Forum Krzyż
Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.
Lipca 20, 2024, 05:06:28 am

Zaloguj się podając nazwę użytkownika, hasło i długość sesji
Szukaj:     Szukanie zaawansowane
www.UnaCum.pl

Centrum Informacyjne Ruchu Summorum Pontificum
232279 wiadomości w 6635 wątkach, wysłana przez 1668 użytkowników
Najnowszy użytkownik: magda11m
Strona główna Pomoc Szukaj Zaloguj się Rejestracja
Forum Krzyż  |  Novus Ordo  |  Kościół posoborowy  |  Wątek: Czym dokładnie jest pelagianizm?
« poprzedni następny »
Strony: [1] Drukuj
Autor Wątek: Czym dokładnie jest pelagianizm?  (Przeczytany 2500 razy)
Anna M
aktywista
*****
Wiadomości: 7381

« dnia: Sierpnia 09, 2013, 12:07:38 pm »

W kazaniu ks. Jenkinsa w święto św. Jana Marie Vianneya 8 VIII pięknie wytłumaczone pojęcie pelagianizmu.

(...)

Czym dokładnie jest pelagianizm?

Jest to bardzo stara herezja wywodząca się z IV wieku, a jej twórcą był niejaki Pelagiusz, urodzony w Anglii lub Irlandii lecz mieszkający długo w Italii i zmarły w roku 418. Herezja jego całkowicie negowała grzech pierworodny i konieczność łaski. By lepiej ją zrozumieć sięgnąć należy do zatwierdzonych przez papieża, potępiających tę naukę dekretów Synodu z Kartaginy.

Po pierwsze, Pelagiusz twierdził, że nawet gdyby Adam nie zgrzeszył - musiałby umrzeć. Oznacza to, że Adam nie został stworzony do nieśmiertelności, ani w stanie łaski. Nauczał też, że grzech Adama miał skutki jedynie dla niego samego, a nie dla całego rodzaju ludzkiego – że rodzaj ludzki zraniony został jedynie przez zły przykład Adama, a nie poprzez utratę łaski. Wspomniany Synod potępił również twierdzenie Pelagiusza, że dzieci rodzą się w takim samym stanie, w jakim znajdował się Adam przed swym upadkiem. Pelagiusz wyciągnął z tej swej tezy logiczny wniosek, że ludzie nie umierają w wyniku grzechu czy śmierci Adama, ani też nie zmartwychwstają dzięki Zmartwychwstaniu Chrystusa – wbrew wyraźnym słowom św. Pawła, że w Adamie wszyscy zgrzeszyli. Piąte twierdzenie Pelagiusza potępione przez Synod również przypomina nam błąd głoszony przez wielu współczesnych – uczył on, że Prawo Mojżeszowe jest równie użyteczne w drodze do nieba, co Ewangelia. Twierdził też, że przed przyjściem Zbawiciela istnieli ludzie, którzy nie byli skalani grzechem.

Pelagiusz odmówił odwołania swych nauk i stwierdził, że zamierza odwołać się do papieża, zamiast tego jednak udał się do Azji Mniejszej i został tam wyświęcony na kapłana przez nieznanego nam biskupa.  Nauki jego rozprzestrzeniały się, jednak dzięki wysiłkom św. Augustyna, św. Ambrożego i św. Hilarego herezja została skutecznie stłumiona, choć na przestrzeni późniejszych wieków odżywała co jakiś czas, jak wiele innych starożytnych błędów. Właśnie walce z błędami Pelagiusza zawdzięczamy ogłoszenie wielu dogmatów naszej wiary, a mianowicie:

1.   Że śmierć Adama nie wynikała z naturalnej konieczności, ale była skutkiem grzechu.
2.   Że nowo narodzone dzieci muszą być chrzczone, ze względu na odziedziczony przez nie grzech pierworodny.
3.   Że łaska uświęcająca nie tylko gładzi grzechy przeszłe, ale też jest pomocą w ich unikaniu.
4.   Że łaska Zbawiciela daje nam nie tylko znajomość Przykazań Bożych, ale i siłę do ich wypełniania.
5.   Że bez łaski Bożej jest nie tylko trudno, ale absolutnie niemożliwe wykonywać dobre uczynki.
6.   Że uznajemy naszą grzeszność nie jedynie z pokory, ale uznając przez to nasz stan faktyczny.

Gdy jednak przyjrzymy się szerzonym obecnie błędom, zwłaszcza tym, z którymi możemy się spotkać we współczesnych parafiach, uznać musimy  że wspomniane wyżej prawdy są w wielkiej mierze negowane, zaś błędy pelagianizmu święcą swój tryumf. Błędy te rozpowszechnione są zwłaszcza w tych parafiach, w których widoczny jest brak umiłowania Tradycji.

Zauważmy najpierw, że chrzest niemowląt jest obecnie bardzo często opóźniany i odkładany na całe miesiące a nawet lata – z całkowitym lekceważeniem nadprzyrodzonego dobra dzieci. Wiele parafii i kapłanów łamie prawo kanoniczne udzielając chrztu jedynie raz w miesiącu, podczas gdy Kościół wymaga, by chrztu dzieci nie odkładano ponad tydzień lub dwa, a jeśli znajdują się one w niebezpieczeństwie śmierci powinny być chrzczone bez zwłoki, nawet jeśli kapłan jest nieosiągalny. Wedle szeroko rozpowszechnionego obecnie błędu wszystkie dzieci zmarłe w niemowlęctwie, niezależnie od tego czy zostały ochrzczone czy też nie, trafiają do nieba. Uznaje się więc de facto, iż znajdują się one w takim stanie, w jakim znajdował się Adam przed upadkiem. To pelagianizm. W ostatnich latach mieliśmy również do czynienia z próbami podważenia tradycyjnego nauczania o Limbus puerorum, miejscu w które trafiają dusze nieochrzczonych dzieci.

W kaplicach wiernych Tradycji dokładamy wszelkich starań, by nowonarodzone dzieci przyjmowały chrzest tak szybko, jak to tylko możliwe. Dlaczego? Ponieważ Chrystus Pan nauczał, że aby osiągnąć zbawienie musimy odrodzić się z wody. Św. Paweł pisał do Efezjan „z natury byliście dziećmi gniewu” (2, 3).

Po drugie, twierdzi się ostatnio niezgodnie z prawdą, że nawet ateiści wykonywać mogą dobre uczynki. Pelagiusz z pewnością by się z tym zgodził, ponieważ – jak słyszeliśmy – utrzymywał on że każdy człowiek, wierzący czy nie, ochrzczony czy też nie, może czynić dobro. Słyszeliśmy niedawno, iż „Korzeń tej możliwości czynienia dobra – którą wszyscy posiadamy – tkwi w stworzeniu” (papież Franciszek). Innymi słowy, wszystko co potrzebne jest do czynienia dobra znaleźć można  w naturze. Niezależnie od tego, czy autor tych słów zdawał sobie z tego sprawę czy nie, jest to doktryna pelagianizmu. To prawda, że poganin może uczynić coś dobrego w porządku naturalnym, nie ma to jednak żadnej wartości dla jego zbawienia. Zazwyczaj gdy mówimy o dobrych uczynkach mamy na myśli akty, które zbliżają nas do nieba. Jednak ateista, nawet jeśli wykonuje uczynki dobre w porządku naturalnym, nie może być zbawiony, o czym świadczą słowa św. Pawła: bez wiary niemożliwym jest się zbawić.

Pelagiusz, a za jego przykładem wyznawcy herezji amerykanizmu, nie przywiązują większego znaczenia do czasu spędzonego na modlitwie. Po co się modlić, skoro nie potrzebujemy łaski, aby być dobrymi? Pelagiusz z pewnością nie poświęcałby wiele czasu na klęczenie i odmawianie Różańca w nadziei na zyskanie wiecznej nagrody. Dlaczego mieliby to czynić kapłani? Kto potrzebuje sakramentów?  Niestety, w minionym stuleciu a także obecnie mamy wielu księży, którzy przedkładają pracę nad modlitwę. Jesteśmy świadkami odrodzenia laicyzacji, gdy świeccy przejmują różne funkcje przynależne kapłanom. Widzimy jak księża i zakonnicy stają się aktywistami, uczestniczącymi w rozmaitych spotkaniach i otwierających bezpłatne jadłodajnie, a zaniedbującymi Święte Oficjum i czytania duchowe. W tej sytuacji nie powinny dziwić nas liczne skandale i brak powołań. Wszystko to ma swe korzenie właśnie w pelagianizmie.

W przeciągu ostatnich dziesięcioleci słyszeliśmy również wielokrotnie, że Żydzi nie muszą się nawracać, że do osiągnięcia zbawienia wystarczy im przestrzeganie Starego Prawa…jak gdyby Nasz Pan, Mesjasz, wypełnienie starotestamentowych proroctw i figur, nie przyszedł w Ciele by ustanowić Nowe i Wieczne Przymierze w swej własnej Krwi. Poza tym większość Żydów nie przestrzega wcale nakazów Starego Prawa, ale Talmudu. Jest to właśnie potępiona teza Pelagiusza, utrzymywał on bowiem, że Prawo Mojżeszowe jest równie pomocne w osiągnięciu nieba co Ewangelia. Wierni katolicy wierzą jednak, iż Stare Prawo zostało wypełnione i udoskonalone w Nowym, tak że grzechem jest przestrzeganie Starego Prawa – gdyż pośrednio negowałoby się w ten sposób, iż Jezus Chrystus jest Mesjaszem.

Coraz mniej ludzi traktuje grzech poważnie i uważa go za przeszkodę w dostąpieniu zbawienia. Obecnie uważa się, iż każdy kto umiera trafia automatycznie do nieba. Często słyszy się grzeszników mówiących: „Bóg to zrozumie” i „Już tego nie zrobię”. Ludzie wydają się uważać, że mogą w jakiś sposób sami przezwyciężyć grzech, albo raczej że nie ma on praktycznego znaczenia dla moralnego przeznaczenia człowieka – to czysty pelagianizm.

To samo można powiedzieć o całej reformie liturgicznej – o usuwaniu wszystkiego co mówi o ofierze czy zadośćuczynieniu za grzech. Grzech postrzega się obecnie raczej jako wykroczenie przeciwko bliźniemu, niż jako obrazę Boga. Jest to nic innego jak herezja pelagianizmu.

Wierni katolicy wiedzą jednak, że grzech stanowi ciężką zniewagę Boga i może być zmazany jedynie dzięki Najdroższej Krwi Chrystusa, zwłaszcza podczas spowiedzi i poprzez wynagrodzenie pokutą i poprawę życia. Z tego właśnie powodu setki tysięcy ludzi udawały się do św. Jana Vianneya i św. ojca Pio, by mogli oni wejrzeć w ich dusze i stwierdzić, czy nie były one skalane jakimiś zapomnianymi grzechami, które wymagałyby zadośćuczynienia i by ich modlitwy oraz ofiary zbliżyły ich do Boga.

Tak więc, jeśli przyjrzymy się dobrze doktrynie pelagianizmu stwierdzić musimy, że to właśnie ci, którzy oskarżają innych o tę herezję są najbardziej przez nią zaślepieni. Biedni ślepi pasterze, którzy prowadzą ślepych w pułapkę naturalizmu i rozpaczy! Cóż to za diaboliczna dezorientacja – oskarżać o tę herezję właśnie ludzi broniących doktryny o konieczności łaski! Nawet pobieżna znajomość pelagianizmu prowadzić musi do wniosku, że ludzie posługujący się tym terminem nie rozumieją po prostu jego znaczenia i w faryzejski sposób szukają drzazgi w oku innych, podczas gdy w ich własnym oku tkwi belka.

Tak więc, drodzy wierni, módlmy się żarliwie do św. Jana Marii Vianneya, byśmy potrafili choć do pewnego stopnia naśladować jego umiłowanie ofiary i pokuty i byśmy mogli otrzymać łaskę światła wiary dla tych, którzy ją utracili. Módlmy się też w szczególny sposób do Najświętszej Maryi Panny, protektorki wiary, byśmy w obliczu obecnej dezorientacji  nigdy nie utracili tego najcenniejszego skarbu, i byśmy pewnego dnia, gdy grzechy nasze oczyszczone zostaną w miłości Bożej i ogniu prześladowania, mogli radować się na wieki we wspólnocie świętych. Amen.

http://forum.piusx.org.pl/index.php?topic=4709.0
Zapisane
Andrzej75
aktywista
*****
Wiadomości: 2325


« Odpowiedz #1 dnia: Sierpnia 09, 2013, 14:04:31 pm »

Tak więc, jeśli przyjrzymy się dobrze doktrynie pelagianizmu stwierdzić musimy, że to właśnie ci, którzy oskarżają innych o tę herezję są najbardziej przez nią zaślepieni.

Do takiego wniosku prowadzi też artykuł na "Rorate caeli":
"It is clear to me that the modern Church in her membership has become more Pelagian than ever whereas Traditional minded Catholics are seeking to hold the line against this most pestiferous return of heresy…"
http://rorate-caeli.blogspot.com/2013/08/confused-how-traditional-catholics-can.html
Zapisane
Exite de illa populus meus: ut ne participes sitis delictorum eius, et de plagis eius non accipiatis.
Piotr
uczestnik
***
Wiadomości: 219

« Odpowiedz #2 dnia: Sierpnia 09, 2013, 19:15:25 pm »

Bardzo podobne, o ile nie identyczne kazanie jest tutaj(http://www.audiosancto.org/sermon/20130804-Who-are-the-Pelagians.html).
Zapisane
Anna M
aktywista
*****
Wiadomości: 7381

« Odpowiedz #3 dnia: Sierpnia 10, 2013, 13:11:10 pm »

Cytat z kazania ks. Jenkinsa:

Cytuj
Zauważmy najpierw, że chrzest niemowląt jest obecnie bardzo często opóźniany i odkładany na całe miesiące a nawet lata – z całkowitym lekceważeniem nadprzyrodzonego dobra dzieci. Wiele parafii i kapłanów łamie prawo kanoniczne udzielając chrztu jedynie raz w miesiącu, podczas gdy Kościół wymaga, by chrztu dzieci nie odkładano ponad tydzień lub dwa, a jeśli znajdują się one w niebezpieczeństwie śmierci powinny być chrzczone bez zwłoki, nawet jeśli kapłan jest nieosiągalny.

1. Kościelny prawodawca w obu dotychczas promulgowanych kodeksach podkreśla wagę rychłego chrztu dzieci. CIC 1917 głosi, że „nie wolno zwlekać z chrztem dzieci; proboszczowie i kaznodzieje powinni często wiernym przypominać tak ważny obowiązek” (kan. 770), a w CIC 1983 zapisano: „Rodzice mają obowiązek troszczyć się, ażeby ich dzieci zostały ochrzczone w pierwszych tygodniach; możliwie najszybciej po urodzeniu, a nawet jeszcze przed nim powinni się udać do proboszcza, by prosić o sakrament dla dziecka i odpowiednio do niego się przygotować” (kan. 867).
Zapisane
Aqeb
aktywista
*****
Wiadomości: 2932

« Odpowiedz #4 dnia: Sierpnia 13, 2013, 12:10:18 pm »

Cytuj
Pelagiusz, a za jego przykładem wyznawcy herezji amerykanizmu, nie przywiązują większego znaczenia do czasu spędzonego na modlitwie. Po co się modlić, skoro nie potrzebujemy łaski, aby być dobrymi? Pelagiusz z pewnością nie poświęcałby wiele czasu na klęczenie i odmawianie Różańca w nadziei na zyskanie wiecznej nagrody.
Przyczepię się do tego szczegółu - właśnie, że nie. Nie wiem jak amerykaniści, ale Pelagianizm Pelagiusza (bo dzisiaj próbuje się wprowadzić różnicę między Pelagiuszem a Celestiuszem czy Julianem z Aeclanum czy następnymi odmianami) nie stawiał jedynie na dobre uczynki w sensie charytatywnym. Właśnie, że Pelagiusz był ascetą. Modlił się i pościł. Tyle, że traktował to w ten sposób, że w przez to on sobie robi zasługi i jakby sam siebie prowadzi do zbawienia. Uważał, że ludzie dobrze czyniąc - a więc i poszcząc i się modląc - zbawią się przez swoje zasługi, nie przez zasługę Chrystusa.
Być może stąd Franciszek zaczął widzieć jakieś ślady pelagianizmu (nawet jeśli tak to bardziej pasowałoby: semipelagianizmu) w różańcach "ilościowych" (co wcale nie znaczy, że musiało to takie być).
Podoba mi się natomiast, że ks. Jenkins wykazał, że posoborowie bardziej choruje na te tendencje. Wspomniałem w innym wątku, że sam już wcześniej (przed pontyfikatem Franciszka) widziałem jakieś takie ślady semipelagiańskie ale właśnie... w posoborowych kręgach. Nie rozumiem właśnie, dlaczego papież odnosi to do tradycjonalistów, choć "posoborowie" jest tego pełne (to tam ciągle tworzy się programy, metody...). W przemówieniu do biskupów w Brazylii sam to nawet zaznaczył, że to idzie w dwie strony, choć zaczął niestety od tradycjonalistów, o "postępowcach" była tylko wzmianka...
Zdaje się, że papież odnosi to do chęci naprawy Kościoła przez jakąś konkretną metodę, bez odniesienie do tego, że to Pan Bóg sam jest w stanie wszystko naprawić nawet jeśli się posłuży ludźmi cz ich metodami. Nie wiem właśnie dlaczego to odnosi do tradycjonalistów, może z jakimiś takimi się zetknął, ale i tak uogólnianie wydaje się być jakoś krzywdzące. I pozostaje pytanie - czy Benedykt XVI, nawet jeśli uznać go tylko za "centroprawicowca", - też był tego rodzaju "pelagianinem"?

Nie chcę być rzecznikiem prasowym, który wyjaśnia co papież ma na myśli, tylko podsumowuję, co mi się wydaje.
Zapisane
"Ilekroć walczymy z pychą świata czy z pożądliwością ciała albo z heretykami, zawsze uzbrójmy się w krzyż Pański. Jeśli szczerze powstrzymujemy się od kwasu starej złośliwości, to nigdy nie odejdziemy od radości wielkanocnej." Św. Leon Wielki
Anna M
aktywista
*****
Wiadomości: 7381

« Odpowiedz #5 dnia: Sierpnia 13, 2013, 12:48:51 pm »

Cytuj
Pelagiusz, a za jego przykładem wyznawcy herezji amerykanizmu, nie przywiązują większego znaczenia do czasu spędzonego na modlitwie. Po co się modlić, skoro nie potrzebujemy łaski, aby być dobrymi? Pelagiusz z pewnością nie poświęcałby wiele czasu na klęczenie i odmawianie Różańca w nadziei na zyskanie wiecznej nagrody.
Przyczepię się do tego szczegółu - właśnie, że nie.

Ten szczegół należy odczytać w nawiązaniu do tego co powyżej, bo on z tego co powyżej wypływa i należałoby zacytować wiekszy fragment:

Cytuj
Pelagiusz, a za jego przykładem wyznawcy herezji amerykanizmu, nie przywiązują większego znaczenia do czasu spędzonego na modlitwie. Po co się modlić, skoro nie potrzebujemy łaski, aby być dobrymi? Pelagiusz z pewnością nie poświęcałby wiele czasu na klęczenie i odmawianie Różańca w nadziei na zyskanie wiecznej nagrody. Dlaczego mieliby to czynić kapłani? Kto potrzebuje sakramentów?  Niestety, w minionym stuleciu a także obecnie mamy wielu księży, którzy przedkładają pracę nad modlitwę. Jesteśmy świadkami odrodzenia laicyzacji, gdy świeccy przejmują różne funkcje przynależne kapłanom. Widzimy jak księża i zakonnicy stają się aktywistami, uczestniczącymi w rozmaitych spotkaniach i otwierających bezpłatne jadłodajnie, a zaniedbującymi Święte Oficjum i czytania duchowe. W tej sytuacji nie powinny dziwić nas liczne skandale i brak powołań. Wszystko to ma swe korzenie właśnie w pelagianizmie.

W podobnym tonie jest na RorateCaeli:

Cytuj
Whether intended or not, all this leans toward Pelagianism.

From this it follows that Pelagius would not be very supportive spending much time in prayer. Why pray if we do not need grace to be good!? Surely, Pelagius would not spend much time kneeling down to pray the Rosary to gain a heavenly favor. Why have priests? Who needs the Sacraments? Sadly, over the last century and still continuing on today, we have had a religious and priests who put work ahead of prayer. There was the worker priest movement. We have seen the rise of laicism…where the laity takes over various roles of the priests. We have seen priests and religious became activists, going to many meetings and opening soup kitchens while neglecting the divine office, their holy hours and spiritual reading. Knowing this, few are surprised at the numerous scandals and loss of vocations. All this flows perfectly from Pelagianism.
Zapisane
Aqeb
aktywista
*****
Wiadomości: 2932

« Odpowiedz #6 dnia: Sierpnia 13, 2013, 15:04:31 pm »

Rozumiem. Niemniej jakby "broniłem" samego Pelagiusza. Obecna dzisiaj postawa "po co się modlić", wydaje mi się, ma inne źródła. Pelagiusz stawiał na wysiłek własny, w tym na ascezę, na modlitwę też choć w inny sposób (dla nas mimo wszystko Bóg jest sprawcą chcenia i działania, dla pelagian to oni sami działają) a dzisiejsi głosiciele tez w rodzaju "po co się modlić" zdają się już nawet na to nie stawiać. Chociaż rzeczywiście - czasem może to mieć zabarwienie  bardziej (semi)pelagiańskie, wtedy to będzie taki aktywizm: "po co się modlić jak możemy CZYNIĆ, ROBIĆ, DOKARMIAĆ", kiedy indziej będzie to bardziej kwietystyczne: "Po co się modlić, jeszcze Panu Bogu będziemy przeszkadzać". Kiedy indziej zaś wiąże się z innymi błędami, łącznie z popadaniem w jakieś niuejdżowskie panteizmy (o czym też wspominał papież Franciszkek - zakonnica mówiąca, żeby zamiast modlitwy "kąpać się we wszechświecie...") czy innymi błędami, dzisiaj ciężko je nawet wymienić...
Zapisane
"Ilekroć walczymy z pychą świata czy z pożądliwością ciała albo z heretykami, zawsze uzbrójmy się w krzyż Pański. Jeśli szczerze powstrzymujemy się od kwasu starej złośliwości, to nigdy nie odejdziemy od radości wielkanocnej." Św. Leon Wielki
Andrzej75
aktywista
*****
Wiadomości: 2325


« Odpowiedz #7 dnia: Sierpnia 13, 2013, 17:00:01 pm »

Myślę, że między Pelagiuszem a współczesnym duchem pelagianizmu jest podobna różnica jak między Lutrem a współczesnym luteranizmem (np. w sferze poglądów etycznych).

Paweł Lisicki, Pelagiańska natura współczesności [w:] Powrót z obcego świata, Kraków 2006, ss. 158-178 [bardzo dobry artykuł, poruszane są m.in. sprawy filozofii Teilharda de Chardin, limbusa, grzechu pierworodnego]:

"Pelagiusz nie był, przynajmniej nic na to nie wskazuje, człowiekiem zepsutym. Wręcz przeciwnie, można by nawet powiedzieć, że wyróżniał się wyjątkową surowością obyczajów. Ten brytyjski mnich przestrzegał postów, prowadził, jak to się pisze, ascetyczny tryb życia. Podobnie zresztą postępowali jego zwolennicy, Celestiusz i Juliusz z Eklanum. Opór budziło nie jego postępowanie, ale nauki. Opór? W naszych uszach brzmią one niewinnie. Twierdzenia, których zresztą Pelagiusz się wypierał, że grzech Adama jest tylko typem, wzorcem, że nikt od urodzenia nie został skażony, że każdy umrze za swoje własne przewinienia, że mieć łaskę to tyle, co mieć wolną wolę, uważamy za przejaw szczerej wiary. dziś wywołany przez nie niepokój musi wydawać się czymś dziwnym. Sformułowany przez Pelagiusza zarzut zdaje się nam nie do odparcia:
"Żaden powód nie pozwala na to, żeby Bóg, który odpuszcza człowiekowi własne jego grzechy, zaliczył mu cudze".
(Komentarz do Listu św. Pawła do Rzymian)
Z pewnością. Z dzisiejszego punktu widzenia dążenie św. Augustyna, by Pelagiusz wyparł się swoich nauk, by poddał się wyrokom Kościoła i przystał na naukę o grzechu pierworodnym, wydaje się przejawem ciasnoty, braku otwartości i nietolerancji. to Pelagiusz jawi się jako niesprawiedliwa ofiara prześladowań. Współczesnemu chrześcijaninowi trudno dopatrzyć się w twierdzeniach Pelagiusza czegokolwiek godnego potępienia. Dlaczegóż to odrzucić mniemanie, że "dzieci nowo narodzone znajdują się w takim stanie, w jakim był Adam przed grzechem pierworodnym", skoro tę naukę, wywołującą gniew Augustyna, przyjęli obecnie najbardziej znani teologowie?
To Pelagiusz, a nie święty Augustyn okazuje się prawdziwym obrońcą ludzkiej godności. Dla Augustyna nasza wola o własnych siłach nie może zdobyć sobie zbawienia; według Pelagiusza łaska jest co najwyżej pomocą. Albo jeszcze inaczej: w myśli pelagiańskiej łaska Boga jest odpowiedzią na zasługi człowieka; jesteśmy dobrzy dzięki sobie; otrzymujemy miłosierdzie, bo się nam ono należało. Przychodzimy na świat wolni od zmazy, rodzimy się już odkupieni. Stworzenie zbiega się z odkupieniem, którego nie może naruszyć grzech. Można powiedzieć, że Bóg kocha nas ze względu na naszą godność, Boża łaska stanowi należną odpowiedź na naszą wartość. Wszystko tu ostatecznie zawdzięczamy sobie. Nasza naturalna wola wystarczy, by nas zbawić.
[...]
Ci, którzy uznają przyrodzoną niewinność człowieka, są zmuszeni albo przyjmować optymistyczny utopizm, negując zło i cierpienie, albo gnostycyzm, zgodnie z którym zło okazuje się nieprzezwyciężone, tkwiąc w samym porządku stworzonego świata.
[...]
Po co mówić współczesnemu człowiekowi o skażeniu, plamie, zepsuciu, skoro taka nauka do niego nie dociera. Ba, rodzi bunt, opór. W końcu Chrystus i tak umarł za nas. W końcu odkupił nas, gdyśmy byli grzesznikami, choć niceśmy o tym nie wiedzieli. Po co kłuć w oczy dawną, czcigodną może, ale, wyznajmy szczerze, wyjątkowo twardą nauką?
[...]
Być może wielu nauczycieli Kościoła uznało, że w sytuacji szybkiej i powszechnej dechrystianizacji, gdy coraz częściej zagrożone są podstawowe prawa człowieka, gdy we wszystkich niemal krajach Zachodu dopuszcza się aborcję, gdy coraz częściej dokonuje się eksperymentów na ludzkich embrionach, a życie przestało być powszechnie szanowaną, należy za wszelką cenę przypomnieć ludziom o ich naturalnej godności. Skoro świat coraz częściej zaczął podważać naturalną godność, jej obrońcą postanowił zostać Kościół. Tylko jakie są tego skutki?
Proces dechrystianizacji jeszcze przyspieszył. Przemiany obyczajowe i prawne prowadzą do coraz bardziej radykalnego wytrzebienia chrześcijaństwa z życia zachodnich społeczeństw. Zapomnienie o upadku i o tym, że wyzwala od niego tylko nadprzyrodzona łaska odbiera Kościołowi moc i żywotność. Coraz bardziej upodabnia się on do instytucji świeckiej. A przecież jego autorytet nie pochodzi od człowieka czy ludzkości, ale z góry, od Chrystusa. Kościół otrzymał go nie dla obrony naturalnej godności człowieka, nawet jeśli to bardzo ważna wartość. Przed wszystkim innym jest on na ziemi niebiańskim posłańcem, jak mówił kardynał Newman, heroldem Boga, uniwersalnym lekarzem, narzędziem wybawienia ze skażenia, które dotyka każdego człowieka przychodzącego na świat. Jest arką ratującą przed zgubą, schronieniem przed śmiercią ostateczną. Jego pierwszym i najważniejszym zadaniem ma być ratowanie dusz, obmywanie z grzechu potomków Adama. Dopiero kiedy to czyni, sądzę, jego głos staje się naprawdę doniosły".

http://archiwum.rp.pl/artykul/653788-Pelagianska-natura-wspolczesnosci.html
Zapisane
Exite de illa populus meus: ut ne participes sitis delictorum eius, et de plagis eius non accipiatis.
Strony: [1] Drukuj 
Forum Krzyż  |  Novus Ordo  |  Kościół posoborowy  |  Wątek: Czym dokładnie jest pelagianizm? « poprzedni następny »
 

Działa na MySQL Działa na PHP SMF 2.0.19 | SMF © 2014, Simple Machines Prawidłowy XHTML 1.0! Prawidłowy CSS!