dnia: Styczeń 18, 2011, 15:06:02 pm »

Wezwanie do Asyżu
ks. Ignacy Soler
 
Kościół jest otwarty na wszystkich ludzi, wszystkie kultury i wszystkie religie. Na sto dusz interesuje nas sto! – deklaruje katolicki duchowny
Z ciekawością przeczytałem artykuł redaktora naczelnego „Rzeczpospolitej” Pawła Lisickiego „Moje kłopoty z Asyżem” („Rz” 15 – 16 stycznia 2011). Muszę przyznać, że kiedy usłyszałem o zamiarze Benedykta XVI, by zwołać przedstawicieli wszystkich religii na wspólne modlitwy o pokój w Asyżu, byłem tym trochę zaskoczony. Wydawało mi się bowiem, że autor deklaracji „Dominus Iesus” nie był entuzjastą tego typu spotkań. Czyżby więc zmienił nastawienie?

Dziś myślę, że papież chce w ten sposób pokazać światu prawdziwe oblicze religijności jako takiej.


Religia to nie fundamentalizm
Nie wydaje mi się, że spotkanie tego rodzaju można zakwalifikować jako przejaw relatywizmu, wręcz przeciwnie, jest ono gestem i rzeczywistością związaną z prawdą, która nas ogarnia, która wymaga od nas ciągłego poszukiwania. To nie my posiadamy prawdę, ale ona posiada nas. Wolność religijna związana jest z poszanowaniem prawdy.

Bo na czym właściwie polega prawda? Jest „adequatio rei et intellectus” (zgodą rzeczywistości z umysłem) – mawiali starożytni. By była zgoda, potrzebna jest jednak wolna wola, a zatem wolność bez wolności osobistej nie otwiera człowieka na prawdę.

Wiele razy słyszeliśmy również „veritas liberabit vos” (prawda was wyzwoli). I tak jest w istocie, gdyż wolność jest zakorzeniona w prawdzie. Co ma pierwszeństwo: wolność czy prawda? Odpowiedź brzmi: wolność i prawda nie sprzeciwiają się, wręcz przeciwnie – wymagają siebie nawzajem. Tylko licząc na wolność człowieka, możemy zaprezentować prawdę. Prawdy nie upowszechnia się siłą, ale proponuje się ją, przedstawia się, zachęca do jej akceptacji i umiłowania.

W myśl metafizycznej teorii analogii wiemy, że rzeczywistość, która nas otacza, jest różna od Boga i zarazem do niego podobna, że transcendencja nie jest tak wyodrębniona, by w jakiś sposób nas nie dotykała. Kiedy więc mówimy o religiach świata i o tym, że są różne – to fakt ewidentny, tak jak różni są ludzie – chcemy z miejsca powiedzieć, że religie mają też coś wspólnego. I tego właśnie szuka papież. Szuka we wszystkich religiach świata tego podobieństwa, które je łączy: pragnienia pokoju.

Tylko Chrystus
Religia nie może być nigdy fundamentem przemocy, nie może sprzyjać wojnie, terroryzmowi czy zamachom na ludzkie życie. Bo wtedy religia staje się fundamentalizmem. A jak dobrze wiemy, fundamentalizm i relatywizm są często ukazywane przez Benedykta XVI jako najważniejsze zagrożenia dla człowieka.

Więcej, Kościół, a wraz z nim papież Benedykt XVI (tak jak jego poprzednik, przyszły błogosławiony Jan Paweł II), nigdy nie zrezygnuje z głoszenia Chrystusa jako Boga z nami, jako jedynego Zbawiciela całego wszechświata, wszystkich ludzi każdego czasu, kultury i rasy. On jest Zbawicielem dla wszystkich: chrześcijan, muzułmanów, żydów, hindusów, buddystów, itd., itd.

