Forum Krzyż
Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.
Wrzesień 26, 2020, 08:38:22 am

Zaloguj się podając nazwę użytkownika, hasło i długość sesji
Szukaj:     Szukanie zaawansowane
Skauci św. Bernarda

http://ssbc.pl/
219008 wiadomości w 6321 wątkach, wysłana przez 1567 użytkowników
Najnowszy użytkownik: random1414
Strona główna Pomoc Szukaj Zaloguj się Rejestracja
Forum Krzyż  |  Disputatio  |  Sprawy ogólne  |  Wątek: Artykuły, dyskusje i pytania p.ATW
« poprzedni następny »
Strony: [1] Drukuj
Autor Wątek: Artykuły, dyskusje i pytania p.ATW  (Przeczytany 5522 razy)
Adimad
aktywista
*****
Wiadomości: 1219

« dnia: Październik 14, 2009, 14:53:26 pm »

(tekst ukaże się w najnowszym Templum Novum chyba także)

Adam T. Witczak
Olivier Messiaen – awangarda i tradycja

Wiek XX był dla muzyki okresem przełomowym i fakt ten przejawia się na wielu płaszczyznach. Pomińmy tu charakterystyczny dla tzw. „kultury popularnej” fenomen jazzu i wywodzącego się zeń (pośrednio) rock and rolla, który wywrócił do góry nogami życie młodzieży (i nie tylko młodzieży) Ameryki, Europy, a w pewnym stopniu także i całego świata. Nie zagłębiajmy się także w ogromną przemianę technologiczną, jaką była (powstała, co prawda, w drugiej połowie wieku XIX) możliwość zapisu dźwięku (a zatem i muzyki) na nośniki takie jak płyta gramofonowa, taśma magnetyczna, płyta kompaktowa czy wreszcie: twardy dysk komputera (format mp3 i inne).
Sugeruję, by zawęzić zakres naszych rozważań do tego, co działo się w wieku XX z tak zwaną „europejską muzyką klasyczną”, zwaną też od pewnego czasu „muzyką poważną” (cokolwiek miałoby to znaczyć, zwłaszcza w kontekście obecności w niej od dawna form muzycznych traktowanych jako luźne i żartobliwe, vide scherzo czy operetka).
A zatem w obszarze „europejskiej muzyki klasycznej” wiek XX przyniósł dwie zasadnicze przemiany (których korzenie bywają zresztą niekiedy głębsze, niżby się mogło wydawać, ale to inna sprawa). Pierwszą przemianą jest odmienne podejście do organizacji dźwięków wydobywanych z klasycznych instrumentów, a więc nowe techniki komponowania, nowe rozumienie takich pojęć jak „rytm”, „melodia”, „harmonia”, „dysonans” czy „konsonans” – i inny niż dawniej stosunek do nich. Przemianą drugą jest nowe podejście do samego dźwięku – poszerzenie palety barw o niekonwencjonalne brzmienia wydobywane z klasycznych instrumentów (sonoryzm, preparowany fortepian) oraz o brzmienia generowane elektronicznie i wreszcie o szmery (których wytwarzanie po części mieści się w dwóch wyżej wymienionych podejściach, po części zaś wykorzystuje jeszcze inne techniki).
Arnold Schoenberg zaproponował porzucenie tradycyjnie rozumianej tonalności, aczkolwiek kroki w kierunku jej rozluźnienia miały miejsce już wcześniej. On jednak zastąpił system dur-moll nowatorskim pomysłem – dodekafonią, umożliwiającą wykorzystanie wszystkich 12 dźwięków (a w zamian, żeby nie było zbyt lekko, nakładającą na kompozytora rozliczne inne ograniczenia). Poszli za nim m.in. Anton Webern i Alban Berg. Edgar Varese poszerzał m.in. zakres użycia instrumentów perkusyjnych („Ionisation”), Iannis Xenakis wprowadzał do muzyki wyższą matematykę, a także brzmienia szmerowe których nie powstydziliby się dzisiejsi twórcy z pogranicza ambientu i noise. John Cage w nieco (mocno?) błazeński sposób sprawdzał „co jeszcze da się zrobić”, deformując brzmienie fortepianu i w ogólności organizując quasi-muzyczne happeningi, a Luigi Russolo już w latach 20-tych był prekursorem industrialu, grając na swoich „intonarumori” muzykę miasta i przemysłu...
...i wydawać by się mogło – takiemu przekonaniu najczęściej ulegają różnej maści konserwatyści! – że cała ta „awangarda” mniej lub bardziej hołdowała także nowinkom w świecie ideologii, użyczając swych prawdziwych i rzekomych talentów tej czy innej frakcji „lewicy”, „Rewolucji” i „Antytradycji”.
Schemat ten burzy Olivier Messiaen. Zapewne nie tylko on wybiega poza obiegowe rozumienie pojęć, łącząc swoiście pojmowaną „tradycję“ ze swoiście pojmowaną „awangardą“ – ale on osiągnął w tym najwięcej, jego twórczość jest bodaj najpełniejszym tego wyrazem.
Urodził się w roku 1908 w rodzinie tłumacza literatury pięknej i uzdolnionej poetki, zmarł w 1996. Przeżył zatem prawie cały wiek XX – od dorożek, parowozów, expresjonistów, kubistów i końca „la belle epoque” do mikrokomputerów, internetu, muzyki industrialnej, fotografii satelitarnej i czego tam jeszcze.
Powiedzieć, że Messiaen był jednym z największych awangardzistów, nowatorów i poszukiwaczy w obrębie współczesnej muzyki – to truizm, a więc moglibyśmy spokojnie postawić go obok Varese’a, Ligetiego, Stockhausena, Bouleza i kilku innych. Ale to, co zwraca uwagę w twórczości Messiaena to fakt, że jest ona w ogromnej mierze przeniknięta duchem religijnym, mało tego – rzymskim katolicyzmem w jego ortodoksyjnej postaci (pomijając, być może, bardzo nieliczne odchylenia natury raczej „emocjonalnej” niźli doktrynalnej).
W roku 1930, 22-letni Olivier objął funkcję organisty w paryskim kościele Św. Trójcy. Jak sam o tym pisał (cytat z książki Antoine’a Golea „Rencontres avec Olivier Messiaen”): „Urodziłem się jako wierzący i chodziłem do kościoła jako wierzący, nie myśląc o tym, że pewnego dnia wezmę tak czynny udział w nabożeństwie, bo do tego czasu byłem tylko jednym z wielu młodych wiernych. Ten nowy zawód (organisty w kościele) spełnił, oczywiście, mój ideał muzyka wierzącego.” Owa praca (ale czyż nie jednocześnie pewne powołanie, to co w terminologii Bolesława Piaseckiego było „twórczością”, od „pracy” zasadniczo odmienną?) z pewnością przyczyniła się do zainteresowania Messiaena organami, a w konsekwencji do skomponowania szeregu dzieł, tyleż osadzonych w religijnej tradycji, co awangardowych w formie. Wymienić tu można np. „Le Banquet Celeste” („Niebiańska uczta”) – bardzo powolny, mroczny utwór o charakterze zgoła medytacyjnym, skomponowany zresztą jeszcze przed objęciem posady organisty; „L’Apparition de l’Eglise eternelle” („Ukazanie się Kościoła wiecznego”), czy wreszcie podzielone na dziewięć części dzieło o nazwie „Nativite du Seigneur” („Narodzenie Pańskie”).
Prócz utworów organowych Messiaen zasłynął kompozycjami fortepianowymi – wśród nich wyróżniają się dwa monumentalne dzieła, jedno o tematyce religijnej, drugie zaś będące odzworowaniem muzycznym śpiewu ptaków. „Vingt Regards sur l’Enfant Jesus” („20 spojrzeń na Dzieciątko Jezus”) to zbiór 20 utworów, trwających od kilku do kilkunastu minut i będących swoistymi „spojrzeniami” na nowonarodzonego Chrystusa z różnych perspektyw, wyrażonych dźwiękami. Z kolei „Catalogue d’Oiseaux” („Katalog Ptaków”) to nie mające precedensu w historii muzyki przedsięwzięcie: przetworzenie ptasich treli nieomal dosłownie na nuty, pod kątem zagrania uzyskanych „kompozycji” na fortepianie. „Nieomal dosłownie” – gdyż celem Messiaena nie było bliżej nieokreślone „wytworzenie nastroju” kojarzącego się z ptakami i ich śpiewem (vide motywy np. z „Czterech pór roku” Vivaldiego), ani nawet „ptasia stylizacja” – ale transkrypcja. W ogóle był Messiaen ornitologiem-amatorem, wielkim znawcą ptaków i dźwięków przez nie wydawanych, przy czym nie rejestrował ich na taśmie, ale – podczas licznych wędrówek po Francji i całym świecie – notował na bieżąco ptasie śpiewy za pomocą zapisu nutowego! Oczywiście takie podejście powoduje, że „Katalog Ptaków” (zajmujący trzy płyty CD) nie jest dziełem „łatwym i przyjemnym” – przeciwnie: roi się od dysonansowych współbrzmień, długich pauz, nietypowych rytmów i podobnych „trudności”, typowych zresztą dla sporej części twórczości genialnego Francuza. O cechach jego muzyki powiemy jednak nieco później.
Podczas II wojny światowej Messiaen zmobilizowany został do francuskiego wojska i wkrótce potem osadzony przez Niemców w obozie jenieckim w Gorlitz/Zgorzelcu. Tam właśnie powstało bodaj najsłynniejsze jego dzieło: „Kwartet na koniec czasu”, inspirowane Apokalipsą św. Jana i pierwszy raz wykonane przez prowizoryczną obozową orkiestrę.
W pewnym sensie można twórczość Messiaena podzielić na trzy części: utwory liturgiczne; utwory religijne, ale nie stricte liturgiczne – i utwory „niereligijne”. To ostatnie określenie nie bez przyczyny ująłem w cudzysłów. Z jednej strony mówi bowiem Messiaen: „Pewna liczba mych dzieł służy wydobyciu na światło dzienne prawd teologicznych wiary katolickiej. Oto pierwszy aspekt mojej twórczości, najbardziej chlubny i niewątpliwie najbardziej użyteczny, najważniejszy, może jedyny, którego nie pożałuję w godzinie mojej śmierci”. Z drugiej jednak uzupełnia w innym miejscu: „Nie ma prawdziwej muzyki świeckiej ani prawdziwej muzyki świętej, lecz jedynie rzeczywistość widziana z dwóch różnych stron”. A zatem cała muzyka Messiaena w jakiś sposób wyrażała jego religijne widzenie świata, również utwory o tematyce „ptasiej” czy np. „japońskiej” (cykl „Sept Haokai”) oraz kompozycje „czysto techniczne”, wyzbyte „programowości” czy bezpośredniego obrazowania jakiejś rzeczywistości.
Mówiąc o utworach „niereligijnych” wspomnieliśmy o „Sept Haokai” – to efekt podróży Messiaena do Japonii, zainteresowania jej kulturą i połączenia w jedną całość pewnych elementów klasycznej muzyki japońskiej, muzyki europejskiej i osobistych „poszukiwań” Messiaena. Inne istotne dla tej części twórczości Messiaena utwory to np. „Des Canyons aux Etoiles” (“Od kanionów do gwiazd”) – inspirowane podróżą do Ameryki Północnej dzieło, wykorzystujące m.in. szmerowe brzmienia urządzeń imitujących wiatr, a także „Canteodjaya” (bazująca na rytmach hinduskich), „Turangalila” (symfonia miłości i radości) czy „Oiseaux Exotiques” („Ptaki egzotyczne”). Messiaen jest także autorem opery poświęconej św. Franciszkowi z Asyżu.
Jaka jest muzyka Oliviera Messiaena – od strony konstrukcji oraz „brzmienia” i „nastroju”? Z pewnością Messiaen był kompozytorem awangardowym. Tak naprawdę wybiegał bardzo daleko poza kanony muzyki europejskiej, a jeśli spoglądał w przeszłość – to na ogół w najdalszą, na przykład do chorału gregoriańskiego, który jednak wykorzystywał mocno po swojemu i w szczególny sposób. Przykładowo, jak pisze Tadeusz Kaczyński: „Pośród kilku elementów składających się na materiał muzyczny „Couleurs” [„Couleurs de la Cite Celeste” – „Kolory niebiańskiego miasta” – przyp. ATW] (...) jest także chorał gregoriański, i to w postaci dosłownych cytatów. (...) Są one wszakże [motywy chorału – przyp. ATW] tak zinstrumentowane i tak wtopione w ogólną fakturę dzieła, że u słuchacza prawie nie wywołują skojarzeń chorałowych. Z tradycyjną muzyką religijną „Couleurs de la Cite Celeste” mają bodajże jeszcze mniej wspólnego niż wcześniejsze utwory Messiaena z tej samej serii katolicko-świeckiej”. A nieco wcześniej czytamy u tegoż Kaczyńskiego: „Chociaż tak dobrze poznał liturgię katolicką i normy muzyki religijnej, w swojej twórczości nie trzymał się ich kurczowo. Przeciwnie – rozciągał je do granic możliwości, a niekiedy te granice przekraczał.” Jednocześnie jednak Messiaen nie wybiegał jakoś szczególnie – w treści – poza granice katolickiej ortodoksji. Prawda, poniekąd bliski był mu Błażej Pascal (a więc jansenista, cokolwiek dobrego by o nim nie powiedzieć), jednocześnie jednak fundamentem była dla niego postać i twórczość św. Tomasza z Akwinu. Również w kwestii formy Messiaen miał niewiele wspólnego ze stereotypem awangardowego „skandalisty”, lubującego się w spektakularnym burzeniu „zastanych konwencji” i „epatowaniu burżuja”. Bynajmniej! Nowatorstwo Messiaena wynikało raczej z jego przekonania, że swoją wiarę i widzenie świata jest w stanie wyrazić jedynie poprzez nowy język muzyczny, zawierający w sobie zarówno wątki wywiedzione z innych kultur (np. hinduskiej, japońskiej) oraz własne pomysły kompozytora – jak i pewne elementy muzycznej tradycji, aczkolwiek rozmaicie przetworzone (vide opisany powyżej casus chorału gregoriańskiego w „Couleurs...”).
Messiaen z upodobaniem badał rytmikę typową dla muzyki Indii i stosował ją we własnych utworach („Canteodjaya” i wiele innych), przepisywał śpiew ptaków na język muzyczny (jakkolwiek extrawagancko nie brzmiałby efekt końcowy), wykorzystywał rytmy starogreckie, instrumenty elektroniczne (np. fale Martenota), brzmienia szmerowe, techniki dodekafonii i serializmu – najróżniejsze rzeczy. To nagromadzenie wpływów w połączeniu z niewątpliwym i niebagatelnym talentem kompozytora zaowocowało własnym, bardzo specyficznym (i różnorodnym) stylem. Dał temu wyraz Messiaen w swoich publikacjach teoretycznych, a to np. w „Technique de mon langage musical” („Technika mojego języka muzycznego”) czy „Conference de Bruxelles” („Konferencja bruxelska” – poświęcona rytmowi).
Powyżej omówiliśmy (rzecz jasna – w wielkim skrócie) stronę techniczną twórczości Messiaena. Można zatem zadać tyleż banalne, co głębokie pytanie: jak to wszystko brzmi?
Otóż brzmi dziwnie – w każdym razie dla osób przyzwyczajonych czy to do muzyki klasycyzmu, romantyzmu i impresjonizmu, czy to do popularnych konwencji jazzu, rocka, metalu i folku. Oczywiście ktoś, kto ma za sobą, dajmy na to: Schoenberga, Ligetiego, Varese’a bądź innych kompozytorów XX-wiecznej „muzyki poważnej” nie będzie aż tak zaskoczony, ale tak czy inaczej roi się u Messiaena od brzmień dysonansowych, bardzo nietypowych rytmów i niekoniecznie standardowego instrumentarium. Trudno pojmować większość jego dzieł (np. „20 spojrzeń...” czy „Katalog Ptaków”) w kategoriach melodii rozumianej jako coś, co można „podchwycić i zanucić”, w kategoriach rytmu pojmowanego jako coś przy czym można „tupać nóżką”. Niewątpliwie aspekt „emocjonalny”, „nastrojowy” muzyki Messiaena (i każdego innego twórcy) – jest czymś mocno subiektywnym, zależnym od upodobań, muzycznych doświadczeń i oczekiwań. Osobiście odbieram większość jego dzieł jako utwory o nastroju „abstrakcyjnym”, a może i „surrealistycznym” – wrażenia są bardzo odmienne od tego wszystkiego, co kojarzy nam się np. z „muzyką religijną”. Weźmy „20 spojrzeń na Dzieciątko Jezus” – tytuł sugerowałby rzewne i łagodne melodie, w sam raze do zanucenia, przywodzące na myśl szopkę, pastuszków, niewinne dziecię i troskliwych rodzicieli. Ale w tych 20 kompozycjach dźwięki rozbrzmiewają w inny sposób: niejednokrotnie dysonansowo, na ogół w sposób trudny do „uchwycenia”, jakby w dziwnej, odmiennej przestrzeni, rządzonej regułami różnymi od tych, do których przywykliśmy. A jednak jest w tym piękno i subtelność, dramatyzm i przeżywanie – tyle że wyrażone szczególnymi, messiaenowskimi środkami. Podobnie rzecz się ma z większością innych jego kompozycji – i to chyba jest najciekawsze: kontrast oraz możliwość spojrzenia innego niż dawne, ale bynajmniej nie wyrastającego z nicości.
Poprzez wykorzystanie rytmiki hinduskiej i starożytnej czy elementów muzyki japońskiej – pokazuje Messiaen (udowadnia!), że katolicyzm (bo przecież nawet świeckie jego utwory wyrastały, jak sam przyznawał, z owego katolicyzmu – przywodzi to na myśl typowe dla tradycjonalistów stwierdzenia, że „Tradycja obejmuje wszystko”) nie jest koniecznie związany z jedną tylko kulturą, cywilizacją i estetyką, że jest ponad śfjatem, że nie tracąc swej treści może przyjmować rozmaite formy, czerpać z różnych tradycyjnych źródeł (zapewne nie ze wszystkich – ale z wielu).
Poprzez liczne „patenty awangardowe” pokazuje francuski geniusz, że możliwe i pożyteczne (jeśli nie wręcz konieczne) są podróże i odkrycia, że jeśli tylko pamiętać o domu i korzeniach, to można badać najdziwniejsze zakątki świata dźwięku (tak jak to czynimy na płaszczyźnie „geograficznej”) i szukać w nich piękna – czasem bardzo nietypowego (niczym australijskie zwierzęta, suchość pustyni, mróz Arktyki czy przyroda tropików!), ale jednak prawdziwego.
Wreszcie czerpanie choćby z chorału gregoriańskiego oraz oczywiste wsparcie na fundamencie religijnym (katolickim) to łącznik z przeszłością, z tradycją, to droga pozwalająca badać i odkrywać przy jednoczesnym uniknięciu płytkiego „skandalizmu” i równie nieprzemyślanego odrywania się od „tego, co było”.
Można rozmaicie postrzegać twórczość Messiaena, to ujęcie z trzech wyżej opisanych stron jest pewno jednym z wielu, ale myślę, że warto zwrócić na nie uwagę.
Olivier Messiaen zaznaczył się nie tylko jako kompozytor, ale też jako pedagog – wykładowca analizy muzycznej, znany z bardzo przyjaznego stosunku do studentów i z bardzo przyjaznego stosunku studentów do niego. Spod jego skrzydeł wyszli między innymi tacy kompozytorzy jak Pierre Boulez, Karlheinz Stockhausen, Iannis Xenakis. Uczennicą Messiaena była także Yvonne Loriod – niezwykle zdolna pianistka, która jakiś czas po śmierci pierwszej żony Mistrza została jego drugą małżonką i zasłynęła wykonaniami jego utworów (m.in. „20 spojrzeń” czy „Katalogu Ptaków”).

ATW
Zapisane
Fidelis
Gość
« Odpowiedz #1 dnia: Październik 14, 2009, 17:34:29 pm »

Jako stary meloman amator jestem w posiadaniu 2CD tego kompozytora, właśnie "Catalogue d'oiseaux". (wyk. Hakan Austba).

Owszem, taką awangardę da się słuchać. Chociaż, przyznać muszę, puszczałem to czasami bardzo głośno, na złość sąsiadce za ścianą, której córka przez cały dzień ćwiczyła gamy. O przedziwna akustyko naszych bloków! Znienawidziłem "Karnawał wiedeński Schumana Op.26, którego wysłuchiwałem codziennie  przez cały rok, gdyż wspomniana córka przygotowywała się do jakiegoś popisu. 

Przepraszam za dygresję.
Zapisane
Rzeka
uczestnik
***
Wiadomości: 140

« Odpowiedz #2 dnia: Październik 14, 2009, 18:32:41 pm »

Uczestniczyłem kiedyś w NOMie w pewnej parafii w Londynie , podczas Komunii Św. organista wykonywał  utwór z " Księgi Najświętszego Sakramentu '' Messiaena . Brzmiało to niesamowicie , a z kościoła nikt nie uciekł ... :)
Całe dzieło kompozytora jest przeniknięte katolickim duchem , choć w większości nie jest to muzyka ściśle liturgiczna. Są to swego rodzaju " rozważania '' tajemnic Wiary.
Zapisane
My, którzy Cherubinów tajemnie przedstawiamy, i życiodajnej Trójcy trójświętą pieśń śpiewamy, odrzućmy teraz wszelką życia troskę.
Adimad
aktywista
*****
Wiadomości: 1219

« Odpowiedz #3 dnia: Październik 19, 2009, 23:42:51 pm »

Wrocławski zespół Legion, grający w latach 1990-1996 pod dowództwem Tomasza J. Kostyły do dziś jest przez wielu uważany za formację która w sposób jak dotąd najdoskonalszy rozwinęła koncepcję muzyki rockowej przesyconej przekazem patriotycznym czy też nacjonalistycznym. Dlaczego tak jest? Dlaczego legenda tej kapeli, która nagrała przecież tylko 3 albumy, jest wciąż żywa, a kolejne pokrewne ideowo grupy (NaRa, Twierdza, Irydion) za każdym razem porównywane były do projektu T.J.K. i oceniane pod kątem ewentualnego bycia "godnym następcą Legionu"?
Legion najdobitniej pokazał w jaki sposób forma taka jak rock może być wykorzystana do przekazywania treści "z prawej strony barykady", jak energia tej żywiołowej (ale przecież buntowniczej, niebezpiecznej i niejednokrotnie wiodącej na manowce) muzyki może zostać skierowana na właściwe tory.
O ile pierwsza taśma Legionu - "Lata walk ulicznych" - oparta była o proste melodie wpisane w schemat oi, o tyle drugie i trzecie wydawnictwo (odpowiednio "My, Nowe Pokolenie" i "A.M.D.G.") explorują obszary znacznie bardziej zróżnicowane muzycznie. Znajdują się na nich zarówno kompozycje bardzo ostre (np. "Sarmaci", "Trzecia Droga", "Ostatnia Krucjata" czy "Krzyżowcy XX wieku"), jak i spokojniejsze ("Tango W Paryżu", "Za długo, zbyt często, tak mało", "Avalon, wyspa mgieł"), jest także utwór "Dzieje najnowsze" - niekoniecznie bardzo udany, ale będący dość oryginalną wycieczkę w klimat bluesa... (?) W piosenkach są chwytliwe refreny, zmiany tempa, fragmenty akustyczne i rozbudowane partie solowe.
To, co zwraca uwagę, to teksty Legionu. Zespół oczywiście do dziś jest szkalowany przez zawodowych "tropicieli faszyzmu" (z lewackich środowisk typu "Nigdy Więcej") i pomawiany o "faszyzm" czy sympatie neo-nazistowskie, ale tak naprawdę przesłanie Legionu zawsze było odległe od tych klimatów. Nacjonalizm był tu nierozerwalnie związany z katolicyzmem jako podstawą formacji duchowej oraz z kulturą Europy jako fundamentem cywilizacyjnym.
Znaczące jest to, że Legion nigdy nie zboczył ani w obszary narodowego socjalizmu (jak większość kapel RAC) i prymitywnego rasizmu (można się ewentualnie uczepić wczesnej piosenki "Obrona białej rasy", ale teksty na debiutancką kasetę i tak nie były pisane przez T.J.K.). Zespół nie uległ też fascynacji sprostaczonym, wymierzonym w chrześcijaństwo "neopoganizmem" i wreszcie nie łączył nacjonalizmu z wulgarnym etosem "knajpianego rozbijacza" (jak kapele oi). Ale mało tego: szczególna była też tematyka i stylistyka tekstów Legionu. W istocie wybiegały one bardzo daleko poza oklepany schemat "narodowego rocka", tj. poza koncepcję prostych piosenek o "nadciągających białych wojownikach", "oszukanym kraju" i "odrodzonym narodzie". Oczywiście ta "uliczna poezja tyrtejska" miała także swoje miejsce (bo przecież jest potrzebna!) - zwłaszcza na pierwszej kasecie, później jednak zespół uderzał w nowe obszary. Kto inny śpiewał rockową piosenkę o bohaterach z Wandei, kto miał równie refleksyjny tekst jak "Za długo, zbyt często tak mało?", która z "pokrewnych" kapel nagrałaby coś takiego jak "Tango w Paryżu"? Tak więc teksty T.J.K. zawierały w sobie zarówno wątki osobiste, jak odniesienia historyczne i w ogólności - szerokie horyzonty.
Legion zawiesił działalność w roku 1996, po wydaniu trzeciego materiału "A.M.D.G.", będącego swoistym opus magnum zespołu. We wkładce do kasety zawarta jest deklaracja ideowa, będąca - moim zdaniem - jednym z najbardziej budujących, zwięzłych i treściwych przedstawień idei kontrrewolucyjnej: Materiał tutaj zawarty stanowi akt wypowiedzenia wojny totalnej przeciwko wszelakim nieprawościom i ciemnym siłom tego świata. Niechaj więc to przesłanie sprowokuje odbiorcę do radykalnego przeciwdziałania, mobilizując wszelkie siły samoobrony.
Naszym celem jest permanentna kontrrewolucja wymierzona we wrogów Civitas Dei, z którymi prowadzimy odwieczną świętą wojnę na śmierć i życie.
Opowiadamy się po stronie Tradycji, broniąc całego dorobku dziejowego, rozpaleni żywym ogniem Wiary, Prawdy i Wolności. Jesteśmy przepojeni narodowym mistycyzmem wyzwalającym w nas wszystko to, co szlachetne, godne i sprawiedliwe.
Liberia nos quaesumus Domine ab omnibus malis. Eure, eure nos Domine ! Christus Rex !


Prokonsul ATW

muzyka:
http://www.youtube.com/watch?v=iBrR1GzwsvI
http://www.youtube.com/watch?v=8P4HWAD0SFw&feature=related
http://www.youtube.com/watch?v=iU2EahIBGRk&feature=related
« Ostatnia zmiana: Listopad 12, 2009, 21:44:18 pm wysłana przez Eligiusz » Zapisane
Adimad
aktywista
*****
Wiadomości: 1219

« Odpowiedz #4 dnia: Listopad 03, 2009, 21:29:03 pm »

--------------------------------------------------------------------------------

Wielu jest obecnie takich chrześcijan, którzy usilnie starają się postrzegać swoją religię jako skupioną nieomal tylko i wyłącznie na tym, co radosne, błogie, spokojne i gładkie. Jest to oczywiście pochodna ogólnej dekadencji, odrzucającej wszelką głębszą refleksję z obawy przed naruszeniem płytkich fundamentów uświęconego przez massmedia i popkulturę trybu życia.
Co za tym idzie, współcześnie bardzo często odrzuca się wszystkie te aspekty chrześcijaństwa, które swoją formą lub treścią wybiegają poza nachalną propagandę "myślenia pozytywnego" i cukierkowatego "optymizmu". W takiej wizji wszelki dramat cierpienia zostaje zepchnięty na wąski margines, w obszar zjawisk nieprzyjemnych i "toksycznych", o których nie chce się zbyt wiele myśleć, z lęku przed zachwianiem własnej kondycji psychicznej. Analogicznie pomysł walki z grzechem dla owych "radosnych" chrześcijan jest ciekawy, póki nie wiąże się z głębszymi wyrzeczeniami lub czymkolwiek, co może być odebrane jako "ofensywne", "brutalne" i "agresywne". Świat - rozumiany jako ogół napierających z każdej strony pstrokacizna pustych słów i niskich pożądań - nie jest wrogiem, ale przeciwnie wręcz - zjawiskiem, z którym należy zawrzeć układ, pogodzić się i żyć tak, "aby było dobrze i fajnie".


 
Taka różowa wizja chrystianizmu nieraz znajduje odzwierciedlenie także w kiczowatej "chrześcijańskiej pop-kulturze", w tym, co ochrzczono parę lat temu mianem "sacro-polo". Wesołe pienia, blask słońca, bezchmurne niebo i wspólne klaskanie - oto "dzieci Boga", które są "na luzie".

Ale oczywiście chrześcijaństwo - nie tylko katolickie, ale też np. prawosławne - ma również drugie oblicze. Oblicze, na którym maluje się to, co mroczne i przygnębiające: Droga Krzyżowa i Ukrzyżowanie, męczeństwo, przezwyciężanie słabości, rozpacz Hioba i koheletowe poczucie marności wszystkiego, groza świętej wojny, dostrzeżenie obecności zła i reakcja na nie, wreszcie - wizja możliwego potępienia. Te wszystkie zjawiska mają szczególne znaczenie w obecnych czasach.

Nic więc dziwnego, że tak radykalna forma sztuki, jak muzyka industrialna, może stać się użyteczną bronią w rękach artystów, pragnących odnieść się do wspomnianych kwestii. Nieraz więc na łamach Młodzieży Imperium pisaliśmy o Kriegsfall-U, Von Thronstahl czy Thorn-Agram.
Dziś jednak chciałbym się skupić na innym zespole, grającym muzykę niezwykle wręcz przenikliwą.



  Mental...
Ciąg dalszy...

--------------------------------------------------------------------------------

Mental Destruction to zespół, który ma dla mnie osobiście znaczenie szczególne, był bowiem jednym z pierwszych przykładów muzyki industrialnej, z jakimi miałem do czynienia gdzieś na samym początku obecnego stulecia. Dopiero wiele lat później dowiedziałem się, jakie jest przesłanie zespołu i to pozwoliło mi jeszcze mocniej wczuć się w te szorstkie, drapieżne dźwięki.
Mental Destruction to projekt braci Durling ze Szwecji, który swoją działalność rozpoczął w roku 1990 od kasety "When Madness Strike". W roku 1991 nakładem Cold Meat ukazał się CD "The Intensity of Darkness", a w 1995 kompaktowe wznowienie debiutu. Chyba najbardziej znaną płytą MD jest "Straw" z roku 1996, wydany również przez wytwórnię Rogera Karmanika. W roku 2001 nakładem Ant-Zen ukazał się 7" winyl "Before the Night".
Zespół sporo koncertował, m.in. na festiwalach Maschinenfest, Deadly Actions i na plenerowym festynie chrześcijańskich kapel rockowych "Cornerstone" w USA.
Obecnie - wedle informacji z oficjalnej strony internetowej - MD pracuje nad kolejną, pełnoczasową płytą. My tymczasem możemy przeprowadzić krótką analizę ich twórczości.

Umysłowe Zniszczenie - cóż za "okropna" nazwa dla zespołu określającego się jako chrześcijański. Oczywiście muzyka jest jeszcze bardziej "okropna". To zgrzytliwy industrial oparty o wyraziste, połamane rytmy, głęboki bas i potwornie zdeformowany wokal. Pojawiające się tu i ówdzie proste, ale sugestywne mroczne melodie syntezatorów podbudowują napięcie i nastrój wędrówki przez świat w dniach Armageddonu.

Nie jest to zabawa dla miłośników ckliwych opowiastek o tym, że "świat jest piękny, a ludzie wspaniali". Tytuły utworów zwiastują co innego: "Świat w rozpadzie", "Dzieci Gniewu", "Skażone sny", "Cierń", "Twoja umierająca dusza"...
Okładka albumu "The Intensity of Darkness" przedstawia bliżej nieokreślony, kłębiący się kosmiczny chaos. Pośrodku zaś widnieje skromna, czarno-biała fotografia, przedstawiająca młodą dziewczynę, kurczowo ściskającą krucyfiks. Ukojenie? Ratunek? Schronienie? Być może, ale napięcie powraca, o czym świadczy choćby tytuł następnej płyty: "When Madness Strikes".

Trudno mi powiedzieć, jak Samuel Durling i spółka postrzegają swoją twórczość, dlatego też skupię się na swoich własnych odczuciach. Jakby nie patrzeć, w czasach, w których tyle się mówi o rozmaitych "prawach do...", mam chyba prawo do własnej interpretacji...

Kiedy słucham Mental Destruction widzę świat w rozpadzie. Skażona ziemia, wykorzenieni ludzie, ruiny miast i fabryk i wrażenie, że jedyną porą roku jest jesień lub zima, jedyną porą dnia - czas zachodu słońca, późny wieczór lub głęboka noc. I w tym nieprzyjaznym świecie głos wokalisty jawi się jak głos kogoś, kto desperacko próbuje przetrwać i zachować czystość, a może raczej: osiągnąć ją... Wędruje zatem wśród gruzów i przemysłowych konstrukcji, mijając wydrążonych ludzi na jałowej ziemi. Nieraz przytłacza go smutek, ma jednak także w sobie iskrę nadziei. Chce grać i gra, ale jedyne instrumenty, jakie znajduje, to blaszane beczki i młoty pneumatyczne. Wybija więc na nich ciężkie, kalekie rytmy, do których pragnie śpiewać - i nawet śpiewa, ale jego głos jest już zdarty i zniekształcony. Pragnie świadczyć o swojej wierze, ale nie chce w tym celu uciekać od rzeczywistości - dlatego jego teksty mówią o momentach niepewności i rozpaczy, o cierpieniu, grzechu i o tym, jak bardzo pragnie wyrwać się z tego, co ściąga w dół. Tak, to swego rodzaju "noc duszy".
Czy to brzydota? Rozpacz? Brutalność? Być może. Chrystus też był "brzydki", gdy zmasakrowany wisiał na krzyżu. Też rozpaczał, gdy z jego ust dobył się okrzyk "Panie, czemuś mnie opuścił?". I też był "brutalny", gdy przepędzał kupców ze świątyni...

A więc sądzę, że ów Ktoś, kogo dostrzegam w muzyce i tekstach Mental Destruction, to "clamavis in deserto" ("wołający na pustyni"), sam zresztą daleki od świętości. I w każdym bądź razie pamiętający, dokąd zmierza (choćby nawet błądził po drodze). Uwidacznia się to choćby w kawałku "Streams Of Time" z płyty "Straw", gdzie słyszymy okrutnie przesterowany głos, wykrzykujący do industrialnego rytmu wbijającą się w serce frazę: "WE DIE TO LIVE FOREVER, FOR WE HAVE KNOWN THE SON!"

 ATW
Zapisane
Adimad
aktywista
*****
Wiadomości: 1219

« Odpowiedz #5 dnia: Listopad 07, 2009, 10:51:13 am »

http://exorcist.tv/ - zna ktoś ten zespół?

ALBUM "EXORCIST"
Hard industrial gothic rock

The leading singer of the group is a noted clergyman and missionary, an acting exorcist of the Russian Orthodox Church

hieromonch Vladimir (Gusev)

...ciekawe...

takie jak Death To The World estetycznie, choć trąci kiczem (a tamto nie).
Zapisane
Kamil
aktywista
*****
Wiadomości: 1368


« Odpowiedz #6 dnia: Listopad 07, 2009, 12:33:23 pm »

Muszę przyznać że muzycznie mi się podoba. Sam wizerunek zespołu na teledyskach rzeczywiście kiczowaty.
Ciekawe są też filmy w dziale "media" np. z manifestacji ;)
Zapisane
Adimad
aktywista
*****
Wiadomości: 1219

« Odpowiedz #7 dnia: Listopad 12, 2009, 18:44:31 pm »

Składanka na temat I Wojny Światowej - do pobrania

VA Tribute to Dead Soldiers - składanka military/neofolk/dark ambient, grają m.in. Zr19.84, Eldar, Gabe Unruh, Barbarossa Umtrunk, Persona, Surma, Nebel, Nuevo Idea Nacional, Seuchensturm, British Iron Age, Winter Gardens i inne projekty, na ogół początkujące i mniej znane.

Neoklasyczne melodie, industrialne zgrzyty, werble i kotły, przemówienia i pieśni, mrocznie i wzniośle, smutno i groźnie - czyli standard, ale całkiem sprawnie wykonany. Album bardzo urozmaicony, różnorodny, wiele spojrzeń na temat.

Rzecz ukazała się poprzez netlabel La Caverne Du Dragon

linki:

vol. I - http://demory.michael.perso.neuf.fr/compilation.rar

albo na Rapidshare:

vol. I CD1: http://rapidshare.com/files/296545474/DC--I--EMULOV--SREIDLOS--DAED--EHT--OT--ETUBIRT1.rar

vol. I CD2: http://rapidshare.com/files/296547286/DC--I--EMULOV--SREIDLOS--DAED--EHT--OT--ETUBIRT2.rar


vol. II - http://demory.michael.perso.neuf.fr/tributevol2.rar

albo na Rapidshare:

vol. II CD1: http://rapidshare.com/files/296505136/DC--II--EMULOV--SREIDLOS--DAED--EHT--OT--ETUBIRT1.rar

vol. II CD2: http://rapidshare.com/files/296505147/DC--II--EMULOV--SREIDLOS--DAED--EHT--OT--ETUBIRT2.rar
Zapisane
Adimad
aktywista
*****
Wiadomości: 1219

« Odpowiedz #8 dnia: Listopad 15, 2009, 23:02:56 pm »

GREEN ARMY FRACTION - Against The Secular State - pałer elektrolniks przecifko śfjeckiemu państwu: http://www26.zippyshare.com/v/50746064/file.html - w razie czego uprzedza ja, że rzecz jest we formacie .ogg, otwiera np. foobar.

Z okazji Adwentu i dla wszystkich, którzy toczą wielki (i mały) dżihad...

...jeżeli ktoś jeszcze nie ma, nie zna:

http://www11.zippyshare.com/v/74040155/file.html

GREEN ARMY FRACTION - "The Greater And The Lesser Holy War", chyba najlepszy i najciekawszy materiał G.A.F. Prosto w pysk, czasem może nawet zbyt brutalnie ("Kill Every last member of International Humanist Ethics Union"), ale "extremalne okoliczności domagają się extremalnych odpowiedzi". Opowieść o starciu w duszy człowieka, wyrażona adekwatnymi dźwiękami... Oczyszczenie sonicznym detergentem.
Transformacja frustracji w święty gniew, niepełna, niedoskonała - ale i tak budująca.
Wypala i wyparza :-)
W folderze są także okładki. Materiał wyszedł na taśmie w niskim nakładzie i o ile wiem nie jest dostępny w Polsce w sprzedaży.

próbki tekstów:

"Nihilism & Transcendence"

Fucking, Drinking
Praying, Thinking
Hating - Hating - Hating
Yet the center is present

One foot in nihilism
One foot in transcendence
One foot in heaven
One foot in hell

Sometimes the flesh is all but absolute
I feel myself become an automaton
A completely mechanized product
Fueled by lust and pseudo-will
That drive whose satisfaction they define as the sole
condition of freedom
But which in fact is the root of slavery, slavery most foul

But He is present
Clear, luminous,
And with one leap
I leave these lies

***

"Kill Every last member of IHEU"

Pseudo-intelectual harbringers of lies
Ethics based in nothing
Reducing humanity to a chemical reaction
Spicing it up with sentimental moralism

Send them to the afterlife
In which they place no faith

***

"The Greater and the Lesser Holy War"

Sensory overload
Lies upon lies
Constant stimulation for the mind
Constant penetration of the mind
They come in many forms
Drolling over the remains of your spirit
They are always the same: flesh, matter, chaos
Celebrating the illusionary victory of subversion
Against the values which guided us
Against the values which shall guide us
Again

Don't let them in
Lies upon lies
Gold, idols, entertainment
Gold, idols, enter enslavement
Kill them in your mind
Before it kills you in the flesh

We are not "sexual beings"
We are not "economic beings"
We are not "animals"

They are sexual, economic animals
They want company
Don't give it to them
Point your gun at them

Subversion shall not triumph
Liberal, socialist, anarchist,
queer, feminist, McDonaldist,
All the same
Subversion shall not triumph
Reaction is the wave of the future!
« Ostatnia zmiana: Grudzień 05, 2009, 12:43:25 pm wysłana przez Eligiusz » Zapisane
Adimad
aktywista
*****
Wiadomości: 1219

« Odpowiedz #9 dnia: Styczeń 07, 2010, 14:22:39 pm »

http://twicezonked.blogspot.com/2009/04/pierre-schaeffer-pierre-henry-luvre.html - Pierre Schaeffer i Pierre Henry, kilka płyt, nagrania z lat 50-tych i nie tylko: muzyka konkretna na taśmę, a zatem rozliczne stuki, puki, szmery, brzęczenia, słowym: dźwienki zebrane zewsząt, ułożone mnij lub bardzij sensownie. Tło soniczne. Ple.

* * * *
ciekawostka - sympatyczna! (wiki):

An ardent Catholic, Schaeffer wrote Chlothar Nicole (French: Clotaire Nicole; published 1938)—a Christian novel or short story—and Tobias (French: Tobie; published 1939) a religiously-based play.

* * * *
na yt próbka muzyki:

http://www.youtube.com/watch?v=N9pOq8u6-bA
Zapisane
Adimad
aktywista
*****
Wiadomości: 1219

« Odpowiedz #10 dnia: Marzec 31, 2010, 17:54:28 pm »

Nowy, 20ty numer Młodzieży Imperium: http://www29.zippyshare.com/v/46685003/file.html
« Ostatnia zmiana: Kwiecień 08, 2010, 14:02:12 pm wysłana przez ATW » Zapisane
Adimad
aktywista
*****
Wiadomości: 1219

« Odpowiedz #11 dnia: Kwiecień 24, 2010, 21:30:33 pm »

Nabór tekstów do numeru specjalnego MŁODZIEŻY IMPERIUM...

...a właściwie nie tyle do specjalnego (bo będzie numerowany normalnie, jako dwudziesty pierwszy) - ile raczej do tematycznego, ponieważ większa część wydania tyczyć się będzie pewnej szczególnej grupy zagadnień. Na początku chodziło tylko o kwestię rzekomej "własności intelektualnej", tyranii copyrightów i patentów - oraz ataku na te wytwory z pozycji infoanarchizmu, wolnego oprogramowania, copyleft/copyfight etc. Ostatecznie jednak postanowiłem poszerzyć formułę i podjąć także inne wątki "wolnościowe". O co chodzi? Ano o to, że godnie i słusznie jest obalić liberalizm z całą jego mitologią, ale to wcale nie oznacza, byśmy (jako jacyś tam konserwatyści, tradycjonaliści, nacjonaliści etc.) nie chcieli mieć "powietrza" i "przestrzeni". Innymi słowy, uważam (doszedłem nieoczekiwanie do takiego wniosku, hehe), że właśnie teraz (w tych czasach) należy nastawić się bardzo mocno na walkę z socjal-demoliberalnym Lewiatanem z pozycji "wolnościowych". A to mianowicie trzeba uchwycić, wykorzystywać i propagować tak różne bronie jak np. infoanarchizm, antypsychiatria, nauczanie domowe (homeschooling), anonimowość w internecie, plądrofonia, wolne (prywatne) miasta, prawo do posiadania broni etc. Oczywiście konserwatyści i narodowcy mogą myśleć sobie o świecie "po kontrrewolucji", kiedy to zaprowadzi się upragnione Ordo i zlikwiduje liberalne wymysły "wolności słowa", "wolności osobistej", jedyna wolność to będzie wolność od grzechu, a Święta Inkwizycja tropić będzie nieprawomyślnych. I może poniekąd to nawet słuszne, ale obecnie to właśnie radykalnie prawicowa opozycja należy do takich "nieprawomyślnych" - i stąd choćby z przyczyn pragmatycznych powinna się bronić przed Lewiatanem.
   A oczywiście np. "narodowi radykałowie" mogą podchodzić z nieufnością do "homeschoolingu", no bo jakże to - tu myślimy o Katolickim Państwie Narodu Polskiego, gdzie wg wskazówek Przywódcy Falangi (tj. Bolesława Piaseckiego, oczywiście :-))) wychowuje się nowe pokolenie jednolicie uformowanych patriotów - a tu jacyś dziwacy wyskakują z pomysłami, że niech będzie wolno samemu, po swojemu, swoje dzieci... a nuż jakichś głupot mame z tate im napchają do głów?
   Analogicznie konserwatyści mogą nieufnie spoglądać na rozmaite postulaty "wolnościowe", a już zwłaszcza z należytym obrzydzeniem podchodzić do uzasadniania ich poprzez "prawo do...", "należną wolność..." etc. etc.
   Ale powiedzmy sobie jasno: taki np. sprzeciw wobec konceptu własności intelektualnej - rzecz może i dyskusyjna, aczkolwiek argumenty z rzadkości dóbr są tu bardzo mocne, ale tak czy inaczej ofensywna kampania "anty-piracka" to nic innego, jak użyteczny pretekst do ingerencji we własność prywatną, twarde dyski, kompakty i pendrivy tysięcy ludzi... pod byle bzdurnym pretekstem. Pomijam tu już fakt, jak bardzo szybki dostęp do informacji (książek, artykułów, sztuki etc.) umożliwia wszelkie samokształcenie i rozwijanie się. Czy nie jest więc tak, że kto dziś daje się nabrać na paranoiczną kampanię w obronie copyrightów - nie staje jednocześnie po stronie wielkich, sprzymierzonych z demoliberalną władzą korporacji, a w konsekwencji po stronie całego tego "systemu" (nazwijcie go jak tylko chcecie, może być nawet Z.O.G. :-)
   Podobnie anonimowość w internecie, sieci typu TOR, albo z zupełnie innej bajki: sprzeciw wobec szczepień, czy antypsychiatria wymierzona w państwo terapeutyczne. Jasne, można się tu doszukiwać "lewackich" korzeni (bo Tomasz Szasz to libertarianin niekoniecznie konserwatywny etc.), głosić, że to jakiś postmodernistyczny dekonstrukcjonizm etc. - ale co będzie gdy pewnego dnia "zoologiczni antykomuniści" i inni "chorzy" (monarchiści etc.) zostaną wspólnie zapuszkowani w zakładach psychiatrycznych, albo też żadne ich wypowiedzi, wyjaśnienia i zeznania nie będą traktowane poważnie (są wszak obciążeni schorzeniem powszechnie uznanym za niezgodne z normalną psychiką...).
   I tak dalej, i tak dalej.
   Stąd też nabór tekstów do Młodzieży Imperium nr 21 i ewentualnie do numeru 22, jeśli się nie pomieszczą... Albo i do kolejnych. Jeżeli ktoś jest zainteresowany publikacją swojego tekstu, przesyłać proszę na atwt@poczta.onet.pl. Oczywiście cały czas mile widziane wszelkie teksty - ale w szczególności na powyższe tematy. A więc... infoanarchizm, antypsychiatria, anonimowość w internecie, plądrofonia, tymczasowe strefy autonomiczne, nauczanie domowe, prywatne miasta, "prawicowy squatting" i tak dalej, i tak dalej - może jeszcze inne kwestie. Ujęcie filozoficzno-światopoglądowe pożądane równie mocno, jak sprawy techniczne, praktyczne.

   Młodzież Imperium, all wrongs reversed,
   heilige

   atw

pamiętajcie: PRZETRWAJĄ TYLKO PARANOICY!
Zapisane
Strony: [1] Drukuj 
Forum Krzyż  |  Disputatio  |  Sprawy ogólne  |  Wątek: Artykuły, dyskusje i pytania p.ATW « poprzedni następny »
 

Działa na MySQL Działa na PHP SMF 2.0.11 | SMF © 2014, Simple Machines Prawidłowy XHTML 1.0! Prawidłowy CSS!