Forum Krzyż
Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.
Październik 23, 2020, 23:50:44 pm

Zaloguj się podając nazwę użytkownika, hasło i długość sesji
Szukaj:     Szukanie zaawansowane
Skauci św. Bernarda

http://ssbc.pl/
219427 wiadomości w 6333 wątkach, wysłana przez 1568 użytkowników
Najnowszy użytkownik: studiob
Strona główna Pomoc Szukaj Zaloguj się Rejestracja
Forum Krzyż  |  Novus Ordo  |  Kościół posoborowy  |  Wątek: Koronawirus
« poprzedni następny »
Strony: 1 ... 17 18 [19] 20 21 ... 45 Drukuj
Autor Wątek: Koronawirus  (Przeczytany 33782 razy)
casimirus
rezydent
****
Wiadomości: 396


« Odpowiedz #270 dnia: Marzec 30, 2020, 13:34:56 pm »

Fragmenty z artykułu prof. Grzegorza Kucharczyka w "DoRzeczy":
https://dorzeczy.pl/kraj/134370/kosciol-i-wirusy.html

Kościół i wirus(y)
[/b]

Opatrznościowa okazja

Mogło by się wydawać, że gdy latem 2015 r. do Europy przybyło kilkaset tysięcy ludzi mających raczej mgliste pojęcie o Jezusie Chrystusie (poza tym, co usłyszeli od swoich imamów), będzie to świetna sposobność do podjęcia dzieła ewangelizacji. Tym bardziej że niejeden z muzułmańskich imigrantów szczerze interesował się wiarą chrześcijańską. Oficjalna reakcja pasterzy Kościoła brzmiała jednak: żadnej ewangelizacji i nawracania, bo to jest „szkodliwy prozelityzm”. Przodował pod tym względem szykujący się do wejścia na „synodalną drogę” totalnej autodestrukcji Kościół niemiecki.
Do Niemczech przybyła w 2015 r. największa fala muzułmańskiej imigracji i rozumując w kategoriach „przedsoborowych” (tj. trzymania się  ewangelicznego wezwania: „Idźcie i nauczajcie wszystkie narody…”), tam właśnie było najwięcej możliwości do pracy ewangelizacyjnej.
Jednak niemieccy biskupi kategorycznie zakazali „prozelityzmu” wśród muzułmańskich imigrantów. Ówczesny przewodniczący Konferencji Episkopatu
Niemiec kard. Reinhard Marx sam dał przykład, jak należy szanować „religijną  wrażliwość” muzułmanów, zdejmując  w 2016 r. swój napierśny krzyż w czasie nawiedzenia przez siebie Wzgórza Świątynnego w Jerozolimie.
Takie stanowisko wsparł papież Franciszek, który dołożył jeszcze podpisaną w 2019 r. w Abu Zabi z reprezentantami miejscowego odłamu islamu  specjalną deklarację. Wynika z niej, że Bóg chciał różnorodności religii, a na pewno nie chciał „prozelityzmu”. Konia z rzędem temu, kto wytłumaczy,  jaka jest według „dzieci soboru” różnica między prozelityzmem a ewangelizacją nakazaną rozsyłanym przez Zbawiciela na cały świat apostołom.
Drugą okazję marnuje posoborowy Kościół teraz, w dobie pandemii koronowirusa. Zamiast przekuć na czyn papieskie wezwania, by stać się „szpitalem
polowym opatrującym rany”, albo mówiąc świeckim językiem – być prawdziwym przyjacielem, który nie opuszcza swoich wiernych w biedzie. „Otwarty Kościół” zamknął na głucho świątynie we włoskiej Lombardii, Niemczech, Austrii i w innych krajach (regionach) dotkniętych zarazą. W czasach, gdy różne grupy charyzmatyczne promują msze święte o uzdrowienie, dowiedzieliśmy się, że msza święta grozi śmiertelną infekcją, woda święcona nie jest już „egzorcyzmem w płynie”, ale raczej rozsadnikiem COVID-19, natomiast Najświętszy Sakrament grozi śmiertelnym zapaleniem płuc. I to nawet od samego patrzenia, skoro zdecydowana większość biskupów nie zdecydowała się na wystawienie Sanctissimum w celu adoracji lub procesji.