Wzywając do Asyżu przedstawicieli wszystkich religii, papież nie relatywizuje Chrystusa. Wręcz przeciwnie, ukazuje światu to, czym w rzeczywistości jest – przedstawicielem Chrystusa odpowiedzialnym za świat. Papież swym gestem pokazuje, że tylko Chrystus i jego przedstawiciel na ziemi mają moc, by zjednoczyć wszystkie religie świata. Przecież w Asyżu wszem wobec głosi się Chrystusa jako księcia pokoju. Nie zapominajmy, że wszystko, co dobre, co cnotliwe, co pozytywne, co szlachetne, pochodzi z Chrystusa i do Niego prowadzi.

Kościół Chrystusa, „Una et Sancta”, miał, ma i będzie miał do końca czasów trzy misje bezpośrednio związane z jedyną misją Chrystusa – pojednania świata z Bogiem. Pierwszą misją Kościoła jest duszpasterstwo – aby katolicy się nawrócili do swojego Pana (cała ewangelizacja i sakramentalizacja do tego prowadzi). Drugą misją jest ekumenizm prowadzący do jedności wszystkich, którzy wierzą w bóstwo Jezusa Chrystusa, by świat uwierzył. Prowadzi się tę naukę jak bł. kardynał Newman: nauką, cierpliwością, modlitwą, słuchaniem głosu sumienia i uczeniem się od ojców Kościoła, bo trzeba być Kościołem pierwszych wieków (w tych dniach zaczynamy oktawę modlitw o jedność chrześcijan). Trzecią misją jest misia ad gentes. Kościół jest otwarty na wszystkich ludzi, wszystkie kultury i wszystkie religie – na sto dusz interesuje nas sto!

Stalin pytał, ile dywizji ma Watykan. Ronald Reagan uważał, że Watykan jest najpotężniejszym państwem na świecie, bo posiada moc modlitwy. Stalin nie wierzył w Boga ani w moc modlitwy, Reagan wierzył w jedno i drugie. Z kim więc jesteśmy – z postępującą laicyzacją, która w nic nie wierzy? Czy ze światem religii otwartej na transcendencję?

Ja wierzę w moc modlitwy, wierzę, że jest ona wszechmocna, i mam nadzieję, że również redaktor naczelny „Rzeczpospolitej” podziela tę wiarę. A zatem wszyscy jesteśmy wezwani do Asyżu.

Ks. Ignacy Soler jest kapłanem Opus Dei. Pochodzi z Hiszpanii, obecnie mieszka w Krakowie


http://www.rp.pl/artykul/595562_Ks-Soler--Wezwanie-do-Asyzu.html

Zapisane
Bolt
aktywista
*****
Wiadomości: 999


Czasami dużo szczekam!

« Odpowiedz #257 dnia: Styczeń 18, 2011, 15:19:49 pm »

Teza (Asyż Jana Pawła II).

Antyteza ("autor deklaracji „Dominus Iesus” nie był entuzjastą").

Synteza ("religie mają też coś wspólnego. I tego właśnie szuka papież. Szuka we wszystkich religiach świata tego podobieństwa, które je łączy: pragnienia pokoju").

Tyle że synteza podejrzanie zbliżona do tezy. Widać antyteza czemuś słaba była.
Zapisane
Waldemar
Gość
« Odpowiedz #258 dnia: Styczeń 18, 2011, 15:33:56 pm »

Mnie się to podobało:

Cytuj
Papież swym gestem pokazuje, że tylko Chrystus i jego przedstawiciel na ziemi mają moc, by zjednoczyć wszystkie religie świata

miodzio!

Czy autor jest Polakiem? Może dlatego to taki hmmmm.... pełny błędów tekst?

