Forum Krzyż
Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.
Wrzesień 23, 2020, 09:50:28 am

Zaloguj się podając nazwę użytkownika, hasło i długość sesji
Szukaj:     Szukanie zaawansowane
Skauci św. Bernarda

http://ssbc.pl/
218956 wiadomości w 6318 wątkach, wysłana przez 1567 użytkowników
Najnowszy użytkownik: random1414
Strona główna Pomoc Szukaj Zaloguj się Rejestracja
Forum Krzyż  |  Traditio  |  Katolicki punkt widzenia  |  Wątek: Pomoc psychologiczna
« poprzedni następny »
Strony: 1 ... 3 4 [5] Drukuj
Autor Wątek: Pomoc psychologiczna  (Przeczytany 8733 razy)
Rita
uczestnik
***
Wiadomości: 209

« Odpowiedz #60 dnia: Wrzesień 23, 2009, 15:44:04 pm »

@ p. Murka

Mam małe doświadczenie, ale wśród osób zmagających się z depresją, z którymi miałam kontakt, żadna nie wyróżniała się jakąś nadzwyczajną skłonnością do pychy, żadna nie była też osobą apodyktyczną, skłonną do dominacji. Być może dlatego, że byli to tzw. dobrzy ludzie, którym przytrafiły się obiektywnie bardzo złe rzeczy... Były więc to osoby po głębokim wstrząsie, bardzo zranione, z potężną traumą w psychice. W tych ludziach naprawdę nie widziałam pychy, tylko cierpienie, które wydawało się zupełnie przerastać ich siły. Rzeczywiście, czasami dużo mówili, ale to był bardzo pozytywny objaw. Moja rola polegała tylko i wyłącznie na prostej obecności i słuchaniu (nie dialogowaniu)... To nadmierne mówienie było początkiem całego procesu wychodzenia z traumy, ale tym zajmowali się już specjaliści (w tym kapłan), a nie ja... Osoby te przeżywały bardzo głęboką, gwałtowną depresję i rozpaczliwie próbowały "uratować" Boga w swoich sercach jednocześnie nie radząc sobie zupełnie ze swoimi granicznymi przeżyciami. Idąc na skróty wyrażę się tak: dla mnie to byli ludzie, którzy przyszli z "wielkiego ucisku", ale jeszcze nie mieli sił "wybielić swoje szaty we krwi Baranka". Dopełniali już w swoim ciele udręk Chrystusa a nie potrafili jeszcze zgodzić się na to dopełnienie. Mądre duszpasterstwo i sprzężona z nim psychoterapia (lub na odwrót) skracały ten proces i ratowały przed zatrzaśnięciem się psychiki na wymiar duchowy, przed utratą osobowej relacji z Panem Bogiem, co jest bardzo realnym zagrożeniem w przypadku przeżycia tak silnych traum. Zawsze będę przekonana, że ludziom tak cierpiącym psychicznie potrzebna jest pomoc i zaangażowanie tych w danej chwili silnych i zdrowych, a nie ocenianie i krytykowanie z własnych bezpiecznych pozycji.
Znam też osobę, która od lat cierpi na depresję endogenną. Nie jest to zamaskowana nerwica, ani depresja dwubiegunowa, ale także należy do bardzo ciężkich odmian depresji. Kiedy pisałam o osobach chorych, w których cnoty teologalne rozwijają się bardziej niż w przypadku osób zdrowych - właśnie ją miałam na myśli. Jej wiara w przeżywanych ciemnościach jest heroiczna.
Nie podważam Pani opinii. Chcę tylko zaznaczyć, że moje doświadczenia z chorymi na depresję są inne niż Pani, co nie znaczy, że roszczę sobie prawo do jakiejś obiektywnej oceny.
Zapisane
Rita
uczestnik
***
Wiadomości: 209

« Odpowiedz #61 dnia: Wrzesień 23, 2009, 15:57:49 pm »



Jeśli tak jest, to  o rozpaczy w ich przypadku nie można mówić. Oczywiście o rozpaczy w sensie ścisłym, a nie potocznym.

No właśnie ja nie potrafię tego ocenić, bo ci ludzie trwają gdzieś na granicy rozpaczy (tej rozumianej w sensie ścisłym) i to właśnie jest dramat i wielkie zmagania wewnętrzne, których byłam świadkiem... To jest tak ciężkie, że osoba stojąca "z boku" patrząc na to odczuwa coś w rodzaju fizycznego bólu (tak było w moim przypadku i w przypadku moich przyjaciół, którzy tak jak ja mieli kontakt z tymi ludźmi)...
Zapisane
Murka
aktywista
*****
Wiadomości: 1261


« Odpowiedz #62 dnia: Wrzesień 23, 2009, 16:01:36 pm »

Zranienia i traumy u doroslego, czy moze raczej zdolnego do uzywania rozumu, czlowieka, biora sie z oczekiwan.

Nie sposob zranic psychicznie osobe, ktora nie rosci oczekiwan co do takiego czy innego traktowania. Ktora potrafi, jak sw. Bernadeta, myslec "dziekuje Ci Boze za wycisk, ktory dostalam dzis od blizniego, bo tez na nic lepszego nie zasluguje". Ktora w chwilach, kiedy milosc wlasna boli od ciosu, potrafi przypomniec sobie dziesiatki razy, kiedy inni plakali z jej powodu.

Wiele zna Pani osob, ktore swiadome sa ile wyrzadzily zla i ilu ludzi skrzywdzily? I ktore potrafia pomyslec, ze ciosy, ktore otrzymuja, nie spadaja na niewinnego?
Ja - bardzo niewiele.

Ale to uswiadomilam sobie dopiero po wyleczeniu. W trakcie choroby i wczesniej nigdy nie pomyslalam, ze zle rzeczy, ktore spotykaly mnie i moich bliskich, byc moze wcale nie byly niesprawiedliwe i niezasluzone... Moze gdybym wtedy mogla zobaczyc, uslyszec, doswiadczyc zmyslami ile osob cierpialo z mojego powodu, moze wtedy nie uznalabym, ze dzieje mi sie niezasluzona krzywda? Moze zamiast pograzac sie w uczuciu smutku i bolu, ogarneloby mnie zbawienne uczucie wstydu i skruchy?
Zapisane
Niech się nie trwoży serce wasze ani się lęka.
Rita
uczestnik
***
Wiadomości: 209

« Odpowiedz #63 dnia: Wrzesień 23, 2009, 16:14:48 pm »

Proszę mi wierzyć, że są takie ludzkie doświadczenia, że nie sposób nie pogrążyć się w smutku, bólu i... w rozpaczy. Wmawianie sobie, że obiektywnie straszne zło, które mnie spotkało jest słuszną karą za moje wady, za moralną ślepotę nic nie da... Pomoże na jakiś czas, albo nie pomoże wcale. I tak ten skrzywdzony człowiek będzie w Pani siedział i wył... i bluźnił Bogu. Piszę tu o TRAUMIE, a nie o zranieniach, których doświadczamy co jakiś czas. W mądrej, bezpiecznej, chrześcijańskiej psychoterapii chodzi właśnie o to, by tego zmasakrowanego przez zło, schowanego w sobie człowieczka wyprostować na tyle, by na nowo zaczął wzrastać w Bogu i wrastać w Boga.
Zapisane
Rita
uczestnik
***
Wiadomości: 209

« Odpowiedz #64 dnia: Wrzesień 23, 2009, 16:17:14 pm »

Sądzę, że ja piszę jednak o innym rodzaju depresji niż ten, o którym Pani pisze, stąd to wymijanie się we wzajemnym zrozumieniu...
Zapisane
Murka
aktywista
*****
Wiadomości: 1261


« Odpowiedz #65 dnia: Wrzesień 23, 2009, 16:20:40 pm »

A czy traumy nie wywoluja raczej nerwic?
Nie znam ani jednego przypadku depresji, ktora wynikalaby bezposrednio z jakiegos konkretnego doswiadczenia traumy. To, co Pani pisze, przywodzi mi na mysl raczej nerwice lekowe.
Zapisane
Niech się nie trwoży serce wasze ani się lęka.
Rita
uczestnik
***
Wiadomości: 209

« Odpowiedz #66 dnia: Wrzesień 23, 2009, 16:32:22 pm »

I oto właśnie chodzi: Pani takich przypadków nie zna, a ja znam. Dlatego się nie rozumiemy. Pani pisze o innej formie depresji a ja o innej. Pani pisze o tym, co sama przeżyła i zgadzam się z Panią w tym temacie. Ale ja cały czas odnoszę się do innych form depresji, które naprawdę istnieją i na które naprawdę ludzie cierpią, tzn. : 1. depresje, które są skutkiem ogromnie silnych traum (nie mylić ze zranieniami i z tzw. traumami) i 2) depresje endogenne.
Zapisane
Rita
uczestnik
***
Wiadomości: 209

« Odpowiedz #67 dnia: Wrzesień 23, 2009, 16:34:50 pm »

Co do nerwic lękowych - one występują wtedy, kiedy nie jest leczona lub jest zle leczona depresja postraumatyczna. Chodzi mi oczywiście o nerwice lekowe tylko w odniesieniu do osób po przeżyciach granicznych.
Zapisane
Zygmunt
Gość
« Odpowiedz #68 dnia: Wrzesień 25, 2009, 10:44:23 am »

No właśnie: pojawiają się tu różne rozgraniczenia, podziały, a rozróżnienia między depresją, a rozpaczą nie ma.

Czy jest w ogóle stawiana w konkretnych przypadkach hipoteza, że  osoba jest opętana?
Zapisane
Bartek
Administrator
aktywista
*****
Wiadomości: 3570

« Odpowiedz #69 dnia: Wrzesień 25, 2009, 13:51:17 pm »

No właśnie: pojawiają się tu różne rozgraniczenia, podziały, a rozróżnienia między depresją, a rozpaczą nie ma.

Depresja jest pojęciem znacznie szerszym niż rozpacz. Np. niektóre osoby o silnych osobowościach są w stanie siłą woli zamaskować objawy własnej depresji/smutku przed swoim otoczeniem, a nawet wyprzeć się ich wobec siebie, co skutkuje (z dokładnością do nie do końca wyjaśnionej etiologii) "przerzutami" stłumionych przejawów w sferze emocjonalnej do sfery somatycznej - w postaci bólów głowy, kręgosłupa czy problemów z układem pokarmowym. W sferze emocjonalnej może pozostać jedynie pewna zgorzkniałość oraz hipochondria związana z tym, że krążąc od lekarza od lekarza (a pomijając psychiatrę) nie uzyskują pomocy, brani są za "symulantów", i to oni często nabijają kieszeń różnej maści szarlatanów i pseudo-uzdrowicieli. Ale w sensie medycznym jest to depresja i leczy się ją jak depresję: pml.strefa.pl/ePUBLI/133/24.pdf

Czy jest w ogóle stawiana w konkretnych przypadkach hipoteza, że  osoba jest opętana?

O ile mi wiadomo, bardzo rzadko, ale się zdarza. Częściej jednak to egzorcysta odsyła do psychologa: a) osoby z psychozą b) osoby z nerwicą natręctw, w której obrazie klinicznym dominuje skłonność do myśli bluźnierczych c) osoby uważające własne drobne dolegliwości, bóle, spadki nastroju za objaw opętania (oczywiście po wyeliminowaniu możliwości, że są wynikiem rzuconego uroku).
Zapisane
Hoc pulchrum est hominis munus et officium: ut oret ac diligat.
Strony: 1 ... 3 4 [5] Drukuj 
Forum Krzyż  |  Traditio  |  Katolicki punkt widzenia  |  Wątek: Pomoc psychologiczna « poprzedni następny »
 

Działa na MySQL Działa na PHP SMF 2.0.11 | SMF © 2014, Simple Machines Prawidłowy XHTML 1.0! Prawidłowy CSS!