Kwestia wiary

Trudno nie odnieść wrażenia, że w ten sposób jedną z ofiar pandemii może być (ma być?) wiara w absolutną wyjątkowość Eucharystii – „źródła i szczytu życia Kościoła” (Vaticanum II) jako realnej obecności Ciała i Krwi Chrystusa. Jej deprecjacja od czasu synodu o rodzinie i forsowanych a tolerowanych przez Franciszka pomysłów niemieckiego Kościoła tzw. interkomunii, czyli potraktowania komunii świętej jako dodatku do cementowania życia rodzinnego i towarzyskiego („żeby dzieciom/współmałżonkowi nie było przykro”), w dramatycznych dniach i tygodniach pandemii wchodzi na kolejny
poziom. Eucharystia już nie jest bowiem dodatkiem, ale wprost zagrożeniem. Tak bowiem należy odczytywać pospieszne decyzje wielu hierarchów odmawiających wiernym uczestnictwa w mszach świętych, a wcześniej naleganie wielu z nich (wbrew prawu kościelnemu), by ludzie nie przyjmowali komunii świętej do ust, tylko na rękę.

[...]
Biskup przeciw biskupowi, kardynał przeciw kardynałowi – w ten sposób obraz kryzysu w Kościele przedstawiała Matka Boża podczas objawień w  japońskiej Akicie w 1973 r. Najdramatyczniej to wrażenie chaosu ujawniło się w przypadku zarządzenia 12 marca przez kardynała wikariusza Rzymu Angelo De Donatisa zamknięcia na trzy tygodnie kościołów w diecezji rzymskiej, które dzień później zostało cofnięte. A pierwszym, który dał sygnał do nieposłuszeństwa, był papieski jałmużnik kard. Konrad Krajewski. Ignorując wydany zakaz, wszedł on rano 13 marca do swojego tytularnego
kościoła, aby odprawić mszę świętą. Z pewnością czynił to za wiedzą i zgodą Biskupa Rzymu, który dzień wcześniej – jak przyznał to kardynał wikariusz – wyraził zgodę na zamknięcie wszystkich świątyń w swojej diecezji. Trzeba przyznać, że jak na „Piotrową opokę” to dramatyczna chwiejność decyzji dotyczących przecież śmierci i życia wiecznego wielu ludzi pozbawionych (lub nie) dostępu do mszy świętych lub sakramentu spowiedzi.

Kościół w państwowej
strukturze


[...]

Jeszcze nie wiemy dużo rzeczy o COVID-19. Jeśli posłuchać wielu hierarchów (np. emerytowanego arcybiskupa Mediolanu kard. Angelo Scoli), to jedno natomiast jest pewne – w przypadku pandemii koronawirusa nie można mówić o Bożej karze czy Bożym dopuście, „bo byłoby to całkowicie  nieprawidłowe spojrzenie na Boga”. Mylili się więc papież i doktor Kościoła św. Grzegorz I Wielki, który w VI w. urządzał w Wiecznym Mieście pokutne procesje dla odwrócenia gniewu Bożego dotykającego Rzymu w postaci epidemii. Nie miał racji św. Karol Boromeusz, który w 1576 r. w podobny
sposób starał się od zarazy ratować stolicę swojej mediolańskiej diecezji. „Zlaicyzowane serca” wielu biskupów i księży nie pozwalają spojrzeć poza
sekwencję wydarzeń i dostrzec w nich znaków. Jakby brakowało wiary, że to Bóg jest Panem historii. Niemal wstydliwe jest pytanie: „Dlaczego?”, przez wieki zadawane sobie przez ludzi wierzących w Boga, który – jak przypominał Benedykt XVI w Ratyzbonie w 2006 r. – jest nie tylko miłosiernym i wszechmocnym Ojcem, lecz także Logosem.

[...]

A u nas? Mogło być gorzej

W Polsce nie doczekaliśmy się na szczęście zamykania kościołów, ale okazało się także u nas, że powinniśmy bać się wody święconej. Generalnie nie sposób nie odnieść wrażenia pewnej chwiejności w postawie biskupów. Z jednej strony usłyszeliśmy zapowiedź zwiększenia liczby niedzielnych mszy świętych, by zaraz potem przeczytać, że Konferencja Episkopatu Polski udziela wiernym dyspensy od obowiązku uczestnictwa w niedzielnej mszy
świętej. Przewodniczący KEP abp Stanisław Gądecki z jednej strony wezwał wiernych do przyłączenia się do odmawianego przezeń co wieczór różańca w intencji powstrzymania epidemii, z drugiej – zawiesił w swojej poznańskiej archidiecezji odprawianie wielkopostnych nabożeństw drogi krzyżowej i gorzkich żalów. Od pewnego czasu najlepiej pocieszać się w Kościele słowami: „Mogło być gorzej”. Ta prawidłowość obowiązuje także w tym przypadku.
Słuchając wypowiedzi wielu naszych księży, którzy w pierwszą objętą dyspensą niedzielę (15 marca) zachwycali się „zdyscyplinowaniem Polaków jako wspólnoty”, którzy pozostali w domu, zastanawiałem się – a jak by zareagowali, gdyby w tę niedzielę jednak Polacy nie byli „zdyscyplinowani” i ławki w świątyniach były pełne; gdyby przed konfesjonałami ustawiały się kolejki ludzi pragnących uzyskać rozgrzeszenie w tych niepewnych czasach; gdyby
okazało się, że Polacy zapomnieli liczyć do 50, a po 25 marca – do pięciu?



