Forum Krzyż
Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.
Sierpień 08, 2020, 23:29:50 pm

Zaloguj się podając nazwę użytkownika, hasło i długość sesji
Szukaj:     Szukanie zaawansowane
www.UnaCum.pl
                   www.facebook.com/unacumpl
Centrum Informacyjne
Ruchu Summorum Pontificum
218394 wiadomości w 6296 wątkach, wysłana przez 1560 użytkowników
Najnowszy użytkownik: nonez
Strona główna Pomoc Szukaj Zaloguj się Rejestracja
Forum Krzyż  |  Novus Ordo  |  Kościół posoborowy  |  Wątek: Czy grupowe sakramenty inicjacji chrześcijańskiej to najlepsze rozwiązanie?
« poprzedni następny »
Strony: [1] Drukuj
Autor Wątek: Czy grupowe sakramenty inicjacji chrześcijańskiej to najlepsze rozwiązanie?  (Przeczytany 607 razy)
Licht
bywalec
**
Wiadomości: 81

« dnia: Lipiec 06, 2020, 00:15:54 am »

Jako że trwa okres pierwszych komunii świętych (przesuniętych z racji covidowych na okres letni), pozwoliłem sobie zadać pytanie jak w temacie: czy zdaniem Szanownych Użytkowników Forum grupowe przygotowanie i przystępowanie do sakramentów jest najlepszym rozwiązaniem?

Pytanie to stawiam z kilku względów. Po pierwsze, mam w rodzinie kilkoro dzieci które albo teraz, albo całkiem niedawno przystępowaly do pierwszej spowiedzi i komunii sw. Jako że pochodzą one z rodzin bardzo religijnych, w których modlitwa, uczestnictwo we mszach czy rok liturgiczny są czymś zupełnie normalnym, z pewnym zdziwieniem (i zaniepokojeniem) zaobserwowałem zjawisko "jurydyzacji" spowiedzi. Otóż dzieci, ktore były bardzo ciekawe prawd wiary, chętnie się modliły i potrafiły nawet samodzielnie wyciągać praktyczne wnioski co przykazań i nauk Pana Jezusa, nagle w obliczu sakramentu spowiedzi zaczęły stosować jakaś dziwaczną kazuistykę. "A co będzie jeśli zapomnę któregoś grzechu?", "Czy muszę dokładnie powiedzieć ile razy zgrzeszyłem?", "A co będzie jeśli wypełnię tylko część pokuty itd". Przyznam szczerze że trochę mnie to wszystko zdziwiło i wyglądało raczej na krok wstecz w życiu chrześcijańskim. Z relacji wiem że sytuacji nie ułatwiają niektórzy rodzice, którzy mówią "masz się koniecznie wyspowiadać z tego i z tego", albo robiacy listy grzechów, co by dziecko "na pewną nie zapomniało" że było niegrzeczne dla mamy lub taty. Wszystko to odległe jest od istoty sakramentu pojednania.

Po drugie - idąc dalej - pierwsza komunia stała się swojego rodzaju eventem. Wszyscy wiemy o prezentach, kopertach, drogich sukniach. Dodalbym do tego konieczne podziękowania dla wszystkich i prezentach dla księży, katechetek, rodziców, wszystkich którzy przyłożyli rękę. Z subiektywnych obserwacji wnioskuje, że procent dzieci i rodziców którzy rozumieją o co w tym wszystkim chodzi jest zatrważająco mały. Pisze że maly bo oceniam to jakoś na 50%, pozostałe 50% mogłoby jeszcze poczekać, ale nie poczeka bo wiadomo, idziemy do komunii klasami.

Właśnie ta sprawa mnie szczególnie irytuje i powtarza się też przy bierzmowaniu. Ten cały kolektywizm. Teoretycznie można nie iść do bierzmowania i przygotowywać się samemu, ale " idź teraz, bo wszyscy idą, a potem będziesz miał problem, poza tym to ci się przyda". No i skąd wziąć biskupa? W dużym mieście to nie problem, ale na wsi bierzmowanie poza protokołem to prawdziwe wydarzenie, zawracanie gitary biskupowi ltd.

Możnaby zaproponować, że powinien dostać zgnieć system małżeński: kto chce ten chodzi na nauki przygotowujące do sakramentu. Ale no właśnie, system nie jest idealny i stanowi raczej niezły biznes, przynajmniej wg moich obserwacji.

Stąd pytanie będące tytułem wątku: czy przystępować do sakramentów grupowo? Jakie są argumenty za tym, poza strona praktyczna? Czy mają Państwo jakieś doświadczenia i przemyślenia w tym temacie?
Zapisane
Regiomontanus
aktywista
*****
Wiadomości: 2996


« Odpowiedz #1 dnia: Lipiec 06, 2020, 15:00:03 pm »

Należę do malutkiej parafii, gdzie rocznie przystępuje do pierwszej komunii 4-5 osób. Po mszy pierwszokomunijnej wszyscy chętni parafianie zbierają się w sali parafialnej na kawę i tort. Kto chce daje dzieciom kartkę z życzeniami. Od parafii dostają jakiś drobny prezent. Innych prezentów raczej dzieci nie dostają i większość rodziców nie organizuje dodatkowego przyjęcia w domu.

Osobiście Jestem bardzo zadowolony, że tak to wygląda. Ostatnia msza pierwszokomunijna w parafii NOM, na której byłem, zniesmaczniła mnie zupełnie. Było to przedstawienie z wielką ilością widzów, z których większość nie miała pojęcia, o co w tym wszystkim właściwie chodzi.

Oczywiście kiedy mamy kilkadziesiąt i więcej dzieci, sprawa się komplikuje. Dawno temu, kiedy jeszcze chodziłem na NOM do dużej parafii, proboszcz miał taki pomysł, żeby dzieci przyjmowały pierwszą komunię indywidualnie, z rodzicami, i rozłożył cały proces na dwa miesiące (w każdą niedzielę po kilka osób). Dopiero na końcu była uroczysta msza, a po niej grupowe zdjęcie itd. Było to niezłe rozwiązanie, ale nie za bardzo podobało się rodzicom. Nie wiem, czy dalej tak robią.
Zapisane
Certe, adveniente die judicii, non quaeretur a nobis quid legerimus, sed quid fecerimus.
Licht
bywalec
**
Wiadomości: 81

« Odpowiedz #2 dnia: Lipiec 08, 2020, 10:31:31 am »

Dziękuję za ciekawy komentarz. Dobrze że są jeszcze księża którzy dostrzegają problem, ale ich działania to kropla w morzu. Możemy mówić chyba o mocnym zeświecczeniu tej uroczystości, coś jak ślub w pięknym kościele, ale i tak wszyscy czekają na wesele. Jakiekolwiek odgórne zmiany byłyby raczej źle widzianie.
Zapisane
Sławek125
aktywista
*****
Wiadomości: 1534

« Odpowiedz #3 dnia: Lipiec 08, 2020, 10:44:46 am »

Należę do malutkiej parafii, gdzie rocznie przystępuje do pierwszej komunii 4-5 osób. Po mszy pierwszokomunijnej wszyscy chętni parafianie zbierają się w sali parafialnej na kawę i tort. Kto chce daje dzieciom kartkę z życzeniami. Od parafii dostają jakiś drobny prezent. Innych prezentów raczej dzieci nie dostają i większość rodziców nie organizuje dodatkowego przyjęcia w domu.

Osobiście Jestem bardzo zadowolony, że tak to wygląda. Ostatnia msza pierwszokomunijna w parafii NOM, na której byłem, zniesmaczniła mnie zupełnie. Było to przedstawienie z wielką ilością widzów, z których większość nie miała pojęcia, o co w tym wszystkim właściwie chodzi.

Oczywiście kiedy mamy kilkadziesiąt i więcej dzieci, sprawa się komplikuje. Dawno temu, kiedy jeszcze chodziłem na NOM do dużej parafii, proboszcz miał taki pomysł, żeby dzieci przyjmowały pierwszą komunię indywidualnie, z rodzicami, i rozłożył cały proces na dwa miesiące (w każdą niedzielę po kilka osób). Dopiero na końcu była uroczysta msza, a po niej grupowe zdjęcie itd. Było to niezłe rozwiązanie, ale nie za bardzo podobało się rodzicom. Nie wiem, czy dalej tak robią.
Tak jeszcze bywało Panie Regiomontanusie do lat 70-tych we wiejskich parafiach. Ksiądz organizował skromny poczestunek dla dzieci na plebanii i wszyscy rozchodzili sie po domach. Sytuacja zmieniła sie od poczatku lat 70-tych. I Komunie przerodziły sie w małe wesela z gorzałą, prezentami. Poczatkowo księża chodzili po domach i sprawdzali co jest w butelkach z oranżadą, że niby ta którą sobie otworzył mało gazowana jest.
Zapisane
Licht
bywalec
**
Wiadomości: 81

« Odpowiedz #4 dnia: Lipiec 08, 2020, 20:01:36 pm »

Do alkoholu na takich imprezach zaczynam mieć ambiwalentny stosunek. Już kilkakrotnie byłem na czymś co przypominało bardziej wesele albo huczna zabawę, a nie przyjęcie pierwszokomunijne. To wszystko idzie w tę stronę.
Zapisane
Regiomontanus
aktywista
*****
Wiadomości: 2996


« Odpowiedz #5 dnia: Lipiec 09, 2020, 17:27:56 pm »

Sytuacja zmieniła sie od poczatku lat 70-tych. I Komunie przerodziły sie w małe wesela z gorzałą, prezentami.

Tak, w drugiej połowie lat 70-tych już się zaczynała prezentomania, dawano  też pieniądze. Pamiętam, że nasza wychowawczyni w szkole pytała nas, kto dostał jaki prezent i ile pieniędzy. Każdy po kolei wstawał i wymieniał sumę. Czułem się nieswojo, bo większość kolegów i koleżanek mnie przelicytowała. Potem się dowiedziałem, że niektórzy blefowali.  :)
Zapisane
Certe, adveniente die judicii, non quaeretur a nobis quid legerimus, sed quid fecerimus.
rysio
aktywista
*****
Wiadomości: 4165

« Odpowiedz #6 dnia: Lipiec 09, 2020, 17:40:03 pm »

Cytuj
Czułem się nieswojo,

ja też czułem się nieswojo gdy dawno temu poszedłem załatwić formalności chrzestne. Miałem w kieszeni założoną sumę pieniędzy...ale ksiądz mnie przelicytował i niestety nie blefował  ;D
Zapisane
"I w mordobiciu musi być umiarkowanie"*
 * Dzielny wojak Szwejk.
Sławek125
aktywista
*****
Wiadomości: 1534

« Odpowiedz #7 dnia: Lipiec 09, 2020, 17:42:42 pm »

Początek lat 70-tych, to byl skok cywilizacyjny. Na wsi przede wszystkim pojawił sie szmalec. Dziadkowie dostali emerytury rolnicze, młodzi pracowali na wielkich budowach socjalizmu, zarobki we fabrykach się poprawiły. Podniosła się stopa życiowa i ludziom zaczeło sie w dupach pomału przewracać, normalka. Ksieża tez odczuli zmiane. Jeszcze w połowie lat 60-tych naszego proboszcza furką trzeba było do umierającego wiezc, a potem pojawiły sie trabanty, wartburgi, duze fiaty. Wszystkim sie poprawiało.
« Ostatnia zmiana: Lipiec 09, 2020, 17:44:14 pm wysłana przez Sławek125 » Zapisane
Regiomontanus
aktywista
*****
Wiadomości: 2996


« Odpowiedz #8 dnia: Lipiec 09, 2020, 18:08:47 pm »

Początek lat 70-tych, to byl skok cywilizacyjny. Na wsi przede wszystkim pojawił sie szmalec. Dziadkowie dostali emerytury rolnicze, młodzi pracowali na wielkich budowach socjalizmu, zarobki we fabrykach się poprawiły.

U nas na Podhalu był jeszcze inny czynnik: Gierek zaczął dawać paszporty, i znów można było wyjeżdżać do Chicago.  W niektórych wsiach co drugi dom miał kogoś w Ameryce. Mówiło się nawet: "nie jest źle, Ameryka śle". Za pieniądze zza oceanu zaczęto budować wielkie domy z pokojami do wynajęcia, do których przyjeżdżały dzieci na kolonie (finansowane przez państwo lub zakłady pracy).  Tak to amerykański kapitalizm i gierkowski socjalizm i zgodnie wzbogaciły górali.  ;D
Zapisane
Certe, adveniente die judicii, non quaeretur a nobis quid legerimus, sed quid fecerimus.
Sławek125
aktywista
*****
Wiadomości: 1534

« Odpowiedz #9 dnia: Lipiec 09, 2020, 18:36:11 pm »

Początek lat 70-tych, to byl skok cywilizacyjny. Na wsi przede wszystkim pojawił sie szmalec. Dziadkowie dostali emerytury rolnicze, młodzi pracowali na wielkich budowach socjalizmu, zarobki we fabrykach się poprawiły.

U nas na Podhalu był jeszcze inny czynnik: Gierek zaczął dawać paszporty, i znów można było wyjeżdżać do Chicago.  W niektórych wsiach co drugi dom miał kogoś w Ameryce. Mówiło się nawet: "nie jest źle, Ameryka śle". Za pieniądze zza oceanu zaczęto budować wielkie domy z pokojami do wynajęcia, do których przyjeżdżały dzieci na kolonie (finansowane przez państwo lub zakłady pracy).  Tak to amerykański kapitalizm i gierkowski socjalizm i zgodnie wzbogaciły górali.  ;D
To prawda. Cała biedna Galicja sie załapała na Hameryke. Nasza ciotka wyjechała jeszcze przed I wojna i po froncie ona i ciotka unrra uratowały naszą rodzine przed smiercią głodową. Cała Galicja, chałupa w chałupe, to hameryka. Kiedyś przyjechały do mnie cymbały z uk i zachodzili w głowe skąd ludzie mają kase na takie chałupy. Odpowiedziałem, że pozbierali na dachach w Chicago.
Zapisane
Strony: [1] Drukuj 
Forum Krzyż  |  Novus Ordo  |  Kościół posoborowy  |  Wątek: Czy grupowe sakramenty inicjacji chrześcijańskiej to najlepsze rozwiązanie? « poprzedni następny »
 

Działa na MySQL Działa na PHP SMF 2.0.11 | SMF © 2014, Simple Machines Prawidłowy XHTML 1.0! Prawidłowy CSS!