Forum Krzyż
Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.
Grudzień 12, 2017, 14:54:10 pm

Zaloguj się podając nazwę użytkownika, hasło i długość sesji
Szukaj:     Szukanie zaawansowane
Skauci św. Bernarda

http://ssbc.pl/
202598 wiadomości w 5827 wątkach, wysłana przez 1411 użytkowników
Najnowszy użytkownik: Komtur
Strona główna Pomoc Szukaj Zaloguj się Rejestracja
Forum Krzyż  |  Disputatio  |  Ogłoszenia pozostałe  |  Wątek: Październikowa Rewolucja... Różańcowa
« poprzedni następny »
Strony: 1 ... 4 5 [6] 7 Drukuj
Autor Wątek: Październikowa Rewolucja... Różańcowa  (Przeczytany 4444 razy)
Adimad
aktywista
*****
Wiadomości: 945

« Odpowiedz #75 dnia: Październik 11, 2017, 22:32:49 pm »

Ja lubię i Nikifora, i Miró - ale tego pierwszego oczywiście dużo bardziej  8)

Cytuj
Taka wlasnie jest roznica (roznica istotowa) pomiedzy formą pobożnosciową XlX wiecznego analfabety katolika a zblazowanym performerem szukajacym sposobu na medialny lans.  Lanser uzywa dawnej formy poboznosciowej jako inspiracji do kreacji. Formy ktorej juz nie rozumie. Nie wie, czego ona jest wynikiem.

To nie były formy pobożnościowe obejmujące jedynie analfabetów czy 'stan trzeci'. Tym niemniej, to już na Panu spoczywa ciężar dowodu tezy, że "Różaniec do granic" jest jakimś religijnym odpowiednikiem 'Live Aid' czy 'Inwazji Mocy' (było chyba kiedyś coś takiego?), a nie tych wymienionych przeze mnie przykładów pobożności ludowo-klerykalno-patriotycznej. Samo to, że rzecz jest propagowana przy użyciu mniej czy bardziej chwytliwych technik medialnych, o niczym nie świadczy - współcześnie są to normalne techniki, każdy je stosuje. Natomiast to, że akcja jest w pewnej mierze osadzona w tym strasznym 'posoborowiu', bo księża-'posoboracy', bo 'oazowcy', 'duchacze nieświęci' itd. ... No cóż, też bym wolał 'po staremu', ale na tej zasadzie można mieć pretensje o każdą codzienną mszę w niemal każdej polskiej parafii (no i pewnie Pan ma  :P), nie mówiąc już o innych nabożeństwach i akcjach ubocznych (w salkach parafialnych, na wyjazdach). Chyba nie oczekiwał Pan, że ni stąd, ni zowąd ta akcja przybierze formę typu "Polowa Bojowa Msza Trydencka Nie-indultowa na czterech krańcach umęczonej przez KEP-ski Epidiaskop Polski ze śpiewaniem psalmów złorzeczących wrogom Wiary"?

I żeby nie było: ja tam w tym nie brałem udziału, w ogóle nie biorę udziału w żadnych tego rodzaju "akcjach"; generalnie też nie przepadam za "eventowością". Ale dlaczego mam być psem ogrodnika i marudzić na ludzi, którzy sobie tak obmyślili? I jeszcze imputować im, że np. śluby jasnogórskie w latach 30-tych i XIX-wieczne misje wiejskie to "zupełnie co innego", bo tamto to było na serio i pobożnie, a wy tutaj, to jesteście tylko bandą lanserów i posoboruchów.

Cytuj
Zatem iwenty religijne są pichceniem spoiwa do "budowy wspólnoty" - ale ta "wspólnota" nie jest już wspólnotą wiary bo gdyby tak zebranych na mityngu religijnym zapytać w co wierzą, to byśmy bardzo się zdziwili.