Zapisane
Anna M
aktywista
*****
Wiadomości: 7014

« Odpowiedz #259 dnia: Styczeń 18, 2011, 17:55:56 pm »

To jest OD, tam był i jest promowany dialog międzyreligijny, także mnie ta wypowiedź wcale nie dziwi. W książce "Byłem w OD" Bruno Devosa czytałam wypowiedź teologa Raimona Panikkara - jest jedną z osób, które zapoczątkowały dialog międzyreligijny, był jednym z pierwszych numerariuszy  wyświęconych na księdza, był on (bo już śp.) jedną z osób które zapoczątkowały dialog międzyreligijny. Później oddalił się od OD, miał swoją wizję życia mniszego, która jest owocem prowadzonego przez niego od wielu lat głębokiego dialogu międzyreligijnego.  Znalazłam artykuł:

"Życie mnisze w dialogu międzyreligijnym w ujęciu Raimona Panikkara"
http://www.magazyn.ekumenizm.pl/article.php?story=20030916140725491
RAIMON PANIKKAR NIE ŻYJE
http://www.ekumenizm.pl/content/article/2010090202544059.htm
Zapisane
Jarod
aktywista
*****
Wiadomości: 2494


« Odpowiedz #260 dnia: Styczeń 18, 2011, 18:27:00 pm »

Teza (Asyż Jana Pawła II).

Antyteza ("autor deklaracji „Dominus Iesus” nie był entuzjastą").

Synteza ("religie mają też coś wspólnego. I tego właśnie szuka papież. Szuka we wszystkich religiach świata tego podobieństwa, które je łączy: pragnienia pokoju").

Tyle że synteza podejrzanie zbliżona do tezy. Widać antyteza czemuś słaba była.
Mamy na forum specjalistę od marksizmu :)
To chyba po prostu slaba proba zastosowania hermenutyki ciaglosci. Nasuwa sie pytanie - do jakiego stopnia hermeneutyko-ciaglowcy sa sprzymierzencami tradsow w walce z mentalnoscia posoborowa ? Ten artykul nie napawa optymizmem.
Zapisane
Bolt
aktywista
*****
Wiadomości: 999


Czasami dużo szczekam!

« Odpowiedz #261 dnia: Styczeń 18, 2011, 18:45:59 pm »

Mamy na forum specjalistę od marksizmu :)
Słaboś Pan wyedukowany w filozofii. A sposób myślenia nie mój przecież, tylko autora, widoczny gołym okiem.

Hermeneutyka ciągłości papieża Benedykta nie miała chyba polegać na ciągłej kontynuacji błędów poprzedników.
Zapisane
Waldemar
Gość
« Odpowiedz #262 dnia: Styczeń 18, 2011, 19:21:51 pm »

Dyskutujecie jakbyście nie rozumieli co tu jest napisane:

Cytuj
Papież swym gestem pokazuje, że tylko Chrystus i jego przedstawiciel na ziemi mają moc, by zjednoczyć wszystkie religie świata

i inne herezje lub nielogiczności.

O czym tu pisać? Dodałem wtedy tylko, ze te błędy to może błędy z błędnego tłumaczenia.
Zapisane
Krusejder
aktywista
*****
Wiadomości: 6396


to the power and the glory raise your glasses high

mój blog
« Odpowiedz #263 dnia: Styczeń 18, 2011, 20:01:44 pm »

Panie Waldemarze,
inaczej niż Pan tego tekstu nie umiem odczytać. Na innem forum napisałem, że logiczną konsekwencją takiego podejścia powinna być np. taka modyfikacja tradycyjnego powitania kapłana:

"Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus i inni bogowie zaprzyjaźnieni z papieżami posoborowymi"
Zapisane
zapraszam na mój blog: http://przedsoborowy.blogspot.com/ ostatni wpis z dnia 16 IX
Tato
aktywista
*****
Wiadomości: 4745


« Odpowiedz #264 dnia: Styczeń 18, 2011, 22:25:15 pm »

Cóż...coraz więcej "świadectw" otrzymujemy od posoborowia...OD to tylko kropelka...
Zapisane
"CRUX SACRA SIT MIHI LUX , NON DRACO SIT MIHI DUX"
          V R S N S M V - S M Q L I V B
Joker
uczestnik
***
Wiadomości: 216

« Odpowiedz #265 dnia: Styczeń 19, 2011, 16:49:19 pm »

Nie wiadomo jeszcze jak ten Asyż będzie wyglądał,a niektórzy już dostają wysypki na samo hasło.
     