Zapisane
casimirus
rezydent
****
Wiadomości: 396


« Odpowiedz #271 dnia: Marzec 30, 2020, 13:48:19 pm »

Mocne slowa ks. Kiniewicza (cytuje z pamieci):
Wole miec dzisiaj 5 osob w Kosciele, niz za dwa tygodnie 50 trumien w Kosciele. Wole dzis odprawiac Msze w pustym kosciele niz za jakis czas miec zdziesiatkowana parafie.

Mocne, rzeczywiście: Gdyby ks. Kiniewicz żył 2 tys. lat temu, to wywiesiłby na katakumbach baner: "Zakaz wstępu z tego względu, na to, że gromadzenie się grozi pożarciem przez lwy także Waszej rodzinie i Przyjaciołom (jak napisał nasz cesarz). Wolę nie mieć dziś nikogo na Eucharystii, niż jutro zbierać resztki w Koloseum".

I wszyscy by przeżyli, nie musieliby dokonywać jakichś trudnych wyborów, ks. Kiniewicz miałby pewnie mnóstwo fajnych parafian, a może nawet etat u cysorza,  a kościół by rozkwitał. Niestety, ze względu na brak tak odpowiedzialnych duszpasterzy - zostały nam tylko resztki niedojedzonej lwiej karmy w relikwiarzach, których ucałowanie grozi zresztą wiadomo czym.

https://www.catacombe.roma.it/en/index.php
 
« Ostatnia zmiana: Marzec 30, 2020, 15:12:25 pm wysłana przez casimirus » Zapisane
Sławek125
aktywista
*****
Wiadomości: 1649

« Odpowiedz #272 dnia: Marzec 30, 2020, 13:57:03 pm »

Dla ks. Kiniewicza śmierc jest końcem życia. Przynajmniej szczerze. Jeszcze jakieś wątpliwości?
Zapisane
gnome
aktywista
*****
Wiadomości: 1842


« Odpowiedz #273 dnia: Marzec 30, 2020, 15:21:18 pm »

Cytując p. Szkieleta:

Cóż, jaka jest różnica między pasterzami, a najemnikami jest znana.

Zapisane
Podczas jednej z ceremonii w Bazylice św. Piotra, gdy wnoszono na sedia gestatoria papieża św. Piusa X, lud rzymski żywiołowo zareagował oklaskami, Papież widząc entuzjazm wiernych rozkazał zatrzymać pochód. Gdy tłum się uciszył rzekł do wiernych, że *nie należy czcić sługi w domu jego Pana.
Sławek125
aktywista
*****
Wiadomości: 1649

« Odpowiedz #274 dnia: Marzec 30, 2020, 16:05:25 pm »

Myśle, że ci wierni parafialno-modernistyczno-reformowani, zanim dadzą pare złotych za ostatnią posługe, powinni zapytać funkcjonariusza kurialnego czy wierzy w życie pozagrobowe. Na piśmie takie oświadczenie, bo podejrzewam, że znajdą sie tacy, którzy są o istnieniu takiego życia przekonani są w 100% i im powinno sie dać przytulić pare groszy.
Zapisane
Regiomontanus
aktywista
*****
Wiadomości: 3074


« Odpowiedz #275 dnia: Marzec 30, 2020, 17:16:15 pm »

Myśle, że ci wierni parafialno-modernistyczno-reformowani, zanim dadzą pare złotych za ostatnią posługe, powinni zapytać funkcjonariusza kurialnego czy wierzy w życie pozagrobowe.

Panie Sławku, gdyby tak zrobić taką szczerą ankietę "czy wierzysz w życie pozagrobowe?",  gdzie każdy musi odpowiedzieć, co tak naprawdę myśli, to ja się obawiam, że ona by wyszła gorzej, niż się nam zdaje.

Nie, nie tylko wśród modernistów, ale także wśród tradycjonalistów (i to obojętnie jakiej proweniencji).