Poznałem w ostatnich latach parę osób, płci głównie żeńskiej (ale to przypadek, po prostu mężczyźni są obleśni i po co z nimi gadać :-) ) które były i są mocno pobożne tudzież jakoś tam zaangażowane. W rekolekcje, nabożeństwa, "grupy" i takie tam, nie mówiąc o samodzielnym rozwoju. Oczywiście "posoborowo": w duszpasterstwa akademickie, w kult Faustyny, w rekolekcje jezuickie, w parafię, w "kościół domowy". Zatem z powagą zaczynałem im tłumaczyć różne takie tradsowskie podstawy i leitmotivy, ano że to tak nie można, jak to "u was", że wy tu uskuteczniacie ten leberaliz, moderniz, Jan Paweł, lutryzm, dialog ekumeniczny, tańce pseudo-liturgiczne itd. (bo widzi Pan, poza piaskownicą konserwowych for ja też jestem 'strasznym tradsem', tyle że na własnym terenie wolę weryfikować i podważać niż prowadzić dyskusje oparte na ustawicznym potwierdzaniu znanych tez i utwierdzaniu się w przyjętych poglądach). --- No i te osoby, z różnych miast, środowisk etc., ze zdziwieniem pytały mnie, dlaczego im coś takiego imputuję, skąd w ogóle takie sugestie, i że to przecież o-c-z-y-w-i-s-t-e, że trzeba się trzymać nauki Kościoła, że nie wolno bawić się w jakieś insze religie, że ten współczesny świat to już rzeczywiście powariował itd. A o niektórych ekscesach, które ja wymieniałem jako 'NOM-ową codzienność' w ogóle nie wiedziały, tj. nie spotkały się z nimi, mimo głębokiego oblatania w tym świecie. --- Niejako dla prowokacji i sprawdzenia torturowałem je jeszcze ks. Coomaraswamy, jak i Państwa, tudzież lekkim perennializmem, co witały z oburzeniem: jak tak można, to niekatolickie, religie Wschodu to jakieś błądzenie, po co się w to mieszać, jest tylko jeden Kościół, 'a ten twój ksiądz Kumaruma, tu taki tradi, że aż papieża nie uznawał, a tam znowu jakieś sufizmy, buddyzmy, to się nie trzyma' itd.

Ale może ja po prostu mieszkam w jakiejś lepszej Polsce, nie wiem. Z drugiej strony czasami u tradsów dowodzenie tego, że "posobór" z konieczności prowadzi do utraty wiary, wygląda tak: "X: POSOBÓR prowadzi do utraty wiary, do zaniku religijności, do...; --- Y: Ale ja znam masę osób, które są bardzo pobożne, i całkowicie 'posoborowe', chodzą nie dalej niż do własnej parafii albo do dominikanów na duszpasterstwo akademickie, a modlą się więcej niż buddyjski młynek, umartwiają, pielgrzymują, czytają pobożne książki i co tam jeszcze..."; --- X: "TO WSZYSTKO BEZ ZNACZENIA, bo to i tak tylko wiara posoboracka, więc jakby żadna".

Nazywa się to fachowo, takie zagranie: niefalsyfikowalność  8)
« Ostatnia zmiana: Październik 11, 2017, 23:01:06 pm wysłana przez Adimad » Zapisane
Andrzej75
aktywista
*****
Wiadomości: 2083


« Odpowiedz #76 dnia: Październik 11, 2017, 23:20:51 pm »

Idąc tą drogą można by też krytykować pielgrzymki mówiąc, że przecież w każdym kościele jest ten sam Bóg, tak samo obecny.

Skoro Bóg jest wszędzie to obecny, to nie ma różnicy, czy się pójdzie na pielgrzymkę do sanktuarium albo na odpust, czy też np. na granicę?
Różnica między jednym a drugim przypadkiem jest istotna: pielgrzymka zmierza do miejsca szczególnego, wyróżnionego przez objawienia Pana Jezusa, Matki Boskiej, Aniołów, świętych, męczeństwo świętego męczennika, zamieszkanie świętego wyznawcy; naznaczonego obecnością relikwii albo cudownego wizerunku; miejsca, w którym obchodzi się uroczystość patrona albo tytułu kościoła, albo poświęcenia kościoła, albo wreszcie celebruje się jakiś jubileusz. Tymczasem granica państwowa niczym takim się nie wyróżnia, pod względem religijnym nie jest miejscem szczególnym. To nie znaczy, że jest czymś złym albo niestosownym modlić się na granicy, choćby i masowo. Ale miejsce, jakim jest granica, nie niesie ze sobą takiej treści, jak miejsce uświęcone w bardziej specjalny sposób.
Tak więc uważam, że nie da się płynnie przejść od wątpliwości względem modlitwy na granicy do wątpliwości względem tradycyjnych pielgrzymek. To są dwie różne rzeczy. Pielgrzymi kierują się w miejsce, które ma już ustalone, nadane znaczenie, które już jest wyróżnione. Natomiast akcja "Różaniec do granic" w pewien sposób dopiero usiłuje nadać znaczenie miejscu, które dotąd nie było wyróżnione. Pielgrzymi kierują się w miejsce, które – mniej lub bardziej – wskazał palec z nieba; idący na granicę kierują się wskazaniem palca organizatora czy też reżysera akcji. Czy to źle? Nie – ale jest rzeczą naturalną pytać się, dlaczego inicjator, pomysłodawca zdarzenia wybrał to, a nie inne miejsce.

- a dlacego, a dlacego, a dlacego, a dlacego... :D

Panie Marc, widzę, że dla Pana zadawanie pytań jest cechą wyłącznie dzieci (bo tylko dzieci, sepleniąc, mówią "dlacego"), natomiast dorośli mają chyba nie pytać, nie myśleć (jak Lemowy elektrycerz: "byle tylko nie myśleć, a będzie dobra nasza"), nie mieć wątpliwości ani odrębnego zdania nawet w sprawach pobocznych; a jeśli już ktoś ośmieli się myśleć inaczej niż ogół, to lepiej żeby się z tym nie zdradził, bo zostanie uznany za czarną owcę.
Zapisane
Exite de illa populus meus: ut ne participes sitis delictorum eius, et de plagis eius non accipiatis.
Pentuer
rezydent
****
Wiadomości: 266

« Odpowiedz #77 dnia: Październik 11, 2017, 23:38:48 pm »

Panie Rysiu, w tym wątku Pan mnie wręcz zadziwia! Zgadzam się z Panem właściwie we wszystkim. Ale...

Narrację prezydentowi jak i Kaczyńskiemu, dawniej PC i dziś pisali "prawicowi" inteligenci ze środowiska UW - pokolenia, które ukształtowało doświadczenie opozycji i pierwszej Solidarności - Zdzisław Krasnodębski, Jacek Kurczewski itd. Te środowiska, tak jak wielu księży z tego pokolenia nie traktuje Kościoła jak... Kościoła Chrystusowego tylko jak... zjawisko społeczno-emocjonalne, wehikuł jakichś wartości, także patriotycznych, zlepiających "do kupy" ludzi - "tworząc wspólnotę".

Potrafi Pan sobie wyobrazić F. Konecznego AD 2000? Bo ja nie. Pisząc dziś o Kościele jako o Mistycznym Ciele Chrystusa należałoby trochę teologizować, a wszak jest to dziedzina w katolicyźmie zastrzeżona dla duchownych. Socjolog duchowny w opanowanym przez lewactwo świecie? Musiałaby stać za nim szkoła chociaż kilkunastu(dziesięciu) Ryszardów Legutków.
Nie potępiałbym więc tak tych wymienionych przez Pana.

Red. Milcarek wspomina o "programach duszpasterskich, przemiany, odnowy społecznej" za czasów Wyszyńskiego. Tego teraz już nie ma. Jest iwent-TV.
Panie Rysiu, za czasów Prymasa Tysiąclecia nie widziało się wszędzie tabunów "wieszaków na smartfony", różniących się od siebie kolorami smyczek i wielkością dziur na nogawkach spodni. Obawiam się o stopień ich krytycyzmu co do oglądanych w smyczkach treści. Oglądanych, a nie czytanych! Na czytanie wszak szkoda czasu. Więc jak dotrzeć nie do 1-5%, a 50 i więcej % inaczej niż przez TV-iwenty? 
Zapisane
Ecclesia ibi est, ubi fides vera est - (S. Hieronymus, Ecclesiae Doctor)
rysio
aktywista
*****
Wiadomości: 2765

« Odpowiedz #78 dnia: Październik 12, 2017, 01:12:13 am »

@ Pentuer
Ja tylko opisuje i staram sie zracjonalizowac co widze. Nie potepiam, bo to nie zmieni rzeczywistosci. Tak sie zlozylo, ze ja tych ludzi mialem okazje poznac. Ten tzw "etos zoliborski, przedwojenny, inteligencki", do ktorego odwoluje sie PiS to etos etatystyczny, socjalistyczny w tresci i wielkopanski w formie - socrealizm.
Kosciol jest swiecką tradycją, szlachetną, patriotyczną. To wszystko. Bardzo uzyteczną zwlaszcza dla spin doktorow. Ponadto pomaga sakralizowac panstwo, a swiecka sakra jest konieczna aby "żaden warchoł" nie probowal patrzec na ręce.
Tradycja swiadomych chrzescijanskich obywateli, zyjacych z pracy wlasnych rąk - tradycja wielkopolska przegrala w ll RP z tradycją próżniaczą - posadowiczow. Po 89 roku te podzialy przedwojenne, zmienione ale odrodzily sie.

Owszem, dawniej czytalo sie, teraz sa memy. Cos sie zmienilo. Ma pan racje opisujac wieszaki na smartfony. Ale nie ma powrotu do potegi rzadu dusz z lat 70-tych i Wyszynskiego.
Slusznie pan Milcarek pisze, ze obecne iwenty katolickie nie maja nic wspolnego z "ludowym katolicyzmem" Wyszynskiego. Za Wyszynskiego ten prosty rozspiewany, politycznie nieuswiadomiony lud, kochajacy swoja PRL-owska ojczyzne ( bo innej nie bylo) , ten lud wierzyl, zyl wiarą. Teraz to chwilowy mega spęd. Od iwentu do iwentu.
Na dodatek skonfrontowani jestesmy z systemem konsumpcyjnym, ktoremu moze oprzec się tylko "high church". Ludzie swiadomi, wierzacy z wyboru swiadomego.
Zapisane
"I w mordobiciu musi być umiarkowanie"*
 * Dzielny wojak Szwejk.
Adimad
aktywista
*****
Wiadomości: 945

« Odpowiedz #79 dnia: Październik 12, 2017, 07:35:54 am »

Cytuj
Tymczasem granica państwowa niczym takim się nie wyróżnia, pod względem religijnym nie jest miejscem szczególnym. To nie znaczy, że jest czymś złym albo niestosownym modlić się na granicy, choćby i masowo. Ale miejsce, jakim jest granica, nie niesie ze sobą takiej treści, jak miejsce uświęcone w bardziej specjalny sposób.

Gdyż albowiem granica nie ma wymiaru stricte religijnego. Ma wymiar narodowy, państwowy, 'patriotyczny'. No i to jest właśnie event katolicko-narodowy vel katolicko-patriotyczny. Składa się z dwóch splecionych części, jak takie czekolady, które są trochę białe, a trochę jednak kakaowe. Wymowa jest najwidoczniej taka, że to Polacy-katolicy (a nie tylko sami 'katolicy') chcą coś pokazać światu, że to Polacy modlą się za Polskę i Europę, że to Polacy uważają, iż Polska coś może światu dać i pokazać (np. jak się modlić) etc. Zapewne nie da się tego obronić na kanwie 'czysto' katolickiej, po - zupełnie przecież abstrakcyjnym - zdjęciu siatki narodów i państw z mapy. Ale też nie ma takiej potrzeby, chyba że ktoś chce nagle uderzać w tony typu 'nasza prawdziwa ojczyzna to Niebo, a nie jakiś grajdół między Wisłą a Odrą' czy 'ja to jestem tak konserwatywny, że nie uznaję narodów, tego wymysłu roku 1789'.
Zapisane
Pentuer
rezydent
****
Wiadomości: 266

« Odpowiedz #80 dnia: Październik 12, 2017, 11:53:58 am »

I znów zgoda P. Rysiu. Miałem to szczęście, że uformowano mnie właśnie w tym wiejskim, płytkim, bezrefleksyjnym etc. "katolicyzmie ludowym" a'la Wyszyński. Śp. Babcia, prosta wiejska kobiecina po trzech klasach przedwojennej szkoły powszechnej potrafiła sprawić, że gdy wylądowałem na studiach w W-wie (w której już zostałem na stałe), nigdy nie wpadłem w łapki żadnej sekty, nawet z tych duchowo-, -odnowowo etc., mimo że bywało, że przez rok nie zajrzałem do kościoła. Pamiętam z dzieciństwa (wczesny Gierek), gdy po wsi peregrynował obraz Najśw. Maryi Panny, a kolejne chałupy przejmowały rolę różańcowych stacyj! Ludzie robili to sami. Dlatego do dziś jestem i pozostanę nieufny wobec współczesnych (quasi) religijnych imprez.
Mam nadzieję, że w swym pesymizmie choć trochę się Pan jednak myli.
Zapisane
Ecclesia ibi est, ubi fides vera est - (S. Hieronymus, Ecclesiae Doctor)
rysio
aktywista
*****
Wiadomości: 2765

« Odpowiedz #81 dnia: Październik 12, 2017, 15:52:20 pm »

Adimad:
Cytuj
.No i to jest właśnie event katolicko-narodowy vel katolicko-patriotyczny. Składa się z dwóch splecionych części, jak takie czekolady, które są trochę białe, a trochę jednak kakaowe

No  ;D i teraz sie z panem zgadzam, podpisuje sie oburacz pod zacytowanym zdaniem (Dodalbym tylko do tego kakao orła z czekolady i będzie git.)

Zapisane
"I w mordobiciu musi być umiarkowanie"*
 * Dzielny wojak Szwejk.
Albertus
uczestnik
***
Wiadomości: 164

« Odpowiedz #82 dnia: Październik 13, 2017, 00:07:17 am »

Tymczasem granica państwowa niczym takim się nie wyróżnia, pod względem religijnym nie jest miejscem szczególnym. To nie znaczy, że jest czymś złym albo niestosownym modlić się na granicy, choćby i masowo. Ale miejsce, jakim jest granica, nie niesie ze sobą takiej treści, jak miejsce uświęcone w bardziej specjalny sposób.

Ma Pan całkowitą rację, nie chciałem zrównać pielgrzymki do sanktuarium z wyjazdem na modlitwę na granicę, chodziło mi raczej tylko o zaznaczenie, że symbolika miejsca, gdzie się coś wykonuje (nie tyko modli zresztą) ma znaczenie i to również w wymiarze duchowym, większe lub mniejsze w zależności od wielu czynników.
Jest natomiast coś takiego jak pielgrzymka z Helu na Giewont, też można by się pytać czemu akurat z Helu i czemu akurat na Giewont.

A czy czasem nie było tak, że dawniej w czasie jakiś niebezpieczeństw np. zarazy, oblężenia chodziło się w procesjach właśnie po granicy parafii, czy wokół murów miejskich aby wybłagać u Boga ocalenie dla danego miejsca/terenu? Myślę, że akurat symbolikę tego nie trzeba za bardzo tłumaczyć, to się po prostu czuje podświadomie.

Teraz to chwilowy mega spęd. Od iwentu do iwentu.

Myślę, że jest to słuszny zarzut, ale może to się tyczyć również i wielu innych rzeczy, jak choćby nawet i współczesne pielgrzymki czy nawet niektóre Msze św. transmitowane w tv. Ale trzeba pamiętać, że z drugiej strony takie wydarzenia są często dla wielu ludzi jedynymi okazjami by pobyć wśród "swoich" to znaczy wśród innych katolików dla których wiara i życie według niej są ważne i gdzie nie trzeba się tego wstydzić czy się z tym ukrywać. Dawniej takimi miejscami był każdy dom rodzinny, czy nawet wspólnota sąsiedzka. Teraz to się pozmieniało.
Rodzi to oczywiście pytanie skoro nawet rzesze ludzi uczestniczy co roku w pielgrzymkach, wyjazdach tego typu i innych, to gdzie ci ludzie potem są na co dzień, jaki mają wpływ na swoje otoczenie? Czy może to nie są wcale takie rzesze jak mogłoby się zdawać?
Zapisane
Marc
uczestnik
***
Wiadomości: 158

Bóg cię kocha!

« Odpowiedz #83 dnia: Październik 13, 2017, 00:10:54 am »

Dla inglish-spikerów:
https://www.youtube.com/watch?v=d9OjQZLfs58

Church Militant/Vortex to znana amerykańska telewizja internetowa, która broni katolickiej doktryny.
 
Bardzo pozytywnie mówią o "Różańcu do granic" (tak, znają detale, wiedzą ze to na granicach, ale jakoś nie dopatrzyli się pogaństwa, wręcz przeciwnie. Fragment opisu ze strony akcji, który ktoś tu wklejał jako wątpliwy - oni potwierdzili w ten sposób: "Amen. It's absolutely true").

Bardzo pozytywnie o Polsce dzisiejszej i dawnej. Cały ponad 20-min. odcinek jest właśnie o Polsce.
« Ostatnia zmiana: Październik 13, 2017, 00:40:50 am wysłana przez Marc » Zapisane
rysio
aktywista
*****
Wiadomości: 2765

« Odpowiedz #84 dnia: Październik 13, 2017, 00:46:40 am »

Zyjemy w epoce synkretycznej. Wiele jesdt drog do zbawienia, chrzescijanska, animistyczna, buddyjskia. Luter zaraz bedzie doktorem Kosciola, mieszany jest judaizm z neo - wszystko znamy, nawet biskupi tacy jak Rys są za "akcją" ekumeniczną "chociaz nie wiedzą do konca dokąd ta droga prowadzi" ale są dobrej mysli bo "Jezus nas kocha"  ;D

Ale panie Albertusie... Pisze pan prawie wprost, ze te iwenty zastepują wspolnote, jaka byla udzialem dawniej na wsi, podworku, kamienicy. Zgoda. Zatem pozostaje pytanie, czy "akcja medialna graniczna" jest istotą a rózaniec pretekstem czy odwrotnie: tzn ludzie rwali się na te granice z rozancami w dloniach, ze az wladze panstwowe stwierdzily: skoro milion ludzi rwie sie na granice i zamierza sie tam modlic - no to sfilmujemy to spontaniczne wydarzenie  ;)

Wie pan, dzis jakis performer wymyslil "przejscie w Bezledach" jako miejsce szczegolnej Łaski Bozej, jutro wymysli inny performer "Rózaniec na dachach" - blizej nieba, Stary Bog Ojciec lepiej uslyszy - prawda, ze swietny pomysl i pelen symboliki starochrzescijanskiej? Blizej nieba, na gorze, na dachu, na drzewie.

Performer polityk, wymysli "rozaniec w samolocie". Zapewniam pana, ze przyjda ludzie. Do cyrku tez przychodza.
Zapisane
"I w mordobiciu musi być umiarkowanie"*
 * Dzielny wojak Szwejk.
Andrzej75
aktywista
*****
Wiadomości: 2083


« Odpowiedz #85 dnia: Październik 13, 2017, 01:28:37 am »

A czy czasem nie było tak, że dawniej w czasie jakiś niebezpieczeństw np. zarazy, oblężenia chodziło się w procesjach właśnie po granicy parafii, czy wokół murów miejskich aby wybłagać u Boga ocalenie dla danego miejsca/terenu? Myślę, że akurat symbolikę tego nie trzeba za bardzo tłumaczyć, to się po prostu czuje podświadomie.

Właściwie to już pan Rysio napisał za mnie, ale... No właśnie: podświadomie. W razie jakiegoś poważnego zagrożenia ludzie sami chcieli wyjść na mury czy na granice, aby ubłagać pomocy Bożej w celu odwrócenia niebezpieczeństwa; to było naturalne, niesterowane, nie trzeba było tego inscenizować, reżyserować. Natomiast czy przed rzuceniem przez organizatorów hasła do modlitwy na granicy ludzie wyczuwali jakieś poważne, konkretne niebezpieczeństwo czające się tuż za granicami (jakie?) i sami chcieli iść na te granice, by bronić Polski? Chyba nie...
Zapisane
Exite de illa populus meus: ut ne participes sitis delictorum eius, et de plagis eius non accipiatis.
Najmłodszy syn
adept
*
Wiadomości: 35

« Odpowiedz #86 dnia: Październik 13, 2017, 01:51:44 am »

A Dni Krzyżowe? To przecież coroczny, zorganizowany iwent, gdy idziemy procesyjnie do granic miasta i kapłan błogosławi pola. Czemu tam chodzimy od setek lat? I to w dodatku na różne strony świata! Przecież możemy stanąć przy kwiatkach w ogrodzie plebańskim i modlić się o urodzaje. To pogaństwo czystej postaci!!!

"Co symbolizuje odmawianie modlitw o urodzaje na granicy miasta? Jaka jest teologiczna treść wyboru tego konkretnego, specyficznego miejsca?"

Jakiś Performer wymyślił Dni Krzyżowe. Zapewniam Państwo, że przyjdą ludzie. Do cyrku tez przychodzą.

:D
« Ostatnia zmiana: Październik 13, 2017, 01:53:31 am wysłana przez Najmłodszy syn » Zapisane
Anna M
aktywista
*****
Wiadomości: 6172

« Odpowiedz #87 dnia: Październik 13, 2017, 12:03:26 pm »

Dni Krzyżowe to szczególny czas modlitw przez trzy dni przed Wnievowstąpieniem. W Polsce procesje od dawien dawna udawały się do przydrożnych krzyży, przy których odprawiano nabożeństwa błagalne, stąd nazwa „Dni Krzyżowe”. Pojawiły się one w V wieku we Francji, gdzie wskutek klęsk, które nawiedziły diecezję wienneńską, jej biskup św. Mamert zarządził uroczyste procesje błagalne przez trzy dni poprzedzające Wniebowstąpienie Pańskie. W VI wieku zwyczaj ten przyjął się w całej Francji. W roku 816 papeż Leon III wprowadził te procesje w Rzymie i wkrótce przyjęły się one w całym Kościele.

Dni Krzyżowych nie wymyślił jakiś Performer. Nadal są procesje do granic miasta i kapłan błogosławi pola?

W mojej parafii w latach ubiegłych 2005/2006 r.  były procesje po Mszy Św. wieczornej do Krzyża misyjnego przy Kościele, gdzie odmawiano modlitwy o Boże błogosławieństwo dla rolników i ich ciężkiej pracy oraz o stosowną pogodę, potrzebną do obfitych zbiorów. Proszono też za wszystkich ludzi, którzy pracują - o błogosławieństwo w ich trudzie. Śpiewano litanię do Wszystkich Świętych. Teraz nie ma procesji, nawet nie słyszałam żeby ksiądz zapowiadał że takie dni są.

Zapisane
rysio
aktywista
*****
Wiadomości: 2765

« Odpowiedz #88 dnia: Październik 13, 2017, 12:25:23 pm »

Cytuj
Zapomniana w wielu parafiach tradycja, od lat podtrzymywana jest w parafii św.  Marcina w Wysokienicach.  Każdego dnia do krzyża udawała się rzesza wiernych. W procesji poza krzyżem niesiona była także figura Chrystusa Zmartwychwstałego. Każdego dnia przed przydrożnym znakiem Zbawienia parafianie słuchali Ewangelii i na kolanach śpiewali suplikacje "Święty Boże” . Po modlitwach zanoszonych przez ks. Wiesława Wasińskiego, proboszcza następowało poświęcanie okolicznych domostw i wiernych. Ostatniego dnia ks. Wasiński przypomniał wiernym, jak ważnym znakiem w życiu naszych pradziadów, był krzyż. Poprosił też zebranych, by zawsze ten znak darzyli wielkim szacunkiem, miłością i troską.[/u]
« Ostatnia zmiana: Październik 13, 2017, 12:27:40 pm wysłana przez rysio » Zapisane
"I w mordobiciu musi być umiarkowanie"*
 * Dzielny wojak Szwejk.
Anna M
aktywista
*****
Wiadomości: 6172

« Odpowiedz #89 dnia: Październik 13, 2017, 13:44:43 pm »

Przez trzy dni, wierni z Wysokienic, procesyjnie udawali się do przydrożnych krzyży.

http://lowicz.gosc.pl/doc/1548692.Modlitwy-w-Dni-Krzyzowe
Zapisane
Strony: 1 ... 4 5 [6] 7 Drukuj 
Forum Krzyż  |  Disputatio  |  Ogłoszenia pozostałe  |  Wątek: Październikowa Rewolucja... Różańcowa « poprzedni następny »
 

Działa na MySQL Działa na PHP SMF 2.0.11 | SMF © 2014, Simple Machines Prawidłowy XHTML 1.0! Prawidłowy CSS!