Zapisane
Mara
bywalec
**
Wiadomości: 65

« Odpowiedz #266 dnia: Styczeń 20, 2011, 14:19:05 pm »

Wezwanie do Asyżu
ks. Ignacy Soler


Bo na czym właściwie polega prawda? Jest „adequatio rei et intellectus” (zgodą rzeczywistości z umysłem) – mawiali starożytni.
http://www.rp.pl/artykul/595562_Ks-Soler--Wezwanie-do-Asyzu.html

Hmmm.... A czy nie powinno to brzmieć zgodnością umysłu z rzeczywistością ? (W sensie: to umysł poznaje i przyjmuje to co istnieje realnie, a nie na odwrót - tj. świat "dopasowuje się" do czyjegoś widzimisię... Swoją drogą coś w tym jest - różni macherzy próbują kreować rzeczywistość po swojemu i mamy to co mamy :( )
Zapisane
Fons Blaudi
aktywista
*****
Wiadomości: 4275

« Odpowiedz #267 dnia: Styczeń 21, 2011, 15:15:41 pm »

Po lacinie nie ma "z", ale "i". Pomysl, ze rzeczywistosc moze sie dostosowac do umyslu, to albo blad tlumacza - i to glupi - albo nieuctwo.

Polecam : http://dhspriory.org/thomas/QDdeVer.htm

Drugie zdanie, to manipulacja pierwszego rzedu : "By była zgoda, potrzebna jest jednak wolna wola, a zatem wolność bez wolności osobistej nie otwiera człowieka na prawdę."
Zapisane
Dio ci guardi dalla tentazione dei pasticci ibridi
KAES
aktywista
*****
Wiadomości: 742

« Odpowiedz #268 dnia: Styczeń 22, 2011, 12:40:50 pm »

Dla dzieci nauka i rozrywka bez zabawek. Dla dorosłych własny świat, budowany w kontrze do laickiego otoczenia. Dwadzieścia kilometrów od Pałacu Kultury rośnie katolicka enklawa pod dyskretną opieką Opus Dei.
 
Nowy wspaniały Józefów

Wojciech Cieśla, WPROST, nr 1/2011 (1456)
http://www.wprost.pl/ar/225033/Nowy-wspanialy-Jozefow/

Korki, hałas, chaos. W zimie zaspy na chodnikach, w lecie każdy kawałek trawnika oblepiony ludźmi albo pokryty psimi odchodami. Rzeczywistość podziemnego parkingu w galerii handlowej i lęku o to, czy dziecku ktoś na ulicy nie wyrwie komórki, a pod szkołą nie sprzeda narkotyków. Agresja, pęd, strata czasu.
Tak mówią ci, którzy wyprowadzili się pod Warszawę. Biedniejsi do Łomianek i Nadarzyna, bogatsi do Konstancina albo Józefowa. Szczelny pierścień przedmieść to wciąż warszawska aglomeracja.

Do Józefowa od kilku lat ciągną zaangażowani katolicy. Wielodzietni i zamożni. – Ludzie, którym zależy. Świadomi – jak dobitnie podkreślają.

Wciągu ostatnich sześciu lat sprowadziło ich się tu kilkuset. Zwabiły ich przedszkola i szkoły pod patronatem Opus Dei.

Od przedszkola do matury

Nowy świat powstaje pomiędzy Wałem Miedzeszyńskim a linią kolejki, która dojeżdża do Warszawy od południowego wschodu. Pod koniec grudnia, w brei ze śniegu i błota, na pierwszy rzut oka nie różni się od podobnych krajobrazów na Ukrainie czy Białorusi. Tory i billboardy. Szpetne domy, piękne domy. Krzaki. Dużo sosen. Gdzieniegdzie resztki drewnianej architektury z okolic Otwocka, tzw. świdermajerów. Tkanka społeczna – inteligencka. Co uliczka, to inżynierowie, lekarze, naukowcy, biznesmeni. Obok inteligenckiej tkanki ziemniaczane pola i las. Pięknie.