Jeśli będziemy mieli szczęście dostąpić zbawienia, dowiemy się wszystkiego po Sądzie Ostatecznym, kiedy to quidquid latet apparebit. Na razie trzeba się skoncentrować na naszych własnych grzechach.
Zapisane
Certe, adveniente die judicii, non quaeretur a nobis quid legerimus, sed quid fecerimus.
Aqeb
aktywista
*****
Wiadomości: 2562

« Odpowiedz #276 dnia: Marzec 30, 2020, 17:36:06 pm »

Cytuj
Proszę księdza. Z tymi chorymi to róznie bywa.
Tu miałem na myśli zwykłe, regularne odwiedziny chorych - dotyczą raczej tych, którzy zwykle rzeczywiście nie mogą już do kościoła przybyć. Oczywiście są przypadki kiedy to jest wątpliwe, ale ogólnie raczej idzie się do tych, którzy to zgłaszają.
Cytuj
Pytam o Wiatyk. Jak ksiądz ten problem widzi? Czy jakieś internetowe rozgrzeszenie in articulo mortis będzie stosowane czy bedzie po staremu?
Internetowe  nie. Ogólnie rzecz biorąc warunkowe jeśli jest potrzeba. Jeśli chodzi o Covid19 to, jak wspomniałem wcześniej, nie wiem czy to ma jakieś regulacje - przypuszczam, że zależy to od zasad w danej diecezji i zasad w danym szpitalu. Tutaj jest np. artykuł o Radomiu - księża mówią, że nie wolno im odwiedzać oddziału zakaźnego i rozgrzeszają warunkowo: https://ekai.pl/jak-kapelani-rozgrzeszaja-chorych-na-oddziale-zakaznym/
W Lublinie znowu mówi, że by poszedł jak by musiał, chociaż obostrzenia są większe: https://www.tvp.info/47191334/posluga-bez-wzgledu-na-zagrozenie-kapelani-z-misja-na-oddzialach-zakaznych
Zapisane
"Ilekroć walczymy z pychą świata czy z pożądliwością ciała albo z heretykami, zawsze uzbrójmy się w krzyż Pański. Jeśli szczerze powstrzymujemy się od kwasu starej złośliwości, to nigdy nie odejdziemy od radości wielkanocnej." Św. Leon Wielki
Sławek125
aktywista
*****
Wiadomości: 1649

« Odpowiedz #277 dnia: Marzec 30, 2020, 17:48:31 pm »

To znaczy Panie Regiomontanusie, że jak Pan auto oddaje do mechanika, to Panu wszystko jedno czy to gość co jest pewny swoich zabiegów czy tez taki co juz na początku ma watpliwosci czy da rade. Albo nauczyciel, co już na widok dziecka czy studenta ogłasza, że raczej trzeba chodzic do szkoły ale w skutecznośc swojej działalności nie za bardzo wierzy. No co Pan? Przeciez to nie chodzi o grzechy cudze czy własne i to w ogóle nie jest kwestia wiary ale zwykłej przyzwoitosci i uczciwości. To jest naciąganie i na to są paragrafy.
Zapisane
prosty_czlowiek
uczestnik
***
Wiadomości: 235

« Odpowiedz #278 dnia: Marzec 30, 2020, 18:00:17 pm »

A co Państwo na to:
https://kurierlubelski.pl/ksiadz-wykladowca-z-kul-twierdzi-ze-na-mszy-nie-mozna-zarazic-sie-koronawirusem/ar/c1-14887333

Zapisane
jotef
bywalec
**
Wiadomości: 54

« Odpowiedz #279 dnia: Marzec 30, 2020, 18:14:37 pm »

Są pojedyncze oznaki wiary i odpowiedzialności w postaci zachęt do przychodzenia piątkami po Eucharystię, co bardzo cieszy, ale w tv mówią o kolejnych obostrzeniach. Dlatego jeszcze o zbawiennej roli Eucharystii.

Jest połowa III wieku. Kartagina. Władze zmuszają chrześcijan do złożenia ofiary bogom i cesarzowi. Część wiernych odmawia i zostaje uwięziona. Kościół nazywa takich wyznawcami. Część ukrywa się. Część dzięki znajomościom zdobywa zaświadczenie złożenia ofiary, choć jej nie złożyli. Mimo takich trudności kult jest praktykowany, lud gromadzi się wokół prezbiterów, Msza św jest odprawiana nawet u więzionych wyznawców. I tu fragment listu do kleru, napisanego przez ukrywającego się biskupa Cypriana:

