Forum Krzyż
Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.
Wrzesień 22, 2020, 13:46:24 pm

Zaloguj się podając nazwę użytkownika, hasło i długość sesji
Szukaj:     Szukanie zaawansowane
Skauci św. Bernarda

http://ssbc.pl/
218938 wiadomości w 6318 wątkach, wysłana przez 1567 użytkowników
Najnowszy użytkownik: random1414
Strona główna Pomoc Szukaj Zaloguj się Rejestracja
Forum Krzyż  |  Disputatio  |  Sprawy ogólne  |  Wątek: Propedeutyka dydaktyki
« poprzedni następny »
Strony: [1] 2 3 Drukuj
Autor Wątek: Propedeutyka dydaktyki  (Przeczytany 6050 razy)
andy
aktywista
*****
Wiadomości: 748


« dnia: Grudzień 02, 2009, 14:01:23 pm »

Nie uczył sie pan w szkole dat?

"Uczenie dat" to straszliwa głupota, której zawdzięczamy historyczną ignorancję całych pokoleń Polaków. Na szczeście większości wymienionych przez Pana dat nie pamiętam.
Zapisane
Morro
aktywista
*****
Wiadomości: 621


« Odpowiedz #1 dnia: Grudzień 02, 2009, 14:07:18 pm »

Panie andi nie wiem dlaczego się Pan cieszy, że czegoś nie wie. znajomość dat nie jest niczym złym ,tak samo jak ich uczenie. Nauka historii bez dat byłaby kuriozum, bo wydarzenia i procesy trzeba umieszczać w czasie by je zrozumieć ,a tym samym  powinno sie pewne daty znać.
Zapisane
SolusLupus
Gość
« Odpowiedz #2 dnia: Grudzień 02, 2009, 14:09:57 pm »

Dziękuję Panie Morro, właśnie się chciałem odezwać - jako historyk - ale Pan mnie uprzedził. Dodam, że chronologia jest rzeczą podstawową dla rozumienia historii.
Zapisane
jp7
Administrator
aktywista
*****
Wiadomości: 5502


« Odpowiedz #3 dnia: Grudzień 02, 2009, 14:55:06 pm »

Panowie - czy aż takie znaczenie ma fakt, że bitwa pod grunwaldem miała miejsce akurat 15 lipca 1410? Moim zdaniem tylko pod warunkiem, że 16 dajmy na to lipca miałby miejsce inny znaczący fakt. Bez tego wystarczy wiedzieć, ze było to w lipcu albo w lecie 1410 roku. Bo to jest właśnie "umiejscowienie w czasie"
Zapisane
Kyrie Eleison!
Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?
Murka
aktywista
*****
Wiadomości: 1261


« Odpowiedz #4 dnia: Grudzień 02, 2009, 15:15:41 pm »

Do znajomosci historii i chronologii wcale nie jest potrzebna znajomosc dat na pamiec. Mozna je sobie wyliczyc, kazde wydarzenie mozna umiejscowic w czasie jesli zna sie dobrze historie. Zreszta pamietam, ze egzaminator byl zachwycony, kiedy spytal o date, ktorej nie znalam na pamiec (pierwsze pytanie), i zeby mu ja przytoczyc musialam przeprowadzic caly wywod chronologiczny, az wreszcie wysnulam ze wypada mi jakos poczatek lat 90tych XV wieku. Zrezygnowal z dalszych pytan i dostalam 5 :) Potem powiedzial, ze to wygladalo m/w tak, jakbym starala sie przypomniec sobie kiedy bylam u fryzjera i wykoncypowala ze bylam po pierwszym, bo mialam na to kase, a przed 10tym, bo 10tego wyjezdzalam do sanatorium.
Zapisane
Niech się nie trwoży serce wasze ani się lęka.
Morro
aktywista
*****
Wiadomości: 621


« Odpowiedz #5 dnia: Grudzień 02, 2009, 15:21:55 pm »

Ze względu na rangę wydarzeń, różnie się podchodzi do do dat. co innego jest nie wiedzieć dziennej daty bitwy pod Legnicą a co innego nie znać dziennej daty rozpoczęcia IIWŚ. Gdyby zapytano Pana o datę rozpoczecia IIWŚ  to  odpowiedziałby Pan - daty są do kitu. Całe szczęście, że ich nie znam?
Pewne daty wypada znać i inne można znać tylko po wieku i tyle.
Zapisane
romeck
aktywista
*****
Wiadomości: 1710


« Odpowiedz #6 dnia: Grudzień 02, 2009, 16:05:38 pm »

Pewne daty wypada znać ...

Np. datę urodzin mojej żony... ;)

Ale datę POWSTANIA Unii Europejskiej chyba sie jeszcze pamięta? (01.12.2009)

A z historii także znam w większości lata (roki) albo wiek (połowy). Wystarczy i to także jest data.
Np. Ja sie urodziłem "w drugiej połowie dwudziestego wieku" ;)
Zapisane
Regiomontanus
aktywista
*****
Wiadomości: 3029


« Odpowiedz #7 dnia: Grudzień 02, 2009, 16:07:39 pm »

W krajach anglosaskich praktycznie nie uczy się żadnych dat. Rezultat jest katastrofalny - młodzi ludzie nie potrafią umiejscowić w czasie żadnego wydarzenia historycznego.

Tak, uczenie się na pamięć jest istotne.  Ktoś, kto nie zna na pamięć tabliczki mnożenia, nie potrafi wymienić stolic znaczniejszych państw i nie wie, w którym wieku odkryto Amerykę na wyżyny intelektualne raczej się nigdy nie wzniesie. Tymczasem tych rzeczy szkoły powoli przestają uczyć - po co, przecież na internecie można to wszystko znaleźć.

Uczenie się na pamięć było centralnym składnikiem kształcenia już od czasów starożytnych. Porzucenie "kucia na pamięć" jest wielką pomyłką zachodniego szkolnictwa, pomyłką, która już zaczyna się mścić. Bo w Azji kują dalej...


Zapisane
Certe, adveniente die judicii, non quaeretur a nobis quid legerimus, sed quid fecerimus.
andy
aktywista
*****
Wiadomości: 748


« Odpowiedz #8 dnia: Grudzień 02, 2009, 17:04:11 pm »

Myślę, że niektórzy już wyjaśnili o co chodzi. Znajomość dat bez znajomości procesów do niczego nie prowadzi. I tak większość "ważnych dat" jest umowna - jak np. data upadku Cesarstwa Rzymskiego, którą wszyscy kują w szkołach kompletnie bez sensu bo był to pewien proces, który trwał parę wieków i to jest ciekawe i ważne, a nie jakaś sztucznie wybrana data. Podobnie różne bitwy - ich znaczenie jest często także sztuczne a poza tym - ponownie - bez znajomości kontekstu są daty i "wyniki" bitew pojmowane niczym wyniki meczy piłkarskich - "Nasi 1 Oni 0" lub coś w tym guście.

Kucie na pamięc to także kretynizm, to, że jest to kretynizm powszechnie stosowany w Azji nie czyni go mniej kretyńskim. Problemem Zachodnich szkół nie jest rezygnacja z kucia - to akurat świetny pomysł - lecz rezygnacja z wymagań. Wymagania zaniżono tak, żeby przeciętny matoł mógł skończyć szkołe i dostać się na studia i tu jest pies pogrzebany.

Nota bene kucie było dobre wtedy, kiedy cała wiedza ludzkości nie tylko dawała się zmieścić w kilku księgach - ale pozostawała bez zmian przez całe życie jednostki. W chwili obecnej pamiętanie takich informacji jak stolice państw umożliwia jedynie szybsze rozwiązywanie krzyżówek, żadnych innych zalet nie ma. W dzisiejszych czasach dalece większym problemem jest radzenie sobie z zalewem informacyjnym, z dostępem do po ludzku nieprzetwarzalnych zasobów informacji a nie wykucie na pamięć kilku rzeczy. A największym problemem jest nieumiejętność myślenia: a więc zadawania sobie pytań, kwestionowania otrzymywanych twierdzeń a następnie samodzielnego pozyskiwania i analizowania informacji w celu uzyskania odpowiedzi. Tego, niestety, większość szkół i u nas i na Zachodzie nie uczy - podejrzewam zresztą, że celowo - łatwiej rządzić populacją, która wykuje na pamięć parę rzeczy, wierzy niezbicie w to co wydrukowane albo co powiedzieli w telewizorze (czy - jak to się kiedyś mówiło - środkach musowego przykazu), czyli bandą ludzi sprowadzonych do poziomu matołów a nie krytycznie myślących jednostek.
Zapisane
Murka
aktywista
*****
Wiadomości: 1261


« Odpowiedz #9 dnia: Grudzień 02, 2009, 18:01:03 pm »

Tego, niestety, większość szkół i u nas i na Zachodzie nie uczy

A ja przegladalam francuski podrecznik do matematyki dla pierwszych klas. Same zadania logiczne. Zero cyfr, zero liczenia i znanych nam slupkow. Jedynie obrazki i wymaganie kombinowania co na obrazku trzeba dorysowac, czego brakuje, co nie pasuje etc. W kolejnym widzialam jeszcze dziwniejsze zadania: podane sa jakies dane, ale nie chodzi o to, by obliczyc wynik. Chodzi o to, by wyczaic, ktore dane sa zbedne, albo ktore musza byc nieprawdziwe, albo o sam proces rozwiazywania zadania. W wielu zadaniach pytanie nie brzmi "ile?", ale "jak obliczyc ile?" i odpowiedzia na nie nie jest wynik-liczba, ale tekst opisujacy procedure rozwiazania zadania. Wiele razy widzialam tez zadania nierozwiazywalne i prawidlowa odpowiedzia bylo "brak danych" albo "niektore dane sa falszywe".

Skadinad wiem, ze w Polsce odchodzi sie juz od kucia, co matolom i tak nie uprosci sprawy - na egzaminach dozwolone sa tablice matematyczne, fizyczne, chemiczne, a matoly i tak oblewaja, bo nic im po wzorze, jesli nie potrafia go zastosowac.
Zapisane
Niech się nie trwoży serce wasze ani się lęka.
andy
aktywista
*****
Wiadomości: 748


« Odpowiedz #10 dnia: Grudzień 02, 2009, 18:33:18 pm »

Tego, niestety, większość szkół i u nas i na Zachodzie nie uczy

A ja przegladalam francuski podrecznik do matematyki dla pierwszych klas. Same zadania logiczne. Zero cyfr, zero liczenia i znanych nam slupkow. Jedynie obrazki i wymaganie kombinowania co na obrazku trzeba dorysowac, czego brakuje, co nie pasuje etc. W kolejnym widzialam jeszcze dziwniejsze zadania: podane sa jakies dane, ale nie chodzi o to, by obliczyc wynik. Chodzi o to, by wyczaic, ktore dane sa zbedne, albo ktore musza byc nieprawdziwe, albo o sam proces rozwiazywania zadania. W wielu zadaniach pytanie nie brzmi "ile?", ale "jak obliczyc ile?" i odpowiedzia na nie nie jest wynik-liczba, ale tekst opisujacy procedure rozwiazania zadania. Wiele razy widzialam tez zadania nierozwiazywalne i prawidlowa odpowiedzia bylo "brak danych" albo "niektore dane sa falszywe".

Brawo! Kolejny przykład, że jesteśmy niestety zad.piem świata (jak to był łaskaw nazwać ś.p. Stanisław Lem). W wielu sprawach to dobrze - np. mniejsza "kreatywność liturgiczna" - ale, na miłość Boską, nie we wszystkich. Podobnie jak nie wszystko było lepsze w roku 1820. Na przykład sposób nauczania z pewnością nie był.


Skadinad wiem, ze w Polsce odchodzi sie juz od kucia, co matolom i tak nie uprosci sprawy - na egzaminach dozwolone sa tablice matematyczne, fizyczne, chemiczne, a matoly i tak oblewaja, bo nic im po wzorze, jesli nie potrafia go zastosowac.

W Polsce się zaniża poziom. W tej chwili matoł może spokojnie przepłynąć szkołe i dostać się na studia. Matury są żałosne. Studia zresztą też tworzą się coraz kreatywniejsze. Dziś miałem okazję poznać studentkę - uwaga - kosmetologii. Serio, są takie studia wyższe. Nie zapytałem czy dają za to magistra czy tylko licencjat wyłącznie przez wyniesioną z domu kulturę. Jak widzę takie studia wyższe to przypomina mi się (głupi skąd-inąnd) film "Głupcy z kosmosu", gdzie jedna z bohaterek (dla zilustrowania jej głupoty) opowiada jak to skończyła studia wyższe w układaniu kwiatów. Naprawdę, niewiele brakuje nam do magistrów ikebany.
Zapisane
Fidelis
Gość
« Odpowiedz #11 dnia: Grudzień 02, 2009, 19:20:31 pm »

Wtrącę się. Jako stary belfer nie przyjmuję od studentów (a raczej studentek) odpowiedzi w postaci wyklepanych na pamięć definicji. Proszę o przykłady. Językoznawstwo to nauka oparta na przykładach ze zrozumieniem. Bo na przykład w węgierskim tak, a w tureckim tak. I z tym jest największy kłopot. Z przykładami.

Miałem dobrego nauczyciela historii. Do odpowiedzi proszę Pipcińska. Proszę omówić temat - wojny polsko krzyżackie. Pipcińska; Konrad Mazowiecki sprowadził Krzyżaków do Polski.... Historyk; dlaczego ich sprowadził? Pipcińska - cisza. Ni w ząb! Blondynka.
  To jest sedno sprawy - zrozumienie!
Zapisane
SolusLupus
Gość
« Odpowiedz #12 dnia: Grudzień 02, 2009, 21:17:46 pm »

Ci, którzy twierdza, ze kucie na pamięć jest bzdurą powinni porozmawiać z ludźmi, którzy w ten sposób się uczyli. Samo zapamiętywanie jest ćwiczeniem mózgu, być może nigdy zapamiętane informacje się nam do niczego nie przydadzą, ale będziemy mieli sprawny umysł. Wielu starszych ludzi, którzy, właśnie uczyli się na pamięć twierdzi, ze dzięki temu zachowali świeżość umysłu na długie lata. Jak będzie z tymi, którzy pamięci nie ćwiczą - bo to kretynizm?

Jako młody belfer dodam, ze poziom nauczania i wymagań w Polsce (choć jeszcze jest wyższy niż na zachodzie) systematycznie spada. Potwierdza to także moja małżonka - pracownik uniwersytetu - że czasem na trzecim roku studenci nie wiedza podstaw, które powinni byli poznać w liceum.

Poza tym dodam, ze rozumienie i wykorzystywanie wiedzy musi iść w parze z wiedzą właśnie. Czyli najpierw trzeba coś wiedzieć, potem to zrozumieć, a następnie wykorzystać. Twierdzenie, ze można nauczyć się tylko wykorzystując informacje jest błędne z wielu powodów, na które tu nie ma miejsca. Także, rozumienie - oczywiście, ale najpierw trzeba mieć co rozumieć. Czy Pan Fidelis wyobraża sobie znajomość języka bez znajomości (o zgrozo - na pamięć) słówek? Albo słynnych z języka angielskiego irregular verbs?
Zapisane
Fidelis
Gość
« Odpowiedz #13 dnia: Grudzień 02, 2009, 21:32:45 pm »

@Solus Lupus.

Witam młodszego kolegę i pozdrawiam.

Nie wykluczam uczenia się na pamięć. Ależ oczywiście, pewne rzeczy trzeba a nawet wypada. Memoria minuitur nisi eam exerceas - pamięć umniejsza się jeśli jej nie ćwiczysz. Zwłaszcza w przypadku języków obcych. Chodzi mi jedynie o to by odchodzić od kucia na pamięć bez zrozumienia.
Pisałem kiedyś. Pytam studentkę: prosze pani, które to są języki romańskie? Ona (oczki w słup w poszukiwaniu rozumu); to będzie tak.... szwedzki....
Ja; proszę pani, czy Imperium Rzymskie sięgało do Szwecji... gdzie leży Szwecja? Ona: pan mnie z geografii pyta, ja byłam słaba z geografii.
Zapisane
andy
aktywista
*****
Wiadomości: 748


« Odpowiedz #14 dnia: Grudzień 02, 2009, 22:17:31 pm »

Twierdzenie, ze można nauczyć się tylko wykorzystując informacje jest błędne z wielu powodów, na które tu nie ma miejsca. Także, rozumienie - oczywiście, ale najpierw trzeba mieć co rozumieć. Czy Pan Fidelis wyobraża sobie znajomość języka bez znajomości (o zgrozo - na pamięć) słówek? Albo słynnych z języka angielskiego irregular verbs?

Znam angielski bardzo dobrze, swobodnie piszę i mówię w tym języku. Nigdy nie kułem słówek. Nigdy nie uczyłem się gramatyki, nie znam czasów ani odmian. Nigdy nie kułem irregular verbs. No i co Pan na to? Może czas poszerzyć swoje wyobrażenia o tym co jest możliwe a co nie.
Zapisane
Strony: [1] 2 3 Drukuj 
Forum Krzyż  |  Disputatio  |  Sprawy ogólne  |  Wątek: Propedeutyka dydaktyki « poprzedni następny »
 

Działa na MySQL Działa na PHP SMF 2.0.11 | SMF © 2014, Simple Machines Prawidłowy XHTML 1.0! Prawidłowy CSS!