Zaczęło się w 2004 r., kiedy kilku katolików związanych z Opus Dei założyło stowarzyszenie Sternik. Wykupili tereny w podwarszawskim Józefowie i zbudowali przedszkole, potem w okolicy postawili podstawówkę i gimnazjum. W ciągu kilku lat Sternik zgromadził ponad 500 rodzin i tysiąc dzieci.

O poziomie szkół zaczęły krążyć legendy. Ruch, który zaczął się sześć lat temu po otwarciu przedszkola, trwa do dziś: ci, których dzieci chodzą do Sternika, sprzedają warszawskie mieszkania i przenoszą się bliżej szkoły: do Józefowa, Świdra, Wiązowny, Otwocka. Ponad dwadzieścia kilometrów od Pałacu Kultury. W ciągu ostatnich lat sprowadziło się tu ponad 300 rodzin, które posyłają dzieci do szkoły, gdzie obowiązują zasady, jakie wyznają rodzice.

Są praktykującymi katolikami. Są zamożni. I wielodzietni. Piotr Wysocki, ojciec trojga dzieci (też mieszka na przedmieściach, choć nie w Józefowie): – Bywa, że decyzja o przeprowadzce w jakimś sensie jest uzależniona od liczby dzieci. Jeśli ma się ich kilkoro, a w perspektywie 12-letnią edukację każdego, to kiedy jedno dziecko zaczyna edukację w Sterniku, łatwiej jest, jeśli wszystkie pozostałe – między którymi jest kilka lat różnicy – też będą chodzić do Sternika. Tu można kształcić dzieci od przedszkola do matury, w 2011 r. rusza sternikowe liceum.

Ola i Paweł przeprowadzili się dwa lata temu z Mokotowa. Do kolejki podmiejskiej idzie się od nich dwadzieścia minut, ostatni autobus ze stacji przyjeżdża po 21. Do Sternika posłali obu synów. O edukacji dzieci mówią tak jak wszyscy tutaj: Projekt.

Nie chcą wystąpić pod nazwiskiem, podobnie jak rozmawiać z reporterem „Wprost" o Projekcie. Udaje nam się zamienić kilka słów tylko dlatego, że mamy wspólnych znajomych. – Nie traktujemy Józefowa jak sypialni. Pracujemy w Warszawie, ale duża część życia toczy się tutaj – tłumaczy Paweł.

– Miasto wcześniej było w stagnacji. Teraz się rozruszało – zachwala jedna z założycielek lokalnego stowarzyszenia.

Andrzej, nauczyciel w warszawskiej podstawówce: – W Józefowie czuć subtelną presję: bądź z nami. Przez dwa miesiące jeździłem tam prowadzić kółko plastyczne. Żona akurat była w ciąży. Usłyszałem od kolegów ze Sternika: po co tyle jeździć? Przeprowadź się. Pewnie zaraz pojawią się następne dzieci, przecież wszystkie możecie posłać do Sternika. Perswazja, którą znałem raczej ze spotkań ze świadkami Jehowy.

Piotr Wysocki: – Wiele rodzin decyduje się na przywożenie i odwożenie dzieci. W Sterniku działa też pięć linii autobusowych, które dowożą dzieci z Warszawy do Józefowa.

Podróż z lewobrzeżnego Ursynowa do szkoły w Józefowie to półtorej godziny w jedną stronę.

Przedszkolanki jak cystersi

Piotr Wysocki, w latach 90. dziennikarz „Życia Warszawy", dziś właściciel prężnej firmy PR, do Sternika posyła dwoje z trojga dzieci. Jest kimś w rodzaju twarzy stowarzyszenia. Mówi z dużym wyczuciem, wie, gdzie kłaść akcenty. To on występuje w reklamówkach Sternika, wypowiada się w programach telewizyjnych jako rodzic. Do Józefowa się nie przeprowadził, ale mieszka niedaleko, w Wesołej.

Wie, co ściąga tu ludzi: – Dwie podstawowe motywacje: po pierwsze, w Sterniku nacisk położony jest na wychowanie. To jest ważna rzecz, którą trochę brawurowo porównać można z tym, co wieki temu robili cystersi, odbudowując rolnictwo. Jeśli chce się dobrze wyedukować dzieci, trzeba je dobrze wychować. Nie pomaga w tym zwykła szkoła, która już dawno przestała wychowywać. Uważam, że Sternik daje coś więcej niż wiedzę. To jest wartość. Po drugie, chęć wyprowadzki z centrum dużego miasta. Człowiek w mniejszej społeczności przestaje być anonimowy, odzyskuje swoje obywatelstwo.

Na mapie polskich przedmieść Józefów jest nietypowy. Nowi zamiast wtapiać się w zastaną przestrzeń, energicznie biorą się do jej kształtowania. Dowodem na to, jak mocno liczą się w Józefowie, są nowe msze w okolicznych kościołach: codzienna o ósmej trzydzieści (dla rodziców, którzy odprowadzili już pociechy do szkoły), i niedzielna, w rycie trydenckim.

To prawie trzystu nowych trzy lata temu zorganizowało akcję „Józefów bez pornografii", przekonując (a precyzyjniej strasząc bojkotem) właścicieli stoisk z prasą do wycofania ze sprzedaży czasopism pornograficznych. Na prawie 30 punktów handlowych w Józefowie odmówił im tylko jeden sklepikarz.

To nowi działają w Społecznej Radzie Konsultacyjnej przy burmistrzu, zakładają stowarzyszenia, organizują jasełka i Dni Rodzin, skrzykują po kilka tysięcy ludzi na Orszak Trzech Króli. Są energiczni i energetyczni. Oraz bogaci. Agenci nieruchomości przyznają, że w Józefowie ruch w interesie, który zaczął się kilka lat temu, teraz nieco zelżał, bo z powodu Sternika ceny poszły zbyt ostro w górę. Za dom trzeba zapłacić od miliona wzwyż. Za metr działki – od trzystu do sześciuset złotych. To hamuje nawet bogatych.

Mniej zamożni zakładają spółdzielnie – wykupują razem działki (wychodzi taniej). Właśnie w ten sposób na Zacisznej, w Świdrze (przedmieścia Józefowa) powstało zamknięte osiedle „sternikowców". I kilka innych.

– Parę lat temu razem ze znajomymi wykupiliśmy ziemię po atrakcyjnej cenie w Aleksandrowie, niedaleko Józefowa i Falenicy – opowiada Dymitr Hirsch, były harcerz ZHR, dziś znany warszawski PR-owiec. – Właśnie kończymy budowę.

Nowym tylko z polityką jakoś nie wychodzi. W ostatnich wyborach rodzice związani ze Sternikiem założyli własny komitet. Wytykali burmistrzowi, że w kampanii wykorzystuje wizerunek dzieci w mundurkach ze Sternika. Przegrali z kretesem. Burmistrz będzie rządził kolejną kadencję.

Sternik odżegnuje się od polityki. Ale politycy nie odżegnują się od Sternika.

Dzieło Boże i łańcuszek

To, kto posyła dzieci do szkoły Sternika, nie jest tajemnicą. Rodzice (oprócz czesnego) muszą wykupić udziały w spółce Rodzice dla Szkoły, która finansuje Sternika. To (do niedawna) kilkanaście tysięcy wpisowego, do tego około tysiąca złotych czesnego miesięcznie. Sporo.

Rzut oka na listę udziałowców: inteligencka elita, która w wyborach głosuje raczej nie na SLD: czterej prawnicy z renomowanej kancelarii Sołtysiński (wszyscy przenieśli się w okolice Józefowa), były minister łączności w rządzie Jerzego Buzka Maciej Srebro, były wiceminister finansów Marian Moszoro, były szef gabinetu ministra transportu Robert Malicki, minister Radosław Sikorski, syn Henryki Bochniarz – Marcin Bochniarz, były szef gabinetu Antoniego Macierewicza Arkadiusz Siwko felietonista „Gazety Polskiej" Robert Tekieli, dziennikarz Bogdan Rymanowski z TVN. Wielu byłych harcerzy.

Trochę trudniejsze jest rozszyfrowanie, kto rzeczywiście dzierży finanse Sternika. Samo stowarzyszenie nie zarabia. Żyje dzięki spółce Rodzice dla Szkoły, która zasila je pożyczkami ( jako organizacja pożytku publicznego nie płaci wielu podatków). Z kolei uprzywilejowanym udziałowcem spółki Rodzice dla Szkoły jest fundacja Współpracy Międzynarodowej, założona dwa lata temu przez członków Opus Dei. Tu dociekliwy rodzic trafi na ścianę: Fundacja nie przekazuje sprawozdań finansowych sądowi gospodarczemu. Z jej akt rodzic dowie się jedynie, że co najmniej kilku założycieli fundacji mieszka w … warszawskiej prałaturze Opus Dei, obok Sejmu, przy ulicy Górnośląskiej.

Opus Dei (Dzieło Boże – łac.) to katolicka organizacja. W Polsce należy do niej około 400 osób. Wśród nich jest wielu polityków, prawników, menedżerów. Kładzie nacisk na rozwój, edukację, na kształtowanie charakteru swoich członków. Unika rozgłosu i masowości. Ludzie Dzieła często przywołują słowa założyciela, Josemaria Escrivá: „Zakładajcie szkoły dla swoich dzieci, szkoły będące przedłużeniem domu rodzinnego, w którym praktykuje się ducha służby, współpracy, hojności, jedności".

Trudno powiedzieć, na ile o popularności Sternika decyduje dziś fama, że projekt to „szkoła Opus Dei". Szkoły – choć promują wartości chrześcijańskie – oficjalnie nie mają nic wspólnego z Dziełem. Jednak rodzice wiedzą swoje. Nie dość, że wielu założycieli jest członkami Opus Dei, to duchową opiekę nad Sternikiem sprawuje warszawska prałatura Dzieła. To wystarczy. Na internetowym forum jeden z rodziców zachwala podstawówkę: „Opieka duszpasterska księży z Opus, ale z tego, co się orientuję, to w Józefowie część rodziców wystarała się również o Trydent w okolicy. Niemniej warto się przyglądać i zwalczać ewentualne wpływy moderny (bo gdzie jej nie ma?)".

Marta, warszawianka, której brat z żoną i dwójką dzieci przeniósł się do Józefowa, ironizuje: – Pewnie przez przypadek mój brat musiał w szkole na spotkaniach oglądać film o Opus Dei? Bez dwóch zdań szkoły mają związek z Dziełem. Nie afiszują się z tym, ale i specjalnie nie ukrywają. To duchowa krucjata w szatach edukacji. Eksperyment. Dlatego mówią o nim „Projekt".

Formowanie człowieka

Podstawowy powód, dla którego katolicy sprowadzają się pod Warszawę: tak jest po prostu wygodniej. Nie dla dzieci, ale dla rodziców, którzy po latach znów zaczynają się uczyć.

Bo szkoły Sternika to szkoły totalne. Tak mówią sami rodzice, i pobrzmiewa w tym nuta dumy. W Sterniku nie można zaparkować dzieciaka, zapłacić czesnego i mieć święty spokój. Szkoła to miejsce dla dzieci i rodziców. Szkoła organizuje wychowanie, naukę (właśnie w tej kolejności), a do tego czas dorosłym. Każda rodzina ma przydzielonego opiekuna. Rodzice zamiast chodzić na wywiadówki, raz na kwartał (czasem częściej) spotykają się z opiekunem. Omawiają nie tylko to, co dziecko robi w szkole, ale również to, co robi w domu. Planują zadania. Egzekwują. Formują nowego człowieka.

– Polskie słowo „formowanie" kojarzy się trochę z lepieniem, ugniataniem. W Sterniku mamy do czynienia z żywymi ludźmi. Najważniejsze jest poszanowanie wolności rodziców i dzieci. Pojmujemy to w ten sposób, że staramy się profesjonalnie pomóc rodzicom w ich pracy wychowawczej, przede wszystkim poprzez spotkania z indywidualnym opiekunem dziecka. Praca zaczyna się od przedszkola. Potem są szkoły prowadzone oddzielnie dla chłopców i dla dziewcząt. Staramy się wspólnie z rodzicami uczyć porządku i innych dobrych nawyków: samodzielności, hojności, szczerości, bycia życzliwym – wylicza Paweł Zuchniewicz, dyrektor ds. komunikacji Sternika.

Marta, warszawianka, której brat z żoną i dwójką dzieci przeniósł się do Józefowa: –To jest fenomenalne. Teoretycznie nie ma obowiązku, ale jest presja, żeby być na tych wszystkich wykładach w szkole. Uczyć się, jak być dobrym rodzicem. Opowiadać, jak dziecku udało się wdrożyć zadania, które ustaliliście. Chodzić na próby Chóru Ojców i Synów. To szkoła kadetów, w której panuje przyjazna atmosfera. Getto bogatych katolików.

Dymitr Hirsch: – To nie jest łatwa szkoła, nawet jeśli ktoś uzna, że jest modna. Nie sposób opłacić niemałych pieniędzy i mieć spokój. Za dużo jest po drodze „potykaczy" – spotkań z opiekunami, zajęć, które angażują rodziców. Jeśli ktoś chciałby się lansować, posyłając dzieci do Sternika, to musiałby być naprawdę wytrwałym lanserem.

Paweł Zuchniewicz: – Wysokość czesnego negocjowana jest indywidualnie i osoby gorzej uposażone płacą mniej, są też takie, które chcą płacić więcej. W rezultacie istnieje duża grupa rodzin, które otrzymują dofinansowanie. W idei Sternika nie chodzi o to, by robić getto dla bogatych, tylko żeby powstała dobra szkoła, która zapewni całościową edukację od przedszkola do matury.

Marta: – Jeśli się dobrze się nad tym zastanowić, to w tej elitarności jest sens. Dzieciaki słyszą, że mają nad sobą pracować. Że nie zrobią kariery jedynie wtedy, kiedy nie będą się do tego przykładać. To jest pozytywne myślenie. To środowisko tworzy rodzaj nowego człowieka i własny mikroświat. Kiedy rozmawiamy o tym, jak zmienia się Józefów i kiedy chcę podrażnić brata, przypominam mu apokalipsę świętego Jana. Jedną z wizji jest fantastycznie piękne miasto, Nowe Jeruzalem, przybytek Pana Boga.
Zapisane
Jarod
aktywista
*****
Wiadomości: 2494


« Odpowiedz #269 dnia: Styczeń 22, 2011, 12:56:59 pm »

Komentarz pod tym artykulem:

Skoro coś obecne "Wprost" pod kierownictwem p. Lisa krytykuje szkoły Sternika tzn., że dzieje się tam dużo dobrego. Po raz kolejny sprawdza się powiedzenie: "pokaż mi swoich wrogów, a powiem Ci kim jesteś".
Szczęśliwe te dzieci, bo może uda im się uniknąć wpływu "nowoczesnych" koncepcji pedagogicznych.

Zapisane
Strony: 1 ... 16 17 [18] 19 20 ... 33 Drukuj 
Forum Krzyż  |  Disputatio  |  Sprawy ogólne  |  Wątek: Opus Dei « poprzedni następny »
 

Działa na MySQL Działa na PHP SMF 2.0.11 | SMF © 2014, Simple Machines Prawidłowy XHTML 1.0! Prawidłowy CSS!