"Proszę również, aby wam nie brakowało rozwagi i gorliwości w staraniu o zachowanie spokoju; bo chociaż bracia, kierując się miłością, chcą zobaczyć i odwiedzić [w więzieniu - j.] dzielnych wyznawców, których łaska boża chwalebnymi początkami już opromieniła, to jednak sądzę, że należy to czynić ostrożnie; nie tłumnie, nie w wielkiej liczbie, aby nie rozdrażniać tym i nie spowodować zakazu odwiedzin i chcąc nienasycenie otrzymać wiele, wszystkiego nie stracić.
Starajcie się więc i uważajcie, aby postępować z umiarkowaniem i bardzo bezpiecznie. Również prezbiterzy, którzy sprawują ofiarę u wyznawców, powinni wraz z diakonami zmieniać się po kolei; ponieważ zmiana osób i odwiedzających zmniejsza podejrzliwość."
(Cyprian, List 5)

A zatem prezbiterzy ryzykują odwiedziny w więzieniu, gdzie składają Ofiarę, byle wyznawcy byli umacniani Eucharystią. Biskup to popiera, tylko zaleca ostrożność. Pierwszorzędna nauka na dziś dla prawowiernych. Natomiast wniosek modernisty: Ten biskup to musiał być niezły ciemnogród, przecież w więzieniu była kupa bakterii i wirusów.

Niestety, część kartagińskich wiernych składa ofiarę bogom i tacy zwani są przez Kościół upadłymi. Tracą oni prawo do Eucharystii, bo przez akt bałwochwalczy zaparli się Chrystusa. Jeśli pokutują, czy mogą jeszcze otrzymać Komunię? Ale są i tacy, którzy odmówili złożenia ofiary bogom, godząc się na uwięzienie i śmierć, lecz okazało się, że poganie nie zabili ich, tylko stosowali długotrwałe tortury. Dopiero po długich mękach upadli. Czy należy ocenić ich na równi z tymi upadłymi, którzy zaparli się od razu? Przed takimi kwestiami stanął Kościół w Kartaginie. Zwołano synod. Oto stanowisko.

O pierwszym rodzaju upadłych:

"CYPRIAN Z KARTAGINY, List 55
VI. [1] Zgodnie z obietnicą, skoro tylko prześladowanie się skończyło i zaistniała możliwość urządzenia synodu, zebrała się znaczna liczba biskupów, uratowanych siłą wiary i Boską opieką. Po dłuższym rozważaniu «za» i «przeciw » odnośnych tekstów Pisma Świętego, zdecydowaliśmy się obrać drogę pośrednią. Nie chcąc upadłych pozbawiać całkowicie nadziei powrotu do wspólnoty i pokoju, aby nie wpadli w rozpacz i nie wrócili do życia pogańskiego – gdyby Kościół zamknął przed nimi swe bramy – z drugiej jednak strony nie mając też zamiaru rozluźniać karności ewangelicznej przez zbytnie ułatwianie powrotu do Kościoła, postanowiliśmy przedłużyć o ile możności jak najbardziej okres pokuty, następnie żądać wypraszania przebaczenia ojcowskiego we łzach i bólu, wreszcie badać w każdym poszczególnym wypadku rodzaj grzechu, usposobienie grzesznika i okoliczności łagodzące.
Wszystko to masz wyłuszczone w piśmie, które jak sądzę dotarło do twych rąk, a które zawiera zestawione po porządku główne punkty naszej uchwały. [2] Na wypadek, gdyby komuś liczba samych afrykańskich biskupów wydawała się niewystarczająca, napisaliśmy w tej sprawie również do Rzymu, do naszego kolegi Korneliusza [papieża - j.], który równocześnie zwołał na synod większość tamtejszych biskupów i tak samo uznając za pożądane wypośrodkowanie między surowością a łagodnością, wyraził pełną aprobatę dla naszego stanowiska [a zatem Rzym poparł decyzję, by na łożu śmierci dopuścić upadłych pokutnikow do Komunii - j.]."
(Za książką "Acta Sinodalia", Tom I)

"CYPRIAN Z KARTAGINY, List 57
I. [1] Na wspólnej naradzie postanowiliśmy już przedtem, najdroższy bracie, żeby ci, którzy w czasie wrogiego prześladowania ulegli przeciwnikowi, upadli i splamili się niedozwolonymi ofiarami, w razie niebezpiecznej choroby, grożącej śmiercią, jeśli pokutowali w całej pełni przez dłuższy czas, otrzymali pokój. Nie godziłoby się i ojcowska dobroć, i łaskawość Boża nie pozwala, aby pukającym zamykać Kościół, żałującym i proszącym odmawiać nadziei zbawiennej pomocy, schodzących z tego świata odsyłać do Pana bez odzyskanej wspólnoty i pokoju."
(Za książką "Acta Sinodalia", Tom I)

O drugim rodzaju upadłych (okoliczności łagodzące):

"II. CYPRIAN Z KARTAGINY, List 56
II. [1] Moje jest takie zdanie: nie można im odmówić przebaczenia Pana, ponieważ jak wiadomo, w walce wyznali imię Pana i zwyciężyli swą niezłomną wytrwałością w wierze gwałt urzędników i natarcie rozszalałego ludu. Cierpieli w więzieniu. Pomimo gróźb prokonsula i wściekłych okrzyków otaczającego ludu, pomimo tortur, rozszarpywania im ciał, długo się opierali tym, którzy ich dręczyli, ponawiając ciągle katusze. Na końcu jednak, z powodu słabości ciała upadli. Wydaje się jednak, że ich upadek jest zgładzony przez poprzednie zasługi. Takim wystarcza utrata nabytej chwały i dlatego nie możemy im zamykać drogi do przebaczenia i pozbawiać ich ojcowskiej miłości i wspólnoty z nami. Sądzimy, że dla uproszczenia miłosierdzia Pana wystarczy, że przez trzy lata wciąż ze skruchą, jak mi piszecie, w duchu pokuty gorąco opłakiwali swą winę. [2] Sądzę również, że nie jest rzeczą nieostrożną i lekkomyślną udzielenie pokoju tym – których widzieliśmy, że w swej odwadze nie uchylali się od walki i jesteśmy przekonani, że mogą odzyskać dawną swą chwałę, jeśliby znowu przyszło do walki. Skoro bowiem postanowiono na synodzie, że w razie niebezpiecznej choroby należy przyjść z pomocą i udzielić pokoju pokutującym, to w jego otrzymaniu powinni wyprzedzać ci, którzy jak wiemy, upadli nie z powodu słabości ducha. Walczyli, otrzymali rany i tylko z powodu słabości ciała nie zdołali zachować nabytej korony za swe wyznanie. Tym bardziej im się to należy, że pragnęli umrzeć, lecz ich nie zabito, ale tak długo katowano, że nie ich niezwyciężona wiara, lecz słabe ciało uległo."
(Za książką "Acta Sinodalia", Tom I)

Tyle stanowisko Kościoła w sprawie dwóch rodzajów upadłych. Na tym tle łatwiej dostrzec wielkie znaczenie Eucharystii, bowiem oczekując nowej fali prześladowań Cyprian złagodził jednak stanowisko wobec upadłych. Postanowiono dopuścić ich do Eucharystii od razu, nie czekając aż znajdą się na łożu śmierci. Dlaczego? Po to, by Ciało Pańskie dało im moc wytrwania w trakcie nowej fali prześladowań:

"CYPRIAN Z KARTAGINY, List 57
(...) Słusznie, że dotąd przeciągano czas pokuty opłakującym swą winę, a tylko chorym przy zgonie udzielano pomocy. Dopóki trwały pokój i cisza, pozwalano łzom pokutników płynąć przez czas dłuższy i dopiero śmiertelnie chorym pomagać [dopuszczając do Komunii - j.]. [2] Obecnie jednak już nie tylko chorzy, ale i silni koniecznie potrzebują pokoju. Już nie tylko umierającym, ale żywym winniśmy udzielać wspólnoty. Tych, których zachęcamy i zagrzewamy do boju, nie możemy zostawić bez broni i nagich, lecz winniśmy uzbroić ich pomocą Krwi i Ciała Chrystusa. Po to właśnie jest Eucharystia, aby dla przyjmujących ją była ochroną, dlatego też tych, których chcemy zabezpieczyć przed wrogiem, musimy uzbroić w moc, jaką daje nasycenie się pokarmem Pana. Jakże możemy ich nauczać i zachęcać, aby przelali krew za wyznanie imienia, jeśli im przed walką odmawiamy Krwi Chrystusa? W jaki sposób uzdolnimy ich do wypicia kielicha męczeństwa, jeśli ich przedtem prawem nie dopuścimy do wspólnoty, aby w Kościele pili z kielicha Pana? (...) Bo najpierw nikt nie jest zdolny do męczeństwa, jeśli go Kościół nie uzbroi. Załamie się duchowo, jeśli przyjęcie Eucharystii go nie umocni i nie zachęci."
(Za książką "Acta Sinodalia", Tom I)

A zatem Kościół musi umacniać i uzbrajać każdego wiernego, bo: "załamie się duchowo, jeśli przyjęcie Eucharystii go nie umocni i nie zachęci." Niech ktoś teraz wzniesie głos do nieba, gdzie jest Cyprian, i wytłumaczy mu, że wirus zmienia wszystko. Niech mu powie, że dzięki Chrystusowi, dzięki Eucharystii bramy hadesu nie przemogą Kościoła - no chyba że wirus.

Zapisane
gnome
aktywista
*****
Wiadomości: 1842


« Odpowiedz #280 dnia: Marzec 30, 2020, 22:23:33 pm »

A co Państwo na to:
https://kurierlubelski.pl/ksiadz-wykladowca-z-kul-twierdzi-ze-na-mszy-nie-mozna-zarazic-sie-koronawirusem/ar/c1-14887333
Co tu komentować. Właściwy człowiek, we właściwym miejscu mówi właściwe rzeczy. No i cała reszta niewłaściwych ludzi na nie właściwych miejscach "trzęsąca portkami" przed tym co powiedział ten pierwszy :)
Zapisane
Podczas jednej z ceremonii w Bazylice św. Piotra, gdy wnoszono na sedia gestatoria papieża św. Piusa X, lud rzymski żywiołowo zareagował oklaskami, Papież widząc entuzjazm wiernych rozkazał zatrzymać pochód. Gdy tłum się uciszył rzekł do wiernych, że *nie należy czcić sługi w domu jego Pana.
gnome
aktywista
*****
Wiadomości: 1842


« Odpowiedz #281 dnia: Marzec 30, 2020, 22:33:47 pm »

Ciekawy link choć z innej dziedziny: https://nczas.com/2020/03/30/koronawirus-centrum-im-adama-smitha-prezentuje-rozwiazania-dla-przedsiebiorcow/
Zapisane
Podczas jednej z ceremonii w Bazylice św. Piotra, gdy wnoszono na sedia gestatoria papieża św. Piusa X, lud rzymski żywiołowo zareagował oklaskami, Papież widząc entuzjazm wiernych rozkazał zatrzymać pochód. Gdy tłum się uciszył rzekł do wiernych, że *nie należy czcić sługi w domu jego Pana.
abdi
rezydent
****
Wiadomości: 258


« Odpowiedz #282 dnia: Marzec 31, 2020, 08:56:15 am »

A co Państwo na to:
https://kurierlubelski.pl/ksiadz-wykladowca-z-kul-twierdzi-ze-na-mszy-nie-mozna-zarazic-sie-koronawirusem/ar/c1-14887333

Z całym szacunkiem dla tego kapłana i jego dorobku, ale jak dla mnie to jakaś forma magicznego myślenia. Konsekracja kapłana i jego rąk ma dać mu "moc" sprowadzania Boga na ziemie w czasie mszy oraz łask duchowych za pomocą sakramentów a nie chronić od praw fizyki czy chemii.
Zapisane
Adimad
aktywista
*****
Wiadomości: 1227

« Odpowiedz #283 dnia: Marzec 31, 2020, 09:07:30 am »

Otóż to, panie abdi. Było o tym w innym wątku dość szczegółowo. W kilku wątkach nawet. To po prostu tak nie działa. Z pewnością zaś nie ma to obowiązku tak działać. Chyba że na zasadzie cudu, ale jeżeli ktoś liczy na systematyczny cud z automatu, wywoływany "ex opere operato" aktami konsekracyjnymi, to jest to... no właśnie: magia. [tylko niechże teraz nikt nie łapie mnie za słowa i nie pisze, że "przecież i tak codziennie na Mszy św. dokonuje się cud Przeistoczenia", bo wiadomo, o czym rozmawiamy; w tym wypadku: o zmianach w "przypadłości", a nie substancji; a tego typu zmiany mają inny charakter, m.in. dlatego cuda eucharystyczne bada się tak dogłębnie i tak ich niewiele; cudowne zniknięcie bakterii, wirusów czy cząstek strychniny z opłatka albo cudowne przeżycie człowieka, który przyjął tą drogą strychninę - byłoby zdarzeniem tego mniej więcej rodzaju]. Oczywiście zawsze można też rozumować w sposób niefalsyfikowalny: gdyby X wierzył i był pobożny, to by się oczywiście nie zatruł, a skoro się zatruł, to widać taka kara Boża dla niedowiarka, pewno w sercu był nieczysty, choć z zewnątrz tego nie było widać. Jest to niewątpliwie wygodne, w końcu takiej teorii nijak nie da się obalić.

Ogólnie rzecz biorąc: tak jak istotnie nie ma chrześcijaństwa bez cudów i wiary w możliwość zdarzeń "nadprzyrodzonych", jak natchnienia proroków starotestamentowych, cuda uzdrowieńcze czy samo zmartwychwstanie Łazarza, a potem Chrystusa - tak chrześcijaństwo nie polega też na wierze w to, że owe cuda dzieją się regularnie i na zawołanie, albo że sfera sacrum jest co do zasady chroniona od "brudów świata tego". No niestety: kościoły zazwyczaj da się podpalić, a święte figury potłuc, aniołowie zazwyczaj nie ratują w cudowny sposób gorliwie się modlących ofiar prześladowań, w wodzie święconej na ogół pływają drobnoustroje, konsekrowane wino może skwaśnieć i zazwyczaj pewnie skwaśnieje, jeżeli się je gdzieś odstawi, pobożni ludzie z medalikami i szkaplerzami też giną od postrzałów etc. Monstrancją z konsekrowaną hostią prawdopodobnie dałoby się kogoś zamordować - i gdyby nawet sprawcy przy tym jakimś cudem "uschła" ręka... no właśnie: jakimś cudem. Kościół pewnie dziesięć lat obracałby zagadnienie w rękach, by dojść, czy faktycznie miał tu miejsce cud.

Dopóki ktoś mówi: "a niech się dzieje Wola Boża, co ma być, to będzie" - to w porządku, choć oczywiście w konkretnych sytuacjach może to być nieroztropne. Ale jeżeli ktoś mówi: "Na pewno nie będzie tak, że coś złego przytrafi mi się w jakimkolwiek sensie i na jakiejkolwiek płaszczyźnie w związku z postaciami sakramentalnymi, wodą święconą czy innymi elementami sacrum, ponieważ Pan Bóg za każdym razem cudownie unieważni wszelkie wirusy i inne przyziemne zjawiska, pod mikroskopem byście się przekonali, że wirusy z wody święconej ulegają na skórze anihilacji" - no to odlatuje dość poważnie.

My, łacinnicy, a zwłaszcza tradsi, zawsze przecież byliśmy tacy dumni z tego, że mamy precyzyjną teologię, greckie i rzymskie rozróżnienia filozoficzne, jurydyczne i jakie tam jeszcze. A tymczasem w przypadku wirusa u niektórych uruchamia się chyba takie niejasne przeświadczenie, że przecież "nie wypadałoby", żeby "Boże rzeczy" szkodziły, "bo jakże to, no sami wiecie, dziwnie jakoś, nie pasuje i w ogóle...".
« Ostatnia zmiana: Marzec 31, 2020, 10:07:52 am wysłana przez Adimad » Zapisane
Hubertos
aktywista
*****
Wiadomości: 556


Swiecki katolik ;)

« Odpowiedz #284 dnia: Marzec 31, 2020, 10:03:05 am »

Jest taki stary jak swiat dowcip, co do wiary w to, ze Pan Bog ustrzeze przed smiercia tego, ktory mocno w to wierzy. Generalnie - Bog przemawia takze przez rzadzacych (jesli sa oczywiscie na to otwarci - ale jako katolicy w to powinnismy wierzyc).


Powódź w prowincjonalnym miasteczku. Ewakuacja ludności. Wojsko puka do kaplicy:[/size]- Proszę księdza, niech ksiądz ucieka! Ksiądz się utopi!- Nigdzie nie idę, wierzę w Opatrzność Boską.Po trzech godzinach ksiądz siedzi na ostatnim piętrze parafii. Podpływają motorówką:- Proszę księdza, niech ksiądz ucieka! Ksiądz się utopi!- Nigdzie nie idę, wierzę w Opatrzność Boska.Minęły kolejne godziny, ksiądz na szczycie dzwonnicy. Podpływają znowu.- Proszę księdza, niech ksiądz ucieka! Ksiądz się utopi!- Nigdzie nie idę, wierzę w Opatrzność Boska.Piętnaście minut i ksiądz już z wyrzutami u Pana Boga.- Panie Boże, no jak tak można? Swojego wiernego sługę zawieść? A tak wierzyłem w Opatrzność...Nagle Głos z niebios:- Głupcze! Trzy razy po ciebie ludzi wysyłałem![/color]
Zapisane
Nie jestem osoba duchowna - ale bylem w zakonie :D
Strony: 1 ... 17 18 [19] 20 21 ... 45 Drukuj 
Forum Krzyż  |  Novus Ordo  |  Kościół posoborowy  |  Wątek: Koronawirus « poprzedni następny »
 

Działa na MySQL Działa na PHP SMF 2.0.11 | SMF © 2014, Simple Machines Prawidłowy XHTML 1.0! Prawidłowy